fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Faworyci wyścigu po Oscary

Materiały Promocyjne
Na ekranach "Australia". Walka o statuetki już trwa. Najdroższy film w historii australijskiego kina też bierze w niej udział
Melodramat w reżyserii Australijczyka Baza Luhrmanna, choć wyprodukowany we współpracy z amerykańskim studiem Fox, miał przede wszystkim pokazać w Hollywood siłę kinematografii z kraju kangurów. Budżet:180 milionów dolarów. W rolach głównych największe gwiazdy australijskiego kina: Nicole Kidman i Hugh Jackman. Twórcom pomogła nawet sama Oprah Winfrey, która zaprosiła ich w listopadzie do swojego talk-show przed wejściem filmu na amerykańskie ekrany.
- Gratuluję wyobraźni, wizji, reżyserii – mówiła rozentuzjazmowana gospodyni jednego z najbardziej opiniotwórczych programów telewizyjnych w USA. – Mój Boże, to jest film, którego potrzebowaliśmy – dodała w imieniu publiczności.
[srodtytul]Oprah nie pomogła [/srodtytul]
Tak efektowny początek miał pomóc "Australii" w długiej oscarowej kampanii.
Od początku grudnia stowarzyszenia krytyków, miłośników kina, gildie aktorów, scenarzystów i reżyserów ogłaszają nominacje do swoich nagród i wręczają je podczas bankietów. Obrazy, które zbiorą najwięcej wyróżnień, łatwiej jest później promować studiom wśród członków Akademii, którzy decydują o nominacjach do Oscarów w styczniu i ich przyznaniu pod koniec lutego.
Wygląda na to, że pochwały Oprah dla "Australii" nie zrobiły specjalnego wrażenia. Melodramat Luhrmanna nie kolekcjonuje wyróżnień, brakuje go na listach filmów roku. Siłę oddziaływania traci również superprodukcja "Mroczny rycerz" Chrisa Nolana. Gdy wszedł na ekrany, wprawił w zachwyt krytyków za oceanem. Wydawało się, że opowieść o pojedynku Batmanaz Jokerem będzie pierwszą adaptacją komiksu, która powalczy w najważniejszych oscarowych kategoriach. Jednak laury, jakie zbiera film, wskazują, że szansę na statuetkę ma tylko zmarły Heath Ledger. Studio Warner – pewne nominacji dla aktora – chce jeszcze wzmocnić jego szansę na nagrodę. W rocznicę śmierci Ledgera – 23 stycznia 2009 roku – ponownie wprowadzi film do kin. Dzień po ogłoszeniu oscarowych nominacji...
W gronie faworytów do nagród Akademii są historie miłosne, które lepiej niż "Australia" wykorzystują konwencję melodramatu. W "Niezwykłym przypadku Benjamina Buttona" David Fincher połączył love story z opowieścią o przemijaniu i śmierci. Film nagrodzili już recenzenci z Houston. A National Board of Review – wpływowe stowarzyszenie krytyków, historyków i miłośników kina–uznało Finchera za najlepszego reżysera i wymieniło jego obraz również wśród dziesięciu fabuł 2008 roku. Rywalem "Niezwykłego przypadku Benjamina Buttona" jest "Slumdog. Milioner z ulicy" Danny'ego Boyle'a. Film ochłopcu z hinduskich slumsów, który dzięki łutowi szczęścia zdobywa dziewczynę i pieniądze, był oklaskiwany na Camerimage w Łodzi. Otrzymał laury od krytyków z Dallas, San Diego, Phoenix, tytuł najlepszego obrazu od National Board of Review i cztery nominacje do Złotych Globów.
[srodtytul]Duety i powroty[/srodtytul]
Z tymi obrazami konkurują filmy, których atutem są tandemy aktorów. W"Drodze do szczęścia" Sama Mendesa małżeństwo przechodzące kryzys zagrali Kate Winslet i Leonardo DiCaprio. Dramat polityczny "Frost/Nixon" jest popisem Franka Langelli w roli prezydenta i Michaela Sheena jako brytyjskiego dziennikarza Davida Frosta przepytującego polityka. Jednak najmocniejszą obsadę ma "Wątpliwość" Johna Patricka Shanleya. Opowieść o konflikcie zakonnicy (Meryl Streep) i księdza (Philip Seymour Hoffman) zebrała najwięcej nominacji do nagród gildii aktorskiej.
Wydarzeniem są także nieoczekiwane powroty. W"Zapaśniku" Darrena Aronofsky'ego kreację życia stworzył Mickey Rourke, który wczesną sławę rozmienił na alkohol i narkotyki. Jego spuchnięta i zapijaczona twarz znakomicie nadaje się do roli upadłego człowieka, którego gra u Aronofsky'ego. Po czterech latach przerwy na ekranie pojawił się również 78-letni Clint Eastwood w reżyserowanym przez siebie "Gran Torino". W przeciwieństwie do Rourke'a jest w wyśmienitej kondycji. Niedawno nakręcił "Zamianę" z Angeliną Jolie, a teraz dramat o weteranie wojny koreańskiej, który nie rozumie współczesnego świata. Stawkę pretendentów do Oscarów zamyka "Milk" Gusa Van Santa. W filmie o pierwszym amerykańskim polityku, który publicznie przyznał się do homoseksualizmu, tytułową rolę zagrał Sean Penn.
[ramka][srodtytul]Nieudana próba ożywienia melodramatu[/srodtytul]
Baz Luhrmann słynie z tego, że brawurowo miesza filmowe gatunki, a w zużyte schematy potrafi tchnąć nowe życie. W „Australii” też spróbował tej metody. Bez powodzenia. Australijski reżyser ma chyba duszę romantyka – jest zafascynowany motywem miłości niemożliwej. Pochłaniają go historie nieszczęśliwych kochanków.
W 1996 r. nakręcił adaptację „Romea i Julii”, a pięć lat później musical „Moulin Rouge!”. Jednak, choć inspirację czerpał z klasycznych wzorców, zawsze dążył do nadania opowieści nowoczesnej formy. Zarówno szekspirowską tragedię, jak też muzyczne love story o poecie i kurtyzanie dostosował do wrażliwości pokolenia wychowanego na teledyskach z MTV.
Dlatego, gdy zapowiadał, że „Australia” będzie tradycyjnym melodramatem, można było potraktować jego zapewnienia z niedowierzaniem.
Narratorem filmu jest 11-letni chłopczyk, półkrwi Aborygen, który opisuje losy brytyjskiej arystokratki (Nicole Kidman) w Australii. Kobieta przybywa tam pod koniec lat 30. ubiegłego stulecia, by uratować podupadającą farmę męża, a następnie wynajmuje miejscowego poganiacza (Hugh Jackman), który pomoże doprowadzić jej stado bydła do portu w Darwin, gdzie stacjonuje armia. Finał rozgrywa się w 1942 roku, podczas nalotu Japończyków na miasto.
Streszczenie fabuły nie oddaje jej istoty, bo Luhrmann i tym razem stworzył filmowy miszmasz. Prowadzi pastiszową grę z tradycją gatunku, dodaje do tego kino przygodowe, dramat o rasowych uprzedzeniach wobec Aborygenów, po szczypcie realizmu magicznego, wojennej epiki i nawet baśni. Stawia na ironiczny humor, ale i nie unika prostych wzruszeń. Kilkakrotnie daje widzom znać, że najważniejsza jest przyjemność samego opowiadania, mniej liczy się sens i logika zdarzeń.
Niestety, ta zabawa w kino działa tylko przez pierwszą godzinę. Później coraz wyraźniej widać, że nad filmem biedziło się czterech scenarzystów i każdy ciągnął fabułę w inną stronę. A Luhrmann traci nad nią kontrolę, nie jest w stanie związać wszystkich elementów w mocny dramaturgicznie węzeł. Swoje dorzucili producenci, którzy wymusili – po słabych wynikach pokazów testowych – zakończenie inne niż w wersji reżysera. Luhrmann musiał robić dokrętki. „Australia” sprawia więc wrażenie, jakby miała trzy zakończenia.
Najdroższy film w historii australijskiego kina nie zrobił dotychczas furory na świecie. W USA zainkasował zaledwie 39 mln dolarów, a w innych krajach 15. Dla Luhrmana, któremu dotąd udawało się łączyć sukces artystyczny z komercyjnym, to duża wpadka.
[i]rś[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA