fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Trzy bisy Milesa w Warszawie

Miles Davis na koncertach lubił zaskakiwać instrumentami o nietypowych barwach
AFP
Pamiętny warszawski występ Milesa Davisa z 1983 r. dopiero teraz ukazał się na płytach kompaktowych i DVD
Dla szczęśliwców, którzy dostali się wtedy do Sali Kongresowej, był to koncert życia.
Przez lata przyjazd Milesa Davisa na festiwal Jazz Jamboree wydawał się nierealny. Dopiero gdy po zniesieniu stanu wojennego w starania zaangażowała się Ambasada Amerykańska w Warszawie, nazwisko trębacza pojawiło się w programie imprezy, mobilizując miłośników jazzu. Mimo drogich biletów Sala Kongresowa pękała w szwach, ludzie siedzieli w przejściach i na gzymsach. W kuluarach można było kupić pamiątkowe znaczki z napisem „We Want Miles”, który był zarazem tytułem jego koncertowego albumu.
Davis i jego septet odbywali europejskie tournée tuż po ukazaniu się płyty „Star People”, ale w programie znalazły się również nowe utwory, które trafiły na następną „Decoy”. Z wyjątkiem perkusisty Ala Fostera w zespole znaleźli się młodzi muzycy: saksofonista Bill Evans, gitarzysta John Scofield, grający na instrumentach klawiszowych Robert Irving III, basista Darryl Jones i wirtuoz instrumentów perkusyjnych Mino Cinelu.
By podkreślić egzotykę wydarzenia, wydawca pozostawił zapowiedź konferansjera Andrzeja Jaroszewskiego. Koncert rozpoczął się tematem „Speak”. Pojedyncze akordy Davisa grane jednocześnie na trąbce i elektronicznej klawiaturze tworzyły ramy utworu i nadawały kierunek improwizacjom Scofielda i Evansa. Dopiero w połowie koncertu, w temacie „That’s Right”, Miles dał popis swego kunsztu. Jego długa improwizacja na trąbce z tłumikiem, a później bez tłumika, należy do najlepszych, jakie można znaleźć na płytach koncertowych z tamtych lat. By znaleźć odpowiednie brzmienie swej trąbki, chodził po scenie, a nawet pochylał się nad nią... Koncert zakończyła przebojowa kompozycja „Jean Pierre”, w której popisową solówkę zagrał Darryl Jones.
To nie był jednak koniec.
Miles bisował dwukrotnie, ale kiedy na sali zawrzało i rozległy się gromkie nawoływania „We want Miles” – wyszedł po raz trzeci. Nigdy wcześniej się to nie zdarzało. Pojawił się zresztą już bez kurtki, którą zostawił w garderobie, a kiedy już muzycy stanęli na scenie, okazało się, że trzeba poczekać na Ala Fostera.
Na trzeci bis Davis powtórzył otwierający temat „Speak”, a na pożegnanie skierował trąbkę do góry i uniósł na moment kapelusz. Kilkanaście osób zaintonowało „Sto lat”, ale sala tego nie podchwyciła.
Słuchaczy zadowoli jakość nagrania na podwójnym albumie CD, ale obraz na płycie DVD jest słabej jakości. Realizacja Telewizji Polskiej pozostawia wiele do życzenia. Mimo to otrzymaliśmy niezapomnianą pamiątkę największego wydarzenia w historii jazzu w Polsce.
Do albumu CD dodano trzy utwory z koncertu w Nowym Jorku w 1981 r.
[ramka][srodtytul]Specjalnie dla „Rzeczpospolitej” [/srodtytul]
[b]John Scofield, o warszawskim koncercie[/b]
Pamiętam ten występ doskonale, bo był ważny również dla mnie. Uwielbiałem wtedy Milesa, byłem szczęśliwy, że mogę grać u jego boku. Byliśmy na długiej trasie, niektóre koncerty były lepsze, inne gorsze. To zależało nie tylko od nastroju Milesa, ale i od publiczności. Zwykle graliśmy około godziny i Miles nigdy nie wracał na scenę, bez względu na to, jak bardzo domagała się tego publiczność. Wtedy w Warszawie wydarzyło się coś niesamowitego. Miles bisował trzy razy. Patrzyliśmy na siebie z niedowierzaniem, nigdy tego nie zapomnę. Mogę powiedzieć, że był to jeden z najlepszych koncertów, jakie zagrałem z Milesem. Nawet on brzmiał tego wieczoru lepiej niż kiedykolwiek.
[sup]-not. md[/sup]
[/ramka]
[i]Miles Davis Septet; Live in Poland 1983; 2CD; Gambit/Multikulti[/i]
[i]Miles Davis Septet; Live in Poland 1983; DVD; Gambit/Multikulti[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA