fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Więzienie lepsze niż wolność

"Wyrok na życie"
materiały prasowe
Rozmowa z Marcinem Koszałką, autorem czteroczęściowego filmu dokumentalnego „Wyrok na życie”. Pierwsze dwa odcinki w piątek w HBO o godz. 20.45
[b]Dlaczego pojechał pan z kamerą do więzienia dla kobiet? [/b]
Pierwotnie myślałem o męskim zakładzie karnym. Zamierzałem pokazać ostatnie dni pobytu za murami kilku skazanych i towarzyszyć im na początku wolności. Zobaczyć, jak sobie radzą. Ale po wstępnym rozpoznaniu w kilku placówkach penitencjarnych okazało się, że potencjalni bohaterowie uważają mnie za frajera i odgrywają przede mną role macho. Nie jestem ich człowiekiem. Choć owszem - za kasę gotowi byli zrobić kilka numerów przed kamerą.
[b]To znaczy, że jadąc do zakładu karnego dla kobiet w Krzywańcu poszedł pan na łatwiznę?[/b]
Raczej próbowałem wkroczyć do rzeczywistości, o której nie miałem pojęcia. Nie trzeba być psychologiem, by wiedzieć, że kobiety mają inną wrażliwość niż mężczyźni. Specjaliści zajmujący się resocjalizacją uświadomili mi, że świat kobiet osadzonych w więzieniu jest w miarę normalny. Nie ma grypsery ani brutalnych reguł życia, jak u mężczyzn. Więzienie w Krzywańcu odbiegało od moich wyobrażeń o zakładzie karnym.
[b]Czym pana zaskoczyło?[/b]
Sądziłem, że w takim miejscu będę nieraz świadkiem przemocy. A zobaczyłem rodzaj obozu harcerskiego, zwyczajną codzienność skazanych - trochę jak u cioci na imieninach. Jest tam czas na odwiedziny, kawę, herbatkę, rozmowy o życiu. Ale - trzeba też powiedzieć - jest i dramatyzm, bo kobiety tworzą ten pozornie normalny świat, żeby przetrwać. Odbywają wyroki, nieraz wysokie - także za zabójstwa.
[b]Jak pana przyjęły?[/b]
Z zainteresowaniem. Choć mniej okazywały mi go starsze bohaterki, mające mężów. Im tam po prostu brakuje mężczyzn. Może dlatego tak łatwo mnie zaakceptowały i nie robiły problemu z obecności kamery. Opowiadały bez oporów dramatyczne, osobiste historie. Może zresztą robiły to i dlatego, że ja mówiłem im o sobie. O swoich wadach i problemach - także.
[b]Czyli zachowywały się naturalnie wobec kamery?[/b]
W ich świecie nieustannie toczy się gra. Nie ma szczerości, przyjaźni, zachowują wobec siebie dystans. Udają nie tylko przed współtowarzyszkami, ale i przed sobą. Nie otwierają się, bo to oznaka słabości. Ale mam nadzieję, że kamera zarejestrowała autentyzm ich zachowań. Obdarzyły mnie takim zaufaniem, że nawet nie pytały, kiedy powstanie film. Nie wtrącały się do niczego i nie sugerowały, żebym coś pominął, albo zrobił tak, żeby lepiej wypadły.
[b]Po co pokazuje pan te kobiety?[/b]
Bo interesuje mnie człowiek w zagrożeniu, odizolowany od świata, zmuszony sobie w nim radzić.
[b]Nakręcił pan rodzaj serialu obyczajowego w więzieniu. Ale głównie opowiada pan o związkach uczuciowych swoich bohaterek.[/b]
Ciekawiły mnie emocje. Pozornie życie kobiet płynie harmonijnie, ale pod tą warstewką ładu jest masa skumulowanych przeżyć. Jedną z głównych bohaterek jest Kasia, która od kilku lat przebywa z matką w zakładzie karnym za zlecenie zabójstwa ojca. Nigdy nie miała chłopaka, została skazana jako 18-latka. Teraz podejmuje ogromne ryzyko, wychodzi bowiem za mąż za człowieka, którego niemal nie zna - spotkała się z nim kilka razy w życiu - i to na sali widzeń. Marek odsiaduje wyrok w sąsiednim zakładzie karnym. Jak potoczy się ich wspólne życie, to jest pytanie. Inna z bohaterek, dojrzała Wiesia, fest baba, przeżywa dramat umierania śmiertelnie chorego męża. On tam, ona tu. Jeszcze inna odsiaduje 25 lat za zabójstwo katującego ją męża policjanta, ale właśnie ma chwile radości, jest zakochana z wzajemnością. I nie kalkuluje, jak to może długo trwać.
[b]Sądzi pan, że wyjście na wolność rozwiązałoby ich problemy?[/b]
Nie jest to takie oczywiste. Pokazuję jedną z dziewczyn, która z radością wychodzi na wyczekiwaną przepustkę, a wraca zapłakana. Na wolności nieraz trudno się odnaleźć. Trzeba nauczyć się chodzić do sklepu, płacić rachunki, troszczyć o siebie. W zakładzie wszystko jest podane, gotowe. I nagle wydaje się, że w więzieniu jest lepiej niż na wolności. Chociaż trzeba też przyznać, że niektórym więzienie uratowało życie, wyciągnęło z bagna.
[b]Czy widziały już film? [/b]
Nie, bo po zakończeniu zdjęć jeszcze tam nie byłem. Moje bohaterki nie przyjechały na premierę, bo to oznaczałoby dla nich rezygnację z prywatnej przepustki i jednej z rzadkich okazji spotkania z bliskimi.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA