fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Cybernetyczna śmierć przez tysiąc cięć

- Możliwy jest atak w „estońskim stylu” — na wybrane miasta, agencje rządowe lub firmy - mówi w rozmowie z "Rz" James Lewis, główny autor raportu o cyberzagrożeniach dla Ameryki
[b]Rz: Czy Ameryka rzeczywiście znajduje się dziś w wielkim cyberniebezpieczeństwie? Jak właściwie ono wygląda? [/b]
Najlepszym określeniem byłaby tu „śmierć przez tysiąc cięć”. Każde jest niewielkie, nie stanowi samo w sobie katastrofy, ale ich łączny efekt jest niezwykle destrukcyjny. Jeśli każdego tygodnia tracimy odrobinę swej wiedzy naukowej i technologicznego przywództwa na korzyść rywali, to z czasem robi się z tego poważny problem. To jeden z największych problemów, przed którymi stoi dziś Ameryka.
[b]Czy możliwy jest atak na Amerykę na wzór tego, którego celem stała się w 2007 roku Estonia? [/b]
Raczej nie, USA są znacznie większe od Estonii i ciężko byłoby coś takiego przeprowadzić. Możliwy jest jednak atak w „estońskim stylu” — na wybrane miasta, agencje rządowe lub firmy. Nasi przeciwnicy wolą jednak na razie unikać takich spektakularnych akcji, dla nich korzystniejsze jest trwanie obecnej sytuacji, która pozwala im po cichu robić dalej to, co robią.
[b]Administracja George'a W. Busha starała się w ostatnim czasie poprawić sytuację. Rozumiem, że zdaniem komisji obecny rząd zrobił za mało? [/b]
Zrobili sporo dobrego i trzeba im to przyznać. Ale ich wysiłki koncentrują się głównie na zabezpieczeniu sieci rządowej. Nie mają na celu zabezpieczenia kluczowej infrastruktury czy szerszej przestrzeni Internetu.
[b]Co w takim razie może zrobić w tym względzie administracja Baracka Obamy?[/b]
Przede wszystkim może budować dalej na fundamencie położonym przez Busha. Może wprowadzić nowe przepisy związane z cyberprzestrzenią, a także obowiązkowe poświadczenie autentyczności użytkowników w niektórych firmach sektora prywatnego. Może rozpocząć szeroko zakrojoną współpracę z partnerami zagranicznymi w celu stworzenia zabezpieczeń globalnych. NATO już coś takiego robi, ale w bardzo wąskim wymiarze. Nam chodzi o myślenie szersze, strategiczne. I jeszcze jedno: należy w jasny, publiczny sposób przedstawić nasze priorytety co do cyberprzestrzeni. Takie publiczne ogłoszenie nowej doktryny samo w sobie ma efekt odstraszający.
[b]Niektórzy komentatorzy mówią wręcz o nowej doktrynie Monroe'a.[/b]
Takiego właśnie określenia użył jeden z przewodniczących naszej komisji w wewnętrznej dyskusji. Doktryna Monroe'a stwierdzała w sposób dosadny, że ingerencja z zewnątrz na zachodniej półkuli nie ujdzie w oczach Ameryki bezkarnie. Coś podobnego w odniesieniu do amerykańskiej cyberprzestrzeni nie byłoby złem pomysłem.
[b]Spodziewa się pan, że administracja Obamy, mając tyle różnych problemów na głowie, zajmie się od samego początku właśnie tym? [/b]
Oczywiście kryzys finansowy to priorytet numer jeden. Sprawy bezpieczeństwa międzynarodowego — Irak, Iran, Afganistan, Rosja — to numer dwa. Moim zdaniem kwestia bezpieczeństwa cyberprzestrzeni to numer trzy. Zaletą rozbudowanych administracji jest to, że mogą się jednocześnie zajmować paroma rożnymi rzeczami. Ta będzie moim zdaniem jedną z najważniejszych.
[i]James Lewis - dyrektor programu technologii Ośrodka Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS), główny autor raportu o cyberzagrożeniach dla Ameryki[/i]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA