fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nauka

Drenażu mózgów nie będzie

Dr Maciej Wojtkowski został nagrodzony przez FNP za powrót do kraju. Później otrzymał Europejską Nagrodę dla Młodego Naukowca oraz 1,2 mln euro na badania
Rzeczpospolita, LECH KAMIŃSki LEC LECH KAMIŃSki
Młodzi polscy naukowcy wyjeżdżają do pracy za granicę, ale... zbyt rzadko – wynika z ogłoszonego dzisiaj raportu Fundacji na rzecz Nauki Polskiej
Problem migracji w rodzimej nauce istnieje. Jego przyczyna nie leży jednak tam, gdzie się do tej pory spodziewano. – Skala mobilności naszych młodych uczonych jest zbyt niska – mówi Jakub Wojnarowski z Fundacji na rzecz Nauki Polskiej (FNP). Dodaje, że sam był tym wynikiem zaskoczony. – Spodziewaliśmy się, że po wejściu naszego kraju do Unii Europejskiej zjawisko emigracji w tej grupie gwałtownie przybierze na sile. Nic podobnego się jednak nie stało. Drenaż mózgów nam nie grozi.
To wnioski z raportu „Mobilność młodych polskich naukowców” powstałego na zlecenie fundacji. Badania od grudnia 2007 roku do sierpnia tego roku prowadziło Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych.
Badaniami objęto uczonych do 36. roku życia, doktorantów i osoby na stażu podoktorskim, który często jest pierwszym stanowiskiem naukowym.
Na tle innych narodów europejskich, tj. Francuzów, Niemców, Holendrów, Norwegów i Brytyjczyków, Polacy są najmniej mobilną grupą. O ile w pozostałych krajach młodzi naukowcy wyjeżdżający za granicę stanowili ok. 6,8 proc. całej populacji uczonych, to w Polsce był to zaledwie ułamek procentu (0,1 proc.).
– Prowadzi to do smutnego wniosku, że polscy uczeni nie uczestniczą w równym stopniu w systemie wymiany wiedzy, jak ich zagraniczni koledzy – tłumaczy Wojnarowski. A przecież rozwój nauki odbywa się we współczesnym świecie właśnie na drodze konfrontacji informacji i umiejętności.
Zgadza się z tym prof. Marek Świtoński, kierownik Katedry Genetyki i Podstaw Hodowli Zwierząt Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Wśród jego magistrantów i doktorantów zagraniczny staż odbyło ponad 20. – Bez tego nie wyobrażam sobie prawidłowego rozwoju naukowego – mówi. Jest to konieczne nie tylko dla dobra samego uczonego, ale i całego zespołu, w którym pracuje. Zdaniem Świtońskiego zbyt niska mobilność młodych uczonych nie wynika z braku chęci do podejmowania wyzwań. Przyczyną jest niekiedy postawa liderów, szefów dużych zespołów. Wielu z nich nigdy nie wyjechało na dłuższy zagraniczny staż. W związku z tym nie widzą potrzeby promowania podobnych rozwiązań.
Potwierdza to przypadek dr. Gerarda Wysockiego, który wygrał konkurs na profesora w Princeton University w USA i od lutego tego roku ma kontrakt na tej prestiżowej uczelni. – Mój promotor ze studiów magisterskich wspierał swoich studentów w aplikowaniu na zachodnie uczelnie, był to jednak wyjątek – opowiada uczony. – Kiedy się stara o przyjęcie na studia za granicą, trzeba mieć wsparcie polskich profesorów, bo choćby samo przygotowanie dokumentów czy zgromadzenie listów referencyjnych byłoby bez tego niemożliwe. Kiedy ja to robiłem dziewięć lat temu, na polskich uczelniach nie było zwyczaju promowania wyjazdów zagranicznych wśród studentów. Wyjeżdżali nieliczni.
Wydaje się, że do dzisiaj zmieniło się niewiele. Młodzi uczeni, którzy wzięli udział w badaniu, narzekali, że ich opiekunowie nie stwarzają warunków przyjaznych wyjazdom. Skarżyli się też na feudalne stosunki w nauce przejawiające się m.in. tym, że jakiekolwiek działania można podejmować jedynie po uzyskaniu akceptacji bezpośredniego przełożonego czy kierownika katedry. Część polskiego środowiska naukowego była określana przez respondentów jako „bajoro” czy „bagienko” ze sztywną, hierarchiczną i mocno sformalizowaną strukturą władzy oraz zauważano brak perspektywy awansu.
Część spośród osób, które wyjechały, chce wrócić, ale nie ma dokąd - Marek Świtoński, UP w Poznaniu
Klimat ten wpływa na decyzję o powrocie. – Spora część osób, która wyjeżdża, chce wrócić, ale nie ma dokąd – mówi prof. Marek Świtoński. – System zatrudnienia w polskiej nauce jest niedrożny. Gwarantuje stanowiska – często na czas nieokreślony – bez względu na to, czy dana osoba wykazuje postęp w swoich badaniach, czy też nie. Tym samym nie ma w nim miejsca dla młodych ambitnych ludzi.
Za granicą przebywa ok. 2,5 tys. młodych polskich uczonych (według najbardziej kompletnych danych z 2004 roku). To stanowi prawie 8 proc. liczby doktorantów w kraju. Kierunkiem ich wyjazdu są coraz częściej państwa europejskie, a coraz rzadziej Stany Zjednoczone.
Jako najważniejsze powody swojej decyzji o wyjeździe młodzi naukowcy wymieniali chęć zdobycia wykształcenia, możliwości rozwoju naukowego i reputację ośrodka zagranicznego.
W dalszej kolejności pojawiały się takie czynniki jak lepsze warunki pracy i lepsze zarobki. Skłonność do powrotu przejawiają na ogół osoby młode, które nie mają jeszcze ugruntowanej pozycji naukowej (magistrzy lub doktorzy) oraz częściej kobiety niż mężczyźni. Wracają naukowcy, którzy wyjeżdżali zdobyć doświadczenia czy poszerzać horyzonty, a nie uciekali przed niskimi zarobkami czy złymi stosunkami w pracy.
Najmniej zainteresowani powrotem do kraju są przedstawiciele nauk medycznych i ścisłych.—współpr. Aleksandra Stanisławska
Wyślij e-mail do autorki i.redlinska@rp.pl
dr Anna Ihnatowicz jedna z tegorocznych laureatek programu FNP „Powroty/Homing”
Rz: Dlaczego zdecydowała się pani na studia doktoranckie za granicą?
dr Anna Ihnatowicz: Pod koniec studiów magisterskich, kiedy podejmowałam decyzję o wyjeździe, sytuacja finansowa doktorantów w Polsce nie była zbyt dobra. Stypendia nie zapewniały niezależności finansowej. Musiałabym być uzależniona materialnie od rodziców. Do Instytutu Maksa Plancka przyciągnął mnie oczywiście wysoki poziom naukowy.
Czy trudno było się dostać na studia do znanego ośrodka niemieckiego?
Konkurencja była duża, ale dzięki naprawdę świetnemu przygotowaniu, jakie dały mi studia na Wydziale Biologii Uniwersytetu Gdańskiego, byłam w stanie – i merytorycznie, i językowo – skutecznie konkurować z kandydatami z zachodnich uczelni.
Dlaczego zdecydowała się pani wrócić do Polski?
Zdobyłam doświadczenie na studiach postdoktoranckich i uznałam, że to jest najlepszy moment na powrót do kraju. Decyzję ułatwiła mi propozycja zatrudnienia, jaka nadeszła ze strony prestiżowego Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii Uniwersytetu Gdańskiego i Akademii Medycznej w Gdańsku. Będę tam mogła kontynuować moje badania, a pracę naukową połączę z dydaktyką. Istnieje tam możliwość indywidualnego toku nauczania, a więc pracy z niewielką liczbą studentów, którzy zostali starannie wyselekcjonowani.
Czy polskie zaplecze laboratoryjne wystarczy do kontynuowania badań?
Będę pracować w dobrym ośrodku, który ma świetnie wyposażone laboratoria. Nie bała się pani pogorszenia warunków materialnych po powrocie?
Decydując się na powrót do Polski, wiedziałam, że moje zarobki będą niższe. Przyciągnęło mnie to, że jest coraz więcej możliwości zdobycia finansowania na prowadzenie badań i dodatkowych funduszy na moje stypendium. Z tego punktu widzenia był to najlepszy moment na powrót do Polski.
—not. Aleksandra Stanisławska
Jarosław Bryk z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej Maksa Plancka
Rz: Dlaczego wyjechał pan na studia doktoranckie do Niemiec?
Jarosław Bryk: Mogłem tam prowadzić badania, które w Polsce są niedostępne, m.in. ze względu na brak środków finansowych i zaawansowanego sprzętu laboratoryjnego.
Dlaczego wybrał pan Instytut Maksa Plancka w Lipsku?
Kiedy wyjeżdżałem, chciałem się zajmować ewolucją człowieka, a to było wtedy najlepsze miejsce, w którym mogłem to robić. Instytut daje możliwość kontaktu z naukowcami z całego świata i wymiany myśli z najlepszymi ośrodkami w tej dziedzinie. Do prowadzenia badań nad ewolucją człowieka wymagany jest dostęp do najnowszych danych, m.in. w dziedzinie genetyki – pracujemy tutaj na dopiero co zsekwencjonowanych genomach. Prowadzimy analizę porównawczą genomów człowieka i małp naczelnych, badamy korelacje mechanizmów językowych z genetyką człowieka. Robimy badania, których nie robi się w żadnym innym ośrodku na świecie.
Czy trudno się było dostać na studia do tego ośrodka?
Pięć lat temu polegało to na tym, że pojechałem do Lipska i odbyłem rozmowę kwalifikacyjną. Dziś jest to trochę bardziej skomplikowane, bo powstał program rekrutacyjny.
Czy myśli pan o powrocie?
W Polsce nie mógłbym kontynuować swoich badań, więc gdybym się zdecydował wrócić, musiałbym zmienić dziedzinę zainteresowań. Dochodzi jeszcze jeden problem: utrzymanie się za stypendium doktoranckie jest w Polsce w zasadzie niemożliwe. Dlatego w tym roku po obronie pracy doktorskiej mam się zamiar przenieść do innego ośrodka Maksa Plancka – Instytutu Biologii Ewolucyjnej. Nie bez znaczenie jest, że doktoranci otrzymują tu wystarczające wsparcie finansowe.
Co potem?
Być może ze względów osobistych będę musiał wrócić do Polski. Jednak gdyby to tylko ode mnie zależało, zostałbym za granicą.
—not. astan
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA