Polityka

Cóż tak istotnego zrobił rząd Tuska? Nie wiem

Rzeczpospolita, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Profesor Paweł Śpiewak, były poseł PO, jest przekonany, że Donald Tusk wygra wybory prezydenckie, a Platforma utrzyma władzę przez dwie kadencje. Martwi się jednak, co z tego wyniknie
Rz: Czy był pan zaskoczony, gdy usłyszał z ust liberała Donalda Tuska, że trzeba przymusowo kastrować chemicznie pedofilów?
Paweł Śpiewak: Nie. Tusk ma wyśmienite wyczucie oczekiwań społecznych. Nie pamiętam, żeby lider PO kiedykolwiek zajmował się problemem kastracji. Ale doskonale rozumie, że polskie społeczeństwo, gdy dowiaduje się o straszliwym zboczeńcu, który niszczył swoją rodzinę, oczekuje odstraszającej kary. Chciałbym wierzyć, że premierowi nie chodziło wyłącznie o PR. Że to jest najskuteczniejsze rozwiązanie tego problemu. Podejrzewa pan premiera o wyrachowanie?
Rano pojawia się wiadomość o straszliwym zboczeńcu, a wieczorem premier mówi, że trzeba go wykastrować, a ponadto, że to nie człowiek. To oczywiste, że obywatele w takich sytuacjach oczekują skuteczności państwa. Ale czy premierowi wypada tak działać? Nie wiem. Nie lubię tego ostrego, pełnego jadu i mściwości języka, który PiS wprowadziło do debaty publicznej. To oni przedkładali surowe kary nad skuteczność wymiaru sprawiedliwości i mechanizmy wychowawcze. Odnoszę wrażenie, że PO zamienia się czasem językiem z PiS. Z czego to wynika? Sądzę, że jest to element strategii wyborczej Platformy. Wydawałoby się, że partia Tuska ma własny pomysł na politykę wymiaru sprawiedliwości. Okazuje się, że nie do końca. Dziś trudno mi powiedzieć, czym PO różni się od innych ugrupowań. Dlatego nie wiemy, jak kto się zachowa na scenie politycznej. Każdy może być każdym. Tusk może zachowywać się jak Kaczyński i vice versa. Czy to jest świadomy zabieg? Czy chodzi o to, że za każdym razem partie walczą o cały elektorat, a nie o jego część? Tak, i nie jest to wcale polska specyfika, tylko światowy trend. W Europie i w Stanach Zjednoczonych partie tak zaczęły budować swój profil, żeby chwycić i przyciągać jak najwięcej wyborców. Posługują się elastycznym językiem, dostosowanym do różnych warunków, żeby trafić i do powodzian, i do intelektualistów. Tusk również opanował tę sztukę, w ostatnich wyborach wygrał wśród więźniów i wśród inteligentów. Ceną za takie postępowanie jest zatarcie tożsamości, która przestaje być czynnikiem spajającym partię. Jedynym zwornikiem pozostaje osoba lidera, który nadaje ton partii, wyciska na niej swoje piętno. Dlatego też dbanie o wizerunek przywódcy jest dla partii sprawą zasadniczą, bo przesądza o jej powodzeniu. Donald Tusk jest tak silną osobowością, że wyciska piętno na całej formacji? Oczywiście. Jest bardzo silnym przywódcą. Na partyjnym forum jest traktowany niemal jak wyrocznia. Rzuca pomysły i dopiero od tego momentu inni zaczynają działania. Gdy podejmie decyzję, to jest ona obowiązująca dla wszystkich. I nie ma żadnego buntu w partii. Nawet w PiS jest więcej konfliktów niż w PO, choć to też jest partia wodzowska. Już w czasach opozycji wszystkie zebrania odbywały się w absolutnym poszanowaniu dla autorytetu Tuska. Ale jego osiągnięcia są słabe. Co się Tuskowi udało w ciągu ostatniego roku? Udało mu się zmienić atmosferę w polityce, wyciszyć negatywne emocje, uspokoić ludzi. Mam wrażenie, że Polacy odczuli ogromną ulgę po odsunięciu od władzy wiecznie skłóconej koalicji PiS – Samoobrona – LPR. Upadek poprzedniej ekipy jest tym bardziej żałosny, że przeprowadziła ona wiele projektów kontynuowanych przez obecny rząd, np. obniżenie progów podatkowych, ulga na dzieci, wydłużanie urlopów macierzyńskich. Niestety, wyborcy tradycyjnie nie oceniają rządzących po efektach ekonomicznych, lecz po stopniu zepsucia poziomu polityki. Na tym przegrała koalicja SLD – PSL w 1997 roku, AWS w 2001, a ostatnio PiS, które wytworzyło wokół siebie aurę czegoś brudnego. PO broni się przed tą aurą? Tak. I to wyjątkowo skutecznie. A oskarżenia korupcyjne pod adresem prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego, a przypadek posłanki Lidii Staroń? Nie ma partii immunizowanej od różnych cwaniaków. Ale jak dotąd nic wielkiego na wierzch nie wyszło. Zresztą dopóki prasa czegoś nie złapie, to nie ma sprawy. O tym, czy w Polsce są afery, decyduje „Rzeczpospolita” albo inne gazety, a nie minister Julia Pitera, która zdaje się niewiele wiedzieć. Co prawda przyłapano ludzi z PSL na kumoterstwie i to rzuca cień na koalicję. Ale na razie nie ma tego elementu zachłyśnięcia się władzą, nowymi samochodami, stanowiskami. Nie ma odruchu nuworyszowskiego, który psuje obywatelom nastrój przy jedzeniu niedzielnej kury. Za to media i opozycja biją na alarm, że rząd nic nie robi. Rzeczywiście. Jak dotąd nie można powiedzieć, że coś istotnego zostało w Polsce zrobione. Pierwsze miesiące pracy rządu to była szkoła. Ministrowie uczyli się swojego zawodu i chyba nadal to robią. A rząd przesłania istotne sprawy sporami personalnymi. Tu Cenckiewicz, tam spór Pitery z Eugeniuszem Kłopotkiem. Odnoszę wrażenie, że PO zamienia się czasem językiem z PiS A przecież mnie nie interesuje, czy pani Pitera jest od rana w dobrym nastroju, tylko kiedy na mojej wsi będzie dostęp do Internetu albo kiedy zostanie wybudowany most Północny w Warszawie. Bo pani Pitera odejdzie, a most zostanie. Rozumiem, że osiągnięć Julii Pitery nie ocenia pan zbyt wysoko. A co pan myśli o innych ministrach? Nie bardzo wiem, co oni produkują i co z tego wyniknie. Cieszę się, że minister Katarzyna Hall zapowiedziała rozwój edukacji przedszkolnej. Uważam, że to jest duża sprawa dla Polski, ale zobaczymy, jak jej to wyjdzie. Chciałbym wiedzieć, co proponuje minister szkolnictwa wyższego, żeby podnieść poziom nauczania. Na razie mieliśmy tydzień poświęcony wyższym uczelniom i na tym koniec. Nie znam programu prywatyzacji, nie wiadomo, co rząd zrobi dla uproszczenia prawa gospodarczego itd. Za niespełna rok będą wybory do europarlamentu. Czy z takim dorobkiem PO może je wygrać? Tak. Uważam, że je wygra. A wybory prezydenckie za dwa lata? Też je wygra. Nawet jeżeli wyborcy nie otrzymają odpowiedzi na pytania, które pan stawia – co z autostradami, mostami, służbą zdrowia? Nawet wtedy. Żeby ludzie odwrócili się od Platformy, musiałaby się pojawić jakaś alternatywa na scenie politycznej. Na razie jej nie ma. Prawda jest taka, że stworzenie poważnej siły politycznej wymaga wielu lat pracy. To jest długi marsz, a nikt go nawet nie rozpoczął. Tusk zostanie prezydentem? W tej chwili nic nie stoi na przeszkodzie, żeby do tego doszło. Lech Kaczyński nie sprawia wrażenia zdolnego do walki o reelekcję. W miarę upływu jego kadencji robi sobie coraz więcej wrogów. Jego brat wypisuje jakieś histeryczne rzeczy. I sączy strach. Okropne! A trzeciego kandydata nie ma. Jeżeli Tusk wygra wybory prezydenckie, to PO na fali tego zwycięstwa ma szansę wygrać wybory parlamentarne rok później i rządzić przez dwie kadencje? To realny scenariusz. Dla socjologa będzie to sytuacja fascynująca, ale dla demokracji chyba niebezpieczna, bo może prowadzić de facto do odbudowy systemu monopartyjnego. Tusk będzie miał w swoim ręku wszystkie narzędzia władzy – prezydenturę, parlament, trybunały, sądy, rzecznika praw obywatelskich, samorządy etc. To jest bardzo poważne wyzwanie. Taka władza jest zawsze źródłem nieprawdopodobnego zepsucia charakterów. Z naszego sondażu zrobionego na 300 dni rządzenia wynika, że poparcie dla rządu PO spada. Ale Platforma ma olbrzymie zapasy poparcia. Nie musi się bać utraty części elektoratu. Tym bardziej że ewentualne straty PO nie zamieniają się w zyski PiS. To jest komfortowa sytuacja. Donald Tusk może spać spokojnie? Jest premierem, więc ma stresującą pracę i trudnego prezydenta, z którym się kopie. Ale sytuację polityczną ma dobrą. A kto pana zdaniem zyskuje na sporze premier – prezydent? Platforma na razie wygrywa te starcia. Ale tak naprawdę zadowolone są obie strony, bo nieustannie absorbują uwagę mediów. Dopóki oni się biją, nikt trzeci nie może się pojawić na scenie politycznej. Czy sądzi pan, że PO w miarę upływu kadencji nadal będzie się przesuwała na prawo w swojej retoryce? Sądzę, że będzie dosyć umiejętnie balansowała. Raz wypowiedzi będą ostrzejsze, raz łagodniejsze, w zależności od potrzeb. PO zawsze gra na centrum i to jest chyba najlepsza polityka. To skąd w tym kursie na centrum wzięła się zapowiedź przyjęcia euro? To nie jest bardzo popularny postulat. Ludzie boją się podwyżek. Każdy polityk, niezależnie od tego jak lawiruje, chce mieć poczucie, że zostawi po sobie dobry ślad. Leszek Miller, choć kombinował i kręcił, to wprowadził Polskę do UE na stosunkowo dobrych warunkach. Sądzę, że dla Tuska czymś takim jest wprowadzenie euro.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL