Opinie

Czekanie może zabić firmy i giełdę

Podpiszę czy nie, i tak czeka mnie prokurator – miał powiedzieć jeden z ministrów skarbu, składając podpis pod umową sprzedaży akcji jednego z największych polskich banków. Rzeczywiście historia nie oszczędziła ministrowi oskarżeń, choć dziś widać, że prywatyzacja skończyła się sukcesem. Może można było sprzedać bank drożej, niekoniecznie musiał stać się częścią wielkiej światowej grupy. Jednak podstawowym pozytywnym skutkiem tamtej decyzji był fakt, że jeszcze jedna ważna instytucja została sprywatyzowana. Ma dostęp do wielkich kapitałów, jest sprawnie zarządzana i co cztery lata nie wymienia się w niej całego kierownictwa.
Dziś minister skarbu stoi przed takim samym dylematem. Czy jego podstawowym celem jest pozyskiwanie pieniędzy na finansowanie deficytu, czy uzdrawianie firm, czyli prywatyzacja? PO, idąc do wyborów, obiecywała przede wszystkim prywatyzację i tego powinna się trzymać nawet dziś, gdy z uwagi na sytuację wpływy ze sprzedaży państwowych firm będą niewielkie.
Trzeba się liczyć z tym, że za pół roku ceny upublicznianych akcji mogą wzrosnąć nawet o połowę czy dwukrotnie. Można więc nie sprzedawać całych firm i czekać ze sprzedażą części akcji do powrotu dobrej koniunktury. Jednak nie ma żadnych gwarancji, że nastąpi to szybko. Dlatego powinno się zdecydowanie wprowadzać firmy na giełdę, by mogły stać się bardziej przejrzyste i miały dostęp do kapitału. Przynajmniej one zyskają. Ministra opozycja i tak rozliczy niezależnie od tego, co zrobi.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL