Literatura

Melancholia znaczy piękno

Rzeczpospolita
„Stambuł” Orhana Pamuka to nietypowy przewodnik po mieście i duszy tureckiego noblisty
Są miasta, które otacza aura smutku i szaleństwa. Jak Lizbona, Triest, Buenos Aires. Niektórzy wymieniają Sankt Petersburg i Reykjavik, ja dodaję Zakopane. Pamuk stawia na czele swój rodzinny Stambuł, miasto przytłaczające melancholią ledwie przykrytą mgiełką Orientu rozsnuwaną na użytek turystów.
Turecki autor napisał autobiografię w 2002 roku, gdy skończył 50 lat. Rzetelnie przeszukał archiwum pamięci. Chciał być uczciwy wobec miejsca, które go ukształtowało, nawet jeśli przy okazji miałby sprawić komuś przykrość. A nie oszczędzał nikogo. „Stambuł” jest zarówno historią umierania fascynującej metropolii, jak i opowieścią o narodzinach Pamuka pisarza. Świadkami tego procesu byli przyjaciele, wychowawcy, rodzina. Nuworysze i durnie, mędrcy i artyści. Przesiąknięci „hüzün” – smutkiem, tęsknotą, nostalgią, apatią. Tureckiego określenia nie da się precyzyjnie oddać w żadnym języku. „Hüzün wywodzi się z tej samej »czarnej namiętności« co melancholia, za czasów Arystotelesa będąca odpowiednikiem dzisiejszej depresji” – pisze autor. Dlatego ludzie, którzy pojawiają się na kartach książki, to osobnicy naznaczeni przegraną, napiętnowani czarnowidztwem. „Tutaj nic dobrego nie może się zdarzyć”, te słowa matki wyrażały jedynie powszechną opinię. „Stambulski smutek łamał silną wolę mieszkańców miasta”– mówi dalej autor, ale w książce niewiele jest przykładów owej silnej woli. Owszem, okazywał ją ojciec Pamuka, wytrwale zdradzając matkę, jego koledzy notorycznie marnujący czas na czcze rozrywki, on sam, gdy uparcie wymigiwał się od szkoły.
W stambulskim spleenie umierała kultura, europeizacja postępowała zbyt powoli, upadek wielkiego i starożytnego imperium osmańskiego był wciąż odczuwalny, choć sam proces przebiegł stosunkowo łagodnie i mało kto zwrócił nań uwagę. Hüzün otumanił Resata Kocu, autora „Encyklopedii stambulskiej”; eseistę i dziennikarza Ahmeta Refika, Tanpinara i Kemala, piewców osmańskiej kultury. Prawdę mówiąc, wszyscy bohaterowie tej książki spędzają czas na smakowaniu przeszłości. To właśnie idealizowane minione wieki były narkotykiem, który pozwalał utrzymać się przy życiu. Pamuk stara się przekazać ten stan czytelnikowi. Przejażdżka dolmuszem po mieście albo łódką po kanałach, spacer po starym moście, wędrówka przez ruiny twierdzy, odkrywanie śladów pożaru – dla autora to kolejne porcje upajającego Stambułu, który go ukształtował i który przepadł z kretesem. Pamuk nie ukrywa, że nie jest w pełni obiektywny. Ale nie da się pokazać takiego miasta bezstronnie. „Stambuł” to nie przewodnik z kolorowymi fotkami, lecz tom wymagający uwagi i koncentracji, o stylu bardzo osobistym i nierównym. Można czasem odnieść wrażenie, iż autor trochę zapomina o czytelniku, pisze dla siebie, przegląda album rodzinnych zdjęć, mrucząc pod nosem komentarze, które tylko on potrafi zrozumieć. Często brak tu napięcia – opowieść o pierwszej miłości przegrywa z pozornie spokojnym wspomnieniem rozmów, jakie Orhan prowadził z matką przed porzuceniem studiów architektonicznych. Książka Pamuka jest odtworzeniem Stambułu, który stał się częścią jego życia, oglądaniem wschodniego miasta przez pryzmat Zachodu, dialogiem z innymi niepoprawnymi melancholikami. Chciał ich zrozumieć, pojąć, co wszystkich trzymało wśród ruin przeszłości. I wychodzi na to, że stambulska melancholia jest po prostu potrzebna do życia. Bez niej byłoby – smutno. Orhan Pamuk, Stambuł, Wspomnienia i miasto, przeł. Anna Polat, Wyd. Literackie, Kraków 2008
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL