fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Prosty bilans

Agnieszkę Radwańską komplementują dziś już nie tylko rywalki, które Polka coraz częściej przeskakuje. Naszą tenisistkę wreszcie zaczęli dostrzegać zwykli, rodzimi kibice. Stara to prawda, że kibic patriota idzie zawsze za sukcesem. Tam gdzie zwycięstwo, tam jest i on ze swoimi hołdami.
Tak się składa, że w polskim sporcie nie mieliśmy do tej pory za dużo przykładów umiejętnej walki o sukces do samego końca. Uwielbiani piłkarze nawet w dniach swojej największej chwały nie doszli nigdy - poza mniej poważanym turniejem olimpijskim - do meczu o złoto. Z reguły tuż przed finałem albo już w finale zawodzili nas przedstawiciele innych gier zespołowych. Chlubny wyjątek na tym polu stanowią właściwie tylko siatkarze Huberta Wagnera i siatkarki Andrzeja Niemczyka.
Zbigniew Zarzycki, ze złotej drużyny Wagnera, dziś trener i komentator, mówił mi na korytarzu stacji Eurosport po sukcesie Agnieszki w Eastbourne: - Ludzie u nas tak naprawdę nie mają pojęcia, co dzieje się w głowie sportowca przystępującego do walki o główną nagrodę. To jest wyjątkowa presja, nieporównywalna z jakimkolwiek innym napięciem występującym na sportowym boisku. Dopiero wtedy odbywa się prawdziwa selekcja. Dopiero w takiej chwili możemy rozpoznać, z jakiej klasy sportową postacią mamy do czynienia. Możemy sobie dziś pogratulować, że mamy taką dziewczynę jak ona.
W tenisie przez przynajmniej ćwierć dekady Polacy przyzwyczajali nas do tradycyjnie pięknych porażek. Kiedyś nawet zacząłem bilansować te dramatyczne i zwykle heroiczne występy, podczas których do wygranej brakowało dwóch czy trzech piłek. Gdy lista stała się zbyt długa, dałem spokój. Zrozumiałem, że ludzie nieposiadający psychiki zwycięzcy w ważnym momencie zawiodą. Nieuchronnie zdarzy im się coś takiego, co będzie dla nich wystarczającą przeszkodą, by jednak nie wygrać meczu, który powinni wygrać.
W tenisowym repertuarze Agnieszki Radwańskiej na pewno sporo warto jeszcze poprawić albo uzupełnić. Można dyskutować o jej fizycznej wydolności albo o technice serwowania, o niuansach niektórych uderzeń. Są to łamigłówki dla szkoleniowych ekip podróżujących po świecie z zawodniczkami i na bieżąco korygujących rozkład zajęć treningowych oraz ich treść. Ale w jednym elemencie tenisistka z Krakowa przewyższa wszystkich polskich poprzedników. Ona po prostu wygrywa decydujące mecze. Bilans jest prosty - cztery turniejowe finały, cztery mecze wygrane. Co tydzień awans w rankingu, od dziś w drzwiach do pierwszej dziesiątki. W skali całego polskiego sportu to jest po prostu fenomen.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA