fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Samotny jak Hamlet

Andrzej Czajkowski, 1976 r. (www.andretchaikowsky.com)
Rzeczpospolita
Należał do pokolenia brutalnie doświadczonego przez wojnę. Urodził się w 1935 roku w Warszawie, naprawdę nazywał się Robert Andrzej Krauthammer.
Czajkowskim stał się, kiedy wyprowadzono go za mury warszawskiego getta. Nowe nazwisko było dla niego ocaleniem, po latach stało się przekleństwem.
Odegrała ogromną rolę w jego życiu. To ona w 1942 roku zdecydowała się z nim wyjść z getta na aryjską stronę. Matka Felicja Krauthammer postanowiła zostać, uważała, że bez niej syn ma większe szanse na przeżycie. Zginęła kilka miesięcy później w Treblince, miała zaledwie 27 lat. Ojciec Karl przeżył wojnę we Francji, Andrzej spotkał się z nim w Paryżu w 1948 roku, ale nie potrafili się porozumieć, ojciec nie chciał, by został pianistą. Pogodził się z nim dopiero w 1980 roku, na krótko przed śmiercią syna.
Przetrwał wojenną gehennę ukrywany przez polskie rodziny. Potem mieszkał z babką w Łodzi, gdzie rozpoczął pianistyczną edukację m.in. u Władysława Kędry, ale Celina – przekonana o niezwykłych zdolnościach chłopca – postanowiła pojechać z nim do Francji. I miała rację, w paryskim konserwatorium został najmłodszym uczniem profesora Lazara Lévy’ego. Wkrótce po przyjeździe wystąpił też w Paryżu na pierwszym publicznym koncercie.
Ze złotym medalem po ukończonych studiach wrócił w 1950 roku do Polski, by kontynuować naukę w Sopocie, a potem w Warszawie u Stanisława Szpinalskiego (fortepian) i Kazimierza Sikorskiego (kompozycja). Zdumiewał kolegów fenomenalną pamięcią, potrafił zagrać bez prób najtrudniejszy nawet utwór po krótkim przejrzeniu jego nutowego zapisu. Rozpoczął regularne występy, nie unikając najtrudniejszych utworów, takich jak „Wariacje Goldbergowskie” Bacha, zadziwiał słuchaczy improwizacjami.
W 1955 roku wziął udział w Konkursie Chopinowskim w Warszawie. Początkowo chciał się wycofać, załamany po śmierci babki, profesorowie jednak przekonali go, by nie rezygnował. Zdobył VIII nagrodę oraz wyróżnienie specjalne dla najmłodszego uczestnika. Może nie był to największy sukces, ale zwrócił na siebie uwagę, co pozwoliło mu pojechać do Belgii do słynnego Stefana Askenasego.
Rok później Andrzej Czajkowski wystartował w Konkursie Królowej Elżbiety w Brukseli. Powiodło mu się znacznie lepiej niż w Warszawie – zajął III miejsce. Dzięki nagrodzie otrzymał też atrakcyjne propozycje koncertowe, w 1957 roku dał serię świetnie przyjętych recitali w Paryżu, na których wykonał wszystkie utwory fortepianowe Ravela. Wtedy też postanowił zamieszkać na stałe w tym mieście.
Ogromne znaczenie dla młodego pianisty miała również opinia, jaką wydał Artur Rubinstein, juror Konkursu Królowej Elżbiety: „Andrzej Czajkowski jest jednym z najlepszych pianistów swojej generacji, a nawet kimś więcej: jest wspaniałym muzykiem”.
Artur Rubinstein postanowił pomóc młodemu rodakowi, to on zatem zarekomendował go Solowi Hurokowi. Ten największy impresario energicznie zajął się pianistą i dzięki temu Andrzej Czajkowski zaczął grywać z najlepszymi dyrygentami i orkiestrami: Nowojorskimi Filharmonikami, Chicago Symphony Orchestra czy Los Angeles Symphony Orchestra.
Sol Hurok postarał się też o atrakcyjny kontrakt płytowy. Pierwszą płytę dla RCA Victor Andrzej Czajkowski nagrał już w 1957 roku (m.in. z „Gaspard de la nuit” Ravela), potem przyszły następne: koncerty Mozarta i Bacha, solowe utwory Mozarta i Chopina. W latach 60. przeszedł do Columbia Records, gdzie utrwalił m.in. „Wariacje Goldbergowskie” Bacha, wydał kolejne płyty z kompozycjami Mozarta i Chopina, a także Schuberta i Haydna.
A jednak błyskotliwie rozpoczęta kariera nie rozwijała się tak, jak wszyscy oczekiwali. Pianista nie mógł porozumieć się ze swoim impresariem, miał mu za złe, że zmusił go do zastosowania angielskiej pisowni nazwiska (Tchaikowsky). Dla Huroka był to dobry chwyt reklamowy, publiczności pianista kojarzył się w ten sposób z wielkim rosyjskim kompozytorem, tak właśnie pisanym po angielsku. Polak zaś jego muzyki nie znosił.
W oficjalnej biografii Hurok eksponował ponadto tragiczne przejścia wojenne podopiecznego, Andrzej Czajkowski chciał się od nich uwolnić. Męczył go też reżim koncertowy, gdyż coraz bardziej pochłonięty był komponowaniem. Na dodatek z trudem wychodził na estradę, bo im bogatsze miał doświadczenie, tym większą czuł na sobie odpowiedzialność, tym gwałtowniejsze targały nim wątpliwości, czy potrafi zagrać taką muzykę, jaką nosi w sobie.
Hurok poirytowany jego ciągłymi odmowami lub wręcz odwoływaniem koncertów zerwał w końcu z nim kontakty. Artur Rubinstein zapytany po latach, dlaczego Andrzej Czajkowski nie zrobił wielkiej kariery, odpowiedział podobno zwięźle: „Bo nie dbał o nią”.
Występował jednak niemal do końca. Ostatni recital dał w Londynie w grudniu 1981 roku, ostatni koncert z orkiestrą (e-moll Chopina) zagrał mimo postępującej choroby nowotworowej w Düsseldorfie w maju 1982 roku, sześć tygodni przed śmiercią.
W wieku 15 lat złożył podanie o przyjęcie do Związku Kompozytorów Polskich. W swym piśmie wymienił kilkanaście utworów, ale niemal wszystkie miały znamienne dopiski dodane w nawiasach: „10 etiud (manuskrypt w przygotowaniu), sonata fortepianowa (zaginęła), koncert na fortepian z orkiestrą (w przygotowaniu)”... Tylko jedna suita na fortepian była ukończona. To wystarczyło, by prośba nastolatka została rozpatrzona pozytywnie. „Andrzej Czajkowski ujawnił niekwestionowany talent kompozytorski o ogromnym bogactwie inwencji muzycznej, zdumiewającej u tak młodego chłopca – opiniował Zygmunt Mycielski. – Jestem przekonany, że ma wielki talent”.
Kiedy zamieszkał w Paryżu, chodził na konsultacje do Nadii Boulanger, pisząc zaś I koncert fortepianowy, radził się Artura Rubinsteina, ale nie był zadowolony z jego uwag. Uważał, że pragnie namówić go do skomponowania czegoś w rodzaju kolejnego koncertu Rachmaninowa, bo to podoba się publiczności. Kiedy pod wpływem rad Rubinsteina napisał temat swego utworu, szybko uznał, iż jest on przeraźliwie przesłodzony, dodał więc akompaniament oparty na serii 12-tonowych dźwięków.
Koncert, ukończony w 1957 roku, doczekał się prawykonania – w Brukseli w kwietniu 1958 roku, solistą był sam kompozytor. Na tym wszakże zakończyła się estradowa kariera utworu za życia autora. Nie został też opublikowany.
To jednak Andrzeja Czajkowskiego nie zrażało. Gdy w latach 60. zamieszkał w Londynie, korzystał z kompozytorskich konsultacji przyjaciela Hansa Kellera i pracował dalej. Przyjaciółce Halinie Wahlmann zwierzał się w liście: „Ja rzeczywiście lubię grać na fortepianie, tak jak po dwudziestu latach współżycia można jeszcze lubić żonę – z domieszką rezygnacji i cierpliwości. Natomiast kompozycja pożera mnie po prostu jak największa miłość”.
Jego kompozytorski dorobek jest trudny do ustalenia. Przepadła spora część młodzieńczych utworów pisanych jeszcze w Warszawie. Ocalał jednak rękopis nokturnu z 1948 oku, który Andrzej Czajkowski zapisał jako opus 1, numer 1 i dedykował babce Celinie. Zachowały się też młodzieńcze etiudy komponowane dla rozwoju własnej techniki pianistycznej.
Najłaskawiej los obszedł się z utworami powstałymi po 1965 roku, które zostały opublikowane: dwa kwartety smyczkowe, „Trio Notturno”, II koncert fortepianowy, którego pierwszym wykonawcą był Radu Lupu, a także nieco wcześniejsze i chyba dziś najbardziej znane „Inwencje fortepianowe” oraz nieukończona opera „Kupiec wenecki”. Praca nad nią zajęła mu ponad 14 lat i nie zdołał doprowadzić jej do końca. Także i dlatego, że żaden brytyjski teatr nie wykazał nią zainteresowania.
Zmarł pod koniec czerwca 1982 roku w Oksfordzie. Przyczyną śmierci był rak jelita. Nie poddawał się chorobie, występował i prowadził kursy mistrzowskie, także dlatego, że zmuszała go do tego kiepska kondycja finansowa.
W testamencie spisanym trzy lata przed śmiercią nakazał skremować swoje ciało z wyjątkiem czaszki, którą przekazał Royal Shakespeare Company w celu wykorzystania na przedstawieniach „Hamleta”. Życzenie to zdumiało przyjaciół, którzy zajęli się spełnieniem ostatniej woli Czajkowskiego, ale nie chcieli się jej sprzeciwiać. Dramaturg Christopher Hampton wiedział zresztą, że Andrzej pasjonował się dramaturgią Szekspira.Royal Shakespeare Company otrzymała zatem czaszkę polskiego artysty i rzeczywiście stała się ona rekwizytem dla Hamleta. Okazała się jednak zbyt krucha i znalazła w końcu schronienie w magazynie rekwizytów. W 1984 r. utrwalona została na plakacie przedstawienia (Hamletem był Roger Rees).
Korzystałem z informacji o artyście zamieszczonych na stronie andretchaikowsky.com (tam też można posłuchać nagrań artysty) oraz z reportażu Hanny Krall „Hamlet” opublikowanego w zbiorze „Dowody na istnienie”, Wydawnictwo a5, 1999.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA