fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Nieskrywana pogarda europejskich elit

Rzeczpospolita
To niesamowite, z jaką obłudą i bezgraniczną pogardą eurokraci broniący swoich interesów i niechętnie podnoszący ryje znad koryta nadal powtarzają w kółko dokładnie te same puste frazesy
Niepokojące dochodzą do nas wieści po irlandzkim referendum o traktacie europejskim. Dowiadujemy się oto, z tekstu Adama Michnika („Gazeta Wyborcza”, 14 czerwca), że opinia publiczna nagle, nie wiedzieć czemu, „przestała rozumieć sens takich przekształceń”. Przestała i już. Zapewne wskutek szaleństwa lub rozmiękczenia mózgu albo może z oślego uporu. Przez co głosowała niesłusznie.
Co gorsza – i to już naprawdę niepokojące – uczyniła to „wbrew swoim elitom politycznym”. Cóż za bezczelność! I co zrobić z takim nieposłusznym, niesłusznie się zachowującym narodem? Stary to kłopot: elity PRL-owskie też zadawały sobie to pytanie, narzekając na „niesłuszność” narodu.
Po części winne są temu same elity irlandzkie, które „nie umiały wytłumaczyć swojemu społeczeństwu”, jak powinno głosować ani „po co jest potrzebny traktat lizboński”. Ale skoro opinia publiczna „przestała” to rozumieć, to przypuszczalnie kiedyś rozumiała, a teraz zapomniała. Więc może elity po prostu zaniedbały to przypomnieć? Żałosne, doprawdy. A może same elity, czy jakieś ich elementy, były niesłuszne? Bywają i takie, niestety.
W tekście Michnika uderza nie tylko brak prawdziwej treści, którą zastępują puste hasła, nie tylko bełkotliwość, ale najbardziej ton – ton nieukrywanej pogardy
I co teraz począć? Trudno, trzeba to raz jeszcze opinii publicznej wytłumaczyć. Tłumaczyć jej „nieprzerwanie”, że tkwi w błędzie. Aż biedaczka zrozumie. Ciężkie i żmudne, doprawdy, jest życie elit politycznych. Nie wolno bowiem zasłaniać się, jak zwykli to czynić „autokratyczni przywódcy”, rezultatami plebiscytu. Jeśli wyniki referendum są niesłuszne, należy je ignorować – zresztą dla zdrowo myślących ludzi jest to oczywiste – a samo głosowanie nazwać plebiscytem.
Bo gdy wyniki są niesłuszne, „demokracja plebiscytarna” tak naprawdę „obraca się przeciw porządkowi demokratycznemu”, ponieważ przyzwala na „triumf ignorancji zespolonej z demagogią”. Ignorancję wykazują ci, którzy ośmielają się głosować wbrew elitom politycznym, demagogię zaś – przypuszczalnie ci, którzy ośmielali się, wbrew elitom, publicznie wysuwać argumenty za takim głosowaniem.
Więc tego porządku demokratycznego trzeba strzec. I tylko elity polityczne, w swojej mądrości i ze swoją specjalistyczną wiedzą, mogą nas ochronić przed skutkami naszej żałosnej ignorancji, obronić przed demagogią; tylko dzięki nim możemy mieć Polskę „suwerenną, demokratyczną”.
Trudno wprawdzie zrozumieć, w jaki sposób podpisanie traktatu, wskutek którego rola parlamentu jest coraz bardziej uszczuplona, a sfera, w której Polska może podejmować niezależne decyzje, nienarzucone przez eurokratów, jeszcze bardziej się zawęża, ma chronić polską suwerenność, ale dla nas to z pewnością za trudne; zresztą dowiadujemy się, że cała ta sprawa jest „trudna do zrozumienia dla laika”.
Elity polityczne są mądre, znają się na dialektyce, rozumieją, w jaki sposób stopniowe osłabianie suwerenności tak naprawdę jest jej wzmacnianiem. Musimy im zaufać.
Czytamy w tekście Michnika, że traktat ma uczynić UE „partnerem silniejszym, zdolnym do konkurencji w świecie postępującej globalizacji”. Co, przepraszam? W jaki sposób? Dlaczego? Tego już nie wiadomo. Ale przypuszczalnie to właśnie należy powtarzać społeczeństwu, które zapomniało, „po co jest potrzebny traktat lizboński”.
To niesamowite, z jaką obłudą i bezgraniczną pogardą obrońcy politycznej integracji Europy, eurokraci broniący swoich interesów i niechętnie podnoszący ryje znad koryta, zirytowani tym zakłóceniem ich spokoju, oraz europejske „elity polityczne”, traktujące wyborców jako coś nieprzyjemnego, co przykleiło im się do podeszwy i przeszkadza w pracy, nadal powtarzają w kółko dokładnie te same puste frazesy, nadające się na każdą okazję.
Jest to tak przewidywalne, że każdy, kto zetknął się chociażby parokrotnie z wypowiedzami „elit” broniących integracji europejskiej, mógłby bez trudu cały ten tekst napisać. „Partner”, „konkurencja”, „globalizacja” itd. Żadna karykatura nie byłaby lepsza. Dlatego wystarczy właściwie te słowa zacytować; komentarz jest zbędny.
Musimy też społeczeństwu nieprzerwanie tłumaczyć, że „poza Unią Europejską dla Polski nie ma zbawienia” – zwłaszcza gdy „jednemu z mocarstw” (kuriozalne wyrażenie: czy mamy zgadywać, o jakie mocarstwo tu chodzi? może o Stany Zjednoczone?) bardzo przeszkadza „silna Unia Europejska”. Słucham? Chwileczkę, coś tu jest nie tak: w jaki sposób przeszliśmy nagle od traktatu do członkostwa w Unii?
Czy ktoś sugerował, żeby Polska z niej wystąpiła? Oczywiście, że nie. Ale przecież to pomieszanie jest zamierzone: utożsamianie Unii Europejskiej z traktatem, narzucającym daleko idącą polityczną integrację, jest ulubionym chwytem „elit” i eurokratów, sprawdzonym i wysłużonym, używanym przy każdym referendum.
Przed poprzednim referendum w tej sprawie – przepraszam, oczywiście nie w tej sprawie, lecz w sprawie konstytucji europejskiej, a to przecież całkiem inna sprawa, z traktatem lizbońskim absolutnie nic niemająca wspólnego – słyszeliśmy to samo. „Elity” i eurokraci grozili, że tylko konstytucja ochroni nas przed klęska, katastrofą, wojną wszystkich ze wszystkimi i kolejnym Holokaustem; twierdzili, że dzięki niej Europa będzie silniejsza i sugerowali, że bez niej natychmiast się rozpadnie. Po nim zaś, gdy bezmyślne i krnąbrne narody Francji i Holandii ośmieliły się głosować niesłusznie, reakcje „elit” też były dokładnie takie same.
Natomiast w jaki sposób narzucanie krajom Europy niezrozumiałych i wewnętrznie sprzecznych dokumentów, które odbierają im możliwość niezależnych decyzji w ogromnych sferach polityki wewnętrznej i zagranicznej, ma Europę wzmacniać, nie zaś osłabiać – nie wiadomo.
Czytamy też, że „rządy” muszą teraz „znaleźć sposób, by przeprowadzić te niezbędne zmiany”. Przez to przynajmniej prześwieca prawda, nawet jeśli nie było to zamierzone. Bo przecież wiemy, że będzie tak jak zawsze: Irlandczykom każe się głosować po raz drugi, aż do skutku – aż wynik głosowania będzie słuszny. Ale niezależnie od tego niezbędne zmiany zostaną przeprowadzone, po cichu, wpuszczone tylnymi drzwiami, jak już zresztą w ostatnich latach się stało w wielu sprawach, o których ten traktat mówi.
Wszystko w tekście Michnika potwierdza to przypuszczenie. Uderza w nim bowiem nie tylko brak prawdziwej treści, którą zastępują puste hasła, nie tylko bełkotliwość i obłuda, widoczne w pomieszaniu referendum z plebiscytem, traktatu z Unią itd., ale najbardziej ton: ton nieukrywanej pogardy. Nie chodzi w nim o przedstawienie faktów, o argumenty, o perswazję, lecz o przywołanie nieposłusznych do porządku i przypomnienie, że wyborcy tak naprawdę nie mają tu nic do powiedzenia: Europą rządzą „elity” i eurokraci.
Tak już jest, i tak już będzie. „Elity” mogą zatem pozwolić sobie na okazywanie pogardy, na mówienie, co i jak im się podoba; to oni będą decydować o naszej przyszłości, i nasze oburzenie nie zrobi żadnej różnicy. Taki jest morał tego tekstu .
Autorka jest tłumaczką i publicystką, mieszka w Paryżu
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA