fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Czy Irlandię można wyrzucić z Unii

EPA
Anna Słojewska
Piotr Jendroszczyk
Szef socjalistów w Parlamencie Europejskim ostrzegł, że przyszłość Irlandii we Wspólnocie może stanąć pod znakiem zapytania
„Jeśli wszystkie pozostałe państwa UE ratyfikują go, a Irlandczycy nie zaprezentują żadnego rozwiązania, pojawi się pytanie o ich pełne członkostwo” – powiedział Martin Schultz w wywiadzie dla bulwarówki „Bild”.
Chociaż takie słowa na razie padają rzadko, to atmosfera wokół Irlandii, która odrzuciła z trudem wynegocjowany traktat, robi się coraz cięższa. „Izolowanie Irlandii byłoby katastrofą. Nie znajdziemy wyjścia z kryzysu przez słowne połajanki pod adresem Irlandczyków albo przez stawianie ich do kąta. My, w małych krajach, nie lubimy, jak się nas poucza”– ostrzegł tego samego dnia premier Luksemburga Jean-Claude Juncker w wywiadzie dla „Financial Times Deutschland”.
Eksperci podkreślają, że Irlandia nie musi się bać wykluczenia z Unii. – To tylko polityczne deklaracje. Prawnie nie ma takiej możliwości – zapewnia „Rz” Jacques Ziller, profesor prawa unijnego na European University Institute we Florencji. Teoretycznie Unia Europejska mogłaby się pozbyć Irlandii tylko w jeden sposób: rozwiązać wszystkie obecne traktaty i wynegocjować nowy, którego Irlandia nie będzie stroną. Ale do rozwiązania traktatów też potrzebna jest zgoda Dublina, bo taka decyzja musiałaby zapaść jednomyślnie. Zdaniem eksperta obecnie możliwy jest tylko jeden scenariusz, który był już realizowany na początku lat 90., gdy Dania odrzuciła w referendum traktat z Maastricht, oraz dziesięć lat później, gdy Irlandia odrzuciła traktat nicejski. W obu przypadkach kraje te dostały dodatkowe protokoły zabezpieczające ich interesy, a referenda zostały powtórzone. Premier Słowenii, która w tym półroczu kieruje obradami UE, dał wczoraj do zrozumienia, że możliwe są pewne ustępstwa wobec Irlandii. Francuski minister ds. europejskich Jean Pierre Jouyet zastrzegł jednak, że dokument nie będzie powtórnie negocjowany.
– Irlandczycy muszą sami zaproponować rozwiązanie. Im więcej będzie podobnych sytuacji, tym silniejsze będą głosy wzywające do utworzenia tak zwanego twardego jądra Europy złożonego z państw prących do przodu. Jest to jednak idea zagrażająca jedności europejskiej – powiedział „Rz” Ruprecht Polenz, szef komisji zagranicznej Bundestagu.
Europa dwóch prędkości nie jest jednak niczym nowym. Dzięki przynależności do strefy Schengen i przyjęciu euro część krajów jest już ze sobą ściślej zintegrowana. We wtorek Belgia, Holandia i Luksemburg podpisały nowy traktat o Unii Beneluksu. Zacieśnia on współpracę w dziedzinie gospodarki i wymiaru sprawiedliwości.
Żadne traktaty nie umożliwiają natomiast zacieśnienia współpracy w sprawach instytucjonalnych. Grupa krajów nie może więc zmienić systemu głosowania, liczby eurodeputowanych czy unijnych komisarzy. Ani wprowadzić stanowiska przewodniczącego Rady UE. A to są najważniejsze zmiany przewidziane w traktacie lizbońskim, który miał usprawnić system podejmowania decyzji w Unii.
– Wykluczenie z tego procesu jednego państwa groziłoby nowym podziałem Europy. A tego nikt nie chce – mówi „Rz” Joachim-Fritz Vannahme, ekspert Fundacji Bertelsmanna.
Temat numer 1 Jak ocalić traktat, zastanawiali się wczoraj szefowie dyplomacji państw Trójkąta Weimarskiego, czyli Francji, Polski i Niemiec, którzy spotkali się w Paryżu. Już wiadomo, że sprawa ta będzie jednym z głównych tematów zaczynającego się w czwartek szczytu UE.
– Najważniejsze, by reszta krajów ratyfikowała traktat. Nie chodzi o wywieranie nacisku na Irlandię, gdyż kraj ten sam postawił się w trudnej sytuacji. Głosy kwestionujące członkostwo Irlandii w UE są niepotrzebnym dramatyzowaniem obecnej sytuacji – mówi Ruprecht Polenz.
Nikt poważnie nie może mówić o wykluczaniu Irlandii ze Wspólnoty. Byłoby to wbrew unijnej zasadzie szukania konsensusu. Głos Irlandczyków musi być uszanowany. Z prawnego punktu widzenia sprawa jest jasna. Traktat musi być ratyfikowany przez wszystkie kraje, aby wszedł w życie. Ponieważ Irlandia powiedziała „nie”, dokument powinien być wyrzucony do kosza. Dokładnie tak, jak było z unijną konstytucją po referendach w Holandii i Francji. Jest kilka sposobów na wprowadzenie reform instytucjonalnych w Unii, ale nie może się to wiązać z szantażowaniem Irlandii i zmuszaniem jej do powtórnego głosowania.
Nie wszystkie kraje muszą iść drogą coraz głębszej integracji. Tym, które tego nie chcą, trzeba dać taką możliwość. Można to nazwać Europą dwóch prędkości. Nie ma się czego obawiać, bo ona już istnieje. Mamy kraje, które blisko współpracują w sprawach wojskowych w ramach NATO, takie, które należą do Schengen czy do strefy euro. Jeśli Niemcy i Francja chcą harmonizować podatki, systemy socjalne, służbę zdrowia czy prawo rodzinne, to proszę bardzo. Ale kraje, które tego nie chcą, powinny mieć możliwość wybrania tych obszarów, w których chcą się integrować. Odrzucenie traktatu przez Irlandię to dobry moment, aby się poważnie zastanowić nad formułą Unii. Warto też wrócić do polskiej propozycji pierwiastkowego systemu liczenia głosów, który jest o wiele bardziej demokratyczny od proponowanego w traktacie lizbońskim. Nie rozumiem, dlaczego nikt, oprócz Czech, nie poparł Polski w walce o pierwiastek.
—not. lor
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA