fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Krezusi w strachu

Francuski trener Raymon Domenech
AFP
Michał Kołodziejczyk
Piotr Kowalczuk
Powtórka finału mistrzostw świata 2006 może być pożegnaniem obu drużyn z mistrzostwami Europy 2008. Wszystko zależy od tego, czy Holendrom będzie się chciało grać z Rumunią
Raymonda Domenecha nie opuszcza dobry humor. Francja w pierwszym meczu zremisowała z Rumunią i w drugim została zmieciona z powierzchni ziemi przez Holandię, a mimo to jej trener zapowiada, że dzisiejsze spotkanie z Włochami jest przedwczesnym finałem. Kibice śmieją się, że finałem największych przegranych turnieju.
Dwa lata temu na mistrzostwach świata w Niemczech niby pod wodzą Domenecha, ale tak naprawdę Zinedine’a Zidane’a, Francuzi zagrali z Włochami o złoto w Berlinie. Chociaż do pełni szczęścia brakowało niewiele, drugie miejsce i tak było sukcesem ponad stan.
Domenech po turnieju niczego nie zmieniał, przywiózł do Szwajcarii niemal tych samych staruszków co przed dwoma laty do Niemiec, zostawiając za to w domu Davida Trezegueta, a zabierając nowicjusza w kadrze – Bafetimbiego Gomisa.
Po porażce 1:4 z Holandią prasa nie zostawiła na Domenechu suchej nitki. Gomis wszedł na boisko w 60. minucie, ulubieniec trenera Nicolas Anelka w 75., a tacy zawodnicy jak Samir Nasri czy Karim Benzema, o którego bije się pół Europy, nie podnieśli się nawet z ławki rezerwowych.
– Wstawiłem Gomisa, bo potrzebowałem prawdziwego środkowego napastnika. Nie będę wymieniał nazwisk tych piłkarzy, na których się zawiodłem, jeśli wygrywamy jako drużyna, to i przegrywamy razem. Muszę jednak przyznać, że nasze dotychczasowe atuty zamieniały się w nasze słabości – powiedział.
Zwycięstwo żadnej z drużyn nie gwarantuje awansu do ćwierćfinału, bo tak naprawdę decydujące będzie spotkanie Rumunii z Holandią. Domenech nie wierzy w to, żeby pewnej pierwszego miejsca w grupie drużynie Marco van Bastena chciało się walczyć z Rumunami. – Jest niemal pewne, że zagrają rezerwowym składem, czyli jest niemal pewne, że przegrają, bo nie chcą w kolejnej fazie ani mistrzów, ani wicemistrzów świata – przewiduje.
W uczciwość Van Bastena trochę bardziej wierzy były selekcjoner Włochów Cesare Maldini. Swojej wiary też nie opiera jednak na przekonaniu o tym, że Holendrzy w każdym meczu grać będą o zwycięstwo. – Myślę, że Marco chciałby w przyszłości prowadzić AC Milan albo nawet reprezentację Włoch. Łatwiej byłoby mu to osiągnąć, gdyby nie przegrywał nam na złość z Rumunią – stwierdził.
Obecny trener Roberto Donadoni według włoskich mediów skutecznie rozmontował maszynkę do wygrywania, jaką reprezentacja Włoch była na ostatnim mundialu. „Nie mamy teraz drużyny, mamy grupę piłkarzy, którzy chaotycznie miotają się po boisku” – pisze komentator „Corriere della Sera”.
Włosi w meczu z Holendrami przegrali 0:3, nie mieli nic do powiedzenia. Z Rumunią zremisowali 1:1. Walczyli do ostatniej minuty, od mistrzów wymagało się jednak czegoś więcej, niż takiej gry, że na piłkarza meczu wybrano bramkarza – Gianluigiego Buffona, który obronił rzut karny i chociaż o kilka dni przedłużył nadzieje Włochów na awans do ćwierćfinału.
– Przed mistrzostwami nikt się nie spodziewał, że w ostatnim meczu grupowym dojdzie do sytuacji, gdy mistrz i wicemistrz świata będą między sobą walczyli o awans, a i tak nie wszystko już będzie od nich zależało. Jestem tym ogromnie zaskoczony, ale taki jest sport. Nadal wierzę w awans mojej drużyny – mówi Buffon.
Francuscy kibice pocieszali się, że do drużyny wróci Patrick Vieira, który od 30 maja leczył kontuzję. Okazuje się jednak, że kapitan reprezentacji dziś nie zagra.
Obie drużyny spotkały się w eliminacjach ME, Francuzi wygrali na własnym boisku 3:1, w rewanżu było 0:0. Dzisiaj i jedni, i drudzy muszą modlić się o to, żeby Holendrom się chciało, mimo że nie muszą.
Po batach z Holandią Włosi najwyraźniej stracili ochotę na futbol. Klęskę w Bernie oglądało 60 procent telewidzów, a remis z Rumunią zaledwie co czwarty. Dziś mecz o wszystko z Francją.
Włoskie media jak mantrę powtarzają słowa Gianluigiego Buffona, który przepraszał naród po meczu z Holandią: „Wierzę w awans i sukces. Jeszcze będziecie nam dziękować!”.
Trener Roberto Donadoni zapowiada walkę do ostatniej minuty i jeśli wierzyć włoskim mediom, do boju rzuci w ataku trójząb, w którym geniusz Antonio Cassano („Gazzetta dello Sport” pisze o nim „Święty Antoni”) ma wspierać strzelecki instynkt Luki Toniego i Antonio Di Natale. W linii pomocy też zanosi się na rewolucję, bo na ławce ma usiąść subtelny dyrygent Andrea Pirlo, a na boisku zobaczymy wojowników Massimo Ambrosiniego, Daniele De Rossiego i Gennaro Gattuso. Reszta bez zmian.
Gdyby nie dość pechowy remis z Rumunią, dziś Włochom, nie oglądając się na Holendrów, do awansu wystarczyłby remis z Francją, a remisować to oni potrafią jak nikt na świecie. Zgodnym zdaniem Włochów to wina sędziego, który w piątek nie uznał prawidłowej bramki Toniego. Ale nikt tu Norwega Toma Henninga Övrebo nie chce wieszać ani zabijać, zwłaszcza że przyznał się do winy, a głównym winowajcą był asystent na linii.
Włosi po raz kolejny proponują, by wreszcie sędziowie mogli korzystać z powtórek telewizyjnych. Jedna z propozycji brzmi bardzo sensownie: przed monitorem zasiada pięciu doświadczonych arbitrów jako instancja odwoławcza decydująca większością głosów.
Kapitan zespołu, który czuje się pokrzywdzony decyzją arbitra na boisku, ma prawo odwołać się od niej, ale tylko dwa razy w ciągu meczu, i to w sytuacjach, które zakończyły się naturalną przerwą w grze.
Francja: Coupet - Diarra, Gallas, Abidal, Evra - Makelele, Vieira, Govou, Ribery, Malouda - Henry.
Włochy: Buffon - Zambrotta, Panucci, Chiellini, Grosso - Gattuso, De Rossi, Pirlo - Cassano, Toni, Di Natale
Sędziuje: Lubos Michel (Słowacja)
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA