fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Wyprawa z papieskim błogosławieństwem

Archiwum „Mówią Wieki
">Rafał Jaworski
Interwencja papieska w wewnętrzne rozgrywki na Węgrzech nie była bezinteresowna. Eugeniusz IV dążył do szybkiego zakończenia konfliktu, by całą energię Polski i Węgier skierować przeciwko Turkom.
Cesarini zachęcał Węgrów, by po zażegnaniu sporów uderzyli na Turków. Zapewniał przy tym (grubo na wyrost), że mogą liczyć na pomoc chrześcijańskiej wspólnoty. Madziarzy słuchali zapewnień legata tym chętniej, że w 1442 roku wybitnemu wodzowi Janowi Hunyadiemu udało się odeprzeć trzy najazdy tureckie i odnieść zwycięstwa nad Mezid begiem koło Żelaznej Bramy (Vaskapu), Szehabeddinem paszą nad Jalomicą i nad Turakhan begiem pod Belgradem. To, że w następnym roku najazdów nie było, ugruntowało wśród Węgrów przekonanie o własnej sile i słabości przeciwnika.
Gdy jednak na początku 1443 roku sejm węgierski ogłosił wyprawę na Turka i wezwał narody chrześcijańskie do jej wsparcia, odzew był niewielki. Papież ograniczył się do listów z poparciem i błogosławieństw oraz ogłosił wyprawy krucjatą. Obiecane subsydium nie dotarło do Budy. Zresztą dla Eugeniusza organizacja wyprawy i jej ewentualny sukces był jedynie elementem skomplikowanej gry, mającej na celu umocnienie pozycji papiestwa. Zawiodła także kluczowa dla powodzenia wyprawy flotylla wenecka. Pozostała w portach, gdyż Republika św. Marka nie była zainteresowana psuciem kontaktów z państwem Osmanów – swym głównym partnerem handlowym. Niechętnie przygotowaniom do wyprawy przyglądał się również cesarz Fryderyk III Habsburg. Jej ewentualny sukces mógł wzmocnić pozycję Jagiellonów w Europie, a przede wszystkim na Węgrzech. Dlatego też jak mógł, ograniczał napływ rycerstwa niemieckojęzycznego do Budy.
Wyprawa miała ruszyć w maju lub w czerwcu. Już w marcu Hunyadi organizował wagenburg, czyli obronny tabor, i obsadził go zaciężnymi Czechami. W Zielone Świątki 1443 roku zebrał się w stolicy kolejny sejm. Szczególne wrażenie na zebranych zrobiło wystąpienie despotesa serbskiego Jerzego Brankovicia. Jak zanotował Kallimach, „z płaczem i natarczywie błagał, aby wyzyskali nadażającą się możliwość pomszczenia krzywd zadanych chrześcijanom i przeróżnych klęsk oraz haniebnych męczarni, które tylu ludzi musiało wycierpieć na skutek okrucieństwa Turków. Nieszczęśnik z taką rozpaczą opowiadał o swoich synach, którym wydarto oczy i których wykastrowano, że aż trudno było słuchać tych okropności (...) Zaklinał więc i króla, i innych panów, by pomścili jego i jego synów oraz całe chrześcijaństwo. Mówił, iż burza nadciąga ku granicom Węgier, a lepiej jest mścić się za cudze krzywdy, niż doczekać się aż samemu wraz z innymi pójdzie się na dno”. Wystąpienie to oraz plotki napływające zza kordonu o śmierci sułtana Murada II i klęskach armii tureckiej w bitwach z azjatyckimi rebeliantami zachęciły zebranych do poparcia wyprawy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA