fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Człowiek jest stworzony do tycia

Wystarczy zjeść tylko jedno jabłko dziennie ponad zapotrzebowanie kaloryczne, aby w ciągu roku przytyć aż dwa kilogramy. Tort przynosi gorsze skutki
Corbis
Zjadamy tyle, ile nasi przodkowie, rozmawiamy o odchudzaniu, a wciąż obrastamy tłuszczem. O tym, dlaczego fizycznie tkwimy w epoce kamienia i kiedy staliśmy się grubi, z prof. Markiem Konarzewskim rozmawia Aleksandra Stanisławska.
Dlaczego tyjemy? Czy jemy więcej niż nasi przodkowie?
Prof. Marek Konarzewski: Wręcz przeciwnie, przeciętny człowiek zjada nawet mniej niż łowcy-zbieracze żyjący w czasach przedrolniczych przed 10 tys. lat. Oni przemierzali codziennie wiele kilometrów w poszukiwaniu jedzenia. My natomiast tak sobie uprościliśmy życie, że zużywamy niewiele więcej energii niż ta, którą organizm wydatkuje, aby utrzymać się przy życiu.
Jak mamy spalać to, co zjadamy?
Po to, żeby utrzymać nasze organizmy w formie zbliżonej do kondycji naszych przodków, musielibyśmy przebiegać kilkanaście kilometrów dziennie. W zasadzie najlepszy byłby marszobieg albo inne ćwiczenia, dzięki którym przy umiarkowanym wysiłku spalamy duże ilości energii. Na tego rodzaju aktywność musielibyśmy poświęcać dwie, trzy godziny dziennie. Kto ma teraz na to czas? To odpowiedź na pytanie, dlaczego lawinowo rośnie liczba ludzi z nadwagą.
Nasza dieta pozostawia jednak wiele do życzenia.
Gdybyśmy jej składniki porównali z tym, co jadają współcześni łowcyzbieracze, różnice nie byłyby duże. Około 60 proc. spożywanych kalorii pochodzi z pokarmów zwierzęcych. My jednak jemy kompletnie nieracjonalnie. W diecie naszych przodków można było znaleźć 100 – 200 gatunków roślin, my jadamy ich najwyżej kilkanaście. W dodatku jest to dieta uproszczona pod względem składu, bo wysoko przetworzona. Cały postęp agrarny dążył do tego, by uprościć nasz proces trawienia. Z jednej strony pozbawialiśmy rośliny tego, co jest niestrawne i co nam nie smakuje, a więc np. błonnika, którego nam obecnie brakuje. Z drugiej strony drogą sztucznej selekcji wzbogacaliśmy je w składniki, które nam smakują, a więc głównie cukry, których współczesne owoce zawierają kilkakrotnie więcej niż ich dzicy przodkowie.
Liczba osób z nadwagą prawie zrównała się z liczbą tych, którzy głodują. Fala otyłości będzie wzbierać, bo dotarła właśnie do Chin i Indii
Dlaczego smakuje nam najbardziej to co najbardziej szkodzi?
Słodki i tłusty – te dwa określenia odnoszą się do składników diety, które w praludzkiej przeszłości były najważniejsze. Nasi przodkowie wybierali najsłodsze owoce, bo były najbardziej kaloryczne. Podobnie rzecz się ma z tłuszczami, które mają dwukrotnie większą zawartość kalorii niż np. białka. Dla gatunku, który wyewoluował w Afryce, tłuszcz jest rzadkim dobrem. Żyjące tam zwierzęta, które służyły naszym przodkom za pokarm, są chudsze niż zjadane przez nas obecnie gatunki. To dlatego wciąż tak bardzo lubimy tłuszcz.
Potrawy mączne też zdaje się nie służą nam najlepiej?
Problemem jest też to, że zawarte w zbożach cukry złożone bardzo szybko są rozkładane na cukry proste. Kiedy ich ogromne ilości pojawiły się w ludzkiej diecie, doprowadziło to do zaburzeń metabolicznych, których wynikiem jest cukrzyca typu 2.
Czy więc z powodu włączenia zbóż do diety zaczęliśmy tyć?
Do tego zawsze mieliśmy predyspozycje, tylko dawniej otyli stanowili rzadki widok, a nadwaga była przywilejem bogaczy. Tycie stało się szerszym problemem dopiero w XIX wieku wraz z upowszechnieniem białego pieczywa.
Z jakiego powodu niektórzy z nas tyją bardziej niż inni?
Zadziałał tu mechanizm określany jako oszczędny genotyp. Znaczna część naszych przodków była genetycznie predestynowana do tego, by chwilowo dostępny pokarm bardzo szybko pochłonąć i odłożyć w postaci tkanki tłuszczowej, a następnie szybko zgłodnieć i móc znowu jeść. Ten mechanizm w dużej mierze oparty jest na zmianach poziomu insuliny, związanych z obecnością cukrów prostych w pokarmie. Ci ludzie, którzy reagowali szybkim wzrostem i spadkiem poziomu insuliny, byli w stanie odkładać więcej składników pokarmowych na zapas. Genotyp ten był faworyzowany przez długi okres naszej historii. Dziś okresy głodu nie następują, a więc ludzie będący spadkobiercami osób o oszczędnym genotypie tyją bardziej niż reszta populacji.
Dlaczego odchudzanie przychodzi z trudem nam wszystkim?
Równowaga energetyczna organizmu to rzecz niezwykle delikatna. Wyobraźmy sobie, że codziennie zjadamy jedno jabłko, które przeważa nasze dzienne zapotrzebowanie na energię. Po roku okaże się, że ten jeden owoc doprowadza nasz organizm do odłożenia aż 2 kg tłuszczu. Problem w tym, że człowiek jest przystosowany do skrajnie oszczędnego gospodarowania energią. Bardzo łatwo ją przyswajamy, z wielkim trudem się jej pozbywamy. Dzieje się tak z kilku powodów. Po pierwsze, jesteśmy niezwykle wydajni, jeśli chodzi o ruch. Musimy się mocno napracować, żeby zrzucić nawet niewielką liczbę kilogramów. Po drugie, bardzo efektywnie wykorzystujemy pokarm. Dzisiejszy problem zrzucania wagi kiedyś stanowił ogromną zaletę. Ci spośród naszych przodków, którzy byli w stanie szybko się zaopatrzyć w nadmiarowe kalorie, potem najlepiej radzili sobie w częstych okresach niedostatku. Nie wyzwolimy się ze swojej ewolucyjnej spuścizny. Przez ostatnie 10 tys. lat, od kiedy istnieje rolnictwo, nasze organizmy bardzo nieznacznie się zmieniły. Jesteśmy pod względem biologicznym tacy sami jak nasi paleolityczni przodkowie. Żyjemy w gotowości do sprostania głodowi, który nie następuje.
Ile czasu zajęłoby człowiekowi wykształcenie mechanizmów, które sprostałyby naszej dzisiejszej diecie i stylowi życia?
Przez cały czas żyjemy w gotowości do sprostania głodowi, który nie następuje Nie umiem na to odpowiedzieć. Nie działa na nas obecnie selekcja naturalna, która kształtowała nasz gatunek. Dziś jest ona buforowana przez medycynę, dlatego nie można się spodziewać zasadniczych zmian w naszej fizjologii. Drobne zmiany są możliwe, zresztą pojawiały się już w naszej najnowszej historii. Nasi dorośli przodkowie sprzed 10 tys. lat poczęstowani szklanką mleka przypłaciliby to poważnymi problemami gastrycznymi. My nie mamy problemu z trawieniem składników mleka, bo jesteśmy potomkami ludów pasterskich, wśród których rozprzestrzeniły się geny pozwalające pić mleko w dorosłym wieku, co jest ewenementem w świecie zwierząt. Najwyraźniej taka możliwość zwiększała szanse przeżycia naszych przodków.
Jaka zatem dieta jest dla nas optymalna? Czy powinniśmy się żywić tak jak nasi przodkowie ze społeczeństw łowiecko-zbierackich?
Nie ma już powrotu do Edenu. W nowych warunkach, jakie sobie stworzyliśmy, nie ma sensu trzymać się starej diety naszych przodków. Chociażby z tego powodu, że dzisiejsze jedzenie nie jest już takie jak dawniej, tylko słodsze i bardziej tłuste. Nie jestem dietetykiem, ale jako podstawowy składnik naszej diety zaleciłbym... ruch. A tak poważnie to skład paleolitycznego menu najbardziej dziś przypomina dieta śródziemnomorska. Zwiększyłbym tylko w niej udział mięsa, głównie drobiu, który zawiera niewiele kwasów tłuszczowych nasyconych, a zmniejszył ilość węglowodanów, czyli pieczywa i makaronu. Dieta powinna być jak najbardziej zróżnicowana, bogata w kwasy wielonienasycone znajdujące się m.in. w rybach.
Czy mamy szansę na powstrzymanie epidemii otyłości?
Liczba osób obarczonych problemem nadwagi prawie zrównała się z liczbą osób cierpiących głód. Obawiam się, że fala otyłości będzie wzbierać, bo dotarła właśnie do najliczniejszej części ludzkości, a więc Chin i Indii. Co więcej, w świecie wysoko uprzemysłowionym jedzenie jest nieprawdopodobnie tanie, a wielkie sieci fastfoodowe stale zwiększają oferowane porcje, wabiąc tym klienta. To tylko pogarsza sprawę.
Czy czeka nas jeszcze jeden rodzaj dyskryminacji – ze względu na tuszę?
To się dzieje już teraz. Wystarczy popatrzeć na sposób, w jaki konstruowane są ankiety przy ubezpieczeniach zdrowotnych, w których trzeba podać masę ciała. Z pewnością nas wszystkich będą dotykały niedogodności związane z życiem obok ludzi otyłych. Musimy jednak pamiętać, że oni nie są temu winni. Ich oszczędne geny w innych warunkach dałyby im ogromną przewagę. Dziś stały się zbędnym odpadkiem naszej głodowej przeszłości.
Brytyjscy naukowcy obliczyli, że ludzie grubi zużywają 18 proc. więcej energii niż szczupli. Oznacza to, że na 2500 kcal spożywanych przez szczupłą osobę przypada 2960 kcal zjadanych przez człowieka cierpiącego na nadwagę czy otyłość. W związku z tym rosną wydatki na leczenie tej części społeczeństwa, która częściej choruje m.in. na choroby układu krążenia i cukrzycę. Badacze z London School of Hygiene and Tropical Medicine szacują, że do 2010 roku w samej Wielkiej Brytanii odsetek ludzi cierpiących na nadwagę i otyłość wzrośnie do 40 proc. Na świecie ponad 1,5 mld osób ma nadwagę, a ponad 400 mln jest otyłych. Najgorzej jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie już dwie trzecie dorosłych osób boryka się z tym problemem. Rządy krajów uprzemysłowionych próbują wdrażać programy walki z otyłością. Na pomysł podatku od kalorii wpadły USA i Wielka Brytanii, w niektórych krajach obowiązuje zakaz podawania tzw. junk food w szkolnych stołówkach. Za jedno z największych zagrożeń uznano masowo ustawiane w szkołach automaty z wysokosłodzonymi napojami.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA