Film

Bal nowobogackich

SPI
Od dziś na ekranach „Futro”. Jak przedstawić Polaków? Najlepiej pokazać zastawiony stół, a przy nim ucztujących gości. Tak jak w debiutanckiej komedii Tomasza Drozdowicza
Reżyser ze scenarzystką Beatą Hyczko posługuje się klasycznym polskim archetypem – motywem biesiady. Nawiązuje do bogatej tradycji, która służyła w sztuce wyrażeniu istoty polskości lub obnażeniu wad rodaków.
W „Panu Tadeuszu” finałowa uczta z okazji zaręczyn Zosi i Tadeusza wyrażała marzenie o zbratanej Polsce, w której nie będzie „potępieńczych swarów”. U Stanisława Wyspiańskiego w „Weselu” przy biesiadnym stole spotkały się wszystkie stany. Jednak autor nie zobaczył ojczyzny – tak jak Mickiewicz – w różowych barwach. Przyrządził pamflet na inteligencję i chłopstwo.
Do arcydramatu Wyspiańskiego nawiązywali m.in. Krzysztof Zanussi i Wojciech Smarzowski. Pierwszy sportretował peerelowską mentalność w filmie „Kontrakt”. Drugi nakreślił ostry obraz życia na prowincji w „Weselu” z 2005 roku. „Futro” przypomina fabułę Smarzowskiego. Twórcy wprowadzili jednak dwie zasadnicze zmiany. Akcję przenieśli w świat wyższej klasy średniej. A spotkanie biesiadników nie odbywa się z okazji wesela, lecz komunijnego party w ogrodzie. Henryk (Leszek Piskorz) i Irena (Teresa Budzisz-Krzyżanowska) chcą olśnić gości zaproszonych na komunię wnuka Jakuba. Ona, przygotowując potrawy, powtarza, że „wszystko musi się udać”. On oprowadza rodzinę i znajomych po domu, ogrodzie. Chwali się łazienką, prezentuje grilla. Ale w ten plan wkrada się chaos. Antoni (Witold Dębicki), szwagier Henryka, nieustannie szuka dziury w całym, wytykając niedoróbki. Zwariowany sąsiad (Henryk Talar) ostrzeliwuje dom. Na wierzch wypływają zadawnione urazy, rodzinne konflikty, chamstwo, zawiść i pazerność. Pozostaje tylko żreć i napawać się materialnym zbytkiem. W „Futrze” wszyscy są odpychający. Starsze pokolenie pochłonięte jest bogaceniem się, rekompensując sobie lata komunizmu. Natomiast młodsi nie wytrzymują nieustannej pogoni za sukcesem i rodzinnej presji. Piją na umór, ćpają. Nawet ich dzieci okazują się rozpuszczonymi bachorami lub cierpią z powodu wyobcowania. Ta galeria żałosnych typów ucieleśnia także narodowe przywary – bigoterię, obyczajowe zakłamanie – które ujawnia przybycie postępowej katechetki Jakuba (Karolina Gruszka). Drozdowicz sprawnie całość wyreżyserował. Mam jednak wrażenie, że nakręcił film pusty, tak jak jego bohaterowie. Są nakreśleni wyraziście, ale pobieżnie. Bezlitosna satyra na nowobogackie zwyczaje Polaków prowadzi do serii gagów, które mają poprawić widzom nastrój, bo można pośmiać się z cudzego nieszczęścia. Nie prowokuje, nie zmusza do myślenia jak „Wesele” Smarzowskiego. „Futro” intryguje wtedy, gdy twórcy rezygnują z przerysowania, nadając postaciom i relacjom między nimi subtelniejszy rys. Tak jak w przypadku Ireny – świetnie zagranej przez Teresę Budzisz-Krzyżanowską – i jej ukraińskiej służącej, w którą wcieliła się Roma Gąsiorowska. Wówczas „Futro” autentycznie śmieszy i naprawdę wzrusza. Czytaj - Futro ***„Futro”. Polska 2007. Reż. Tomasz Drozdowicz. Dystrybucja: SPI masz pytanie, wyślij e-mail do autora r.swiatek@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL