fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Walka o władzę nad publiczną telewizją nabiera tempa

Fotorzepa/Darek Golik
Trwa polityczna przepychanka w związku z konkursem na posady w kierownictwie TVP. Jednak zwycięzcy może nie być.

Konkurs na nowego prezesa i członków zarządu w TVP wchodzi w decydującą fazę. Do finalnego etapu przesłuchań dopuszczonych zostało 12 kandydatów. Z informacji „Rzeczpospolitej" wynika jednak, że szanse na zajęcie fotela prezesa ma tylko dwoje: Iwona Schymalla i Janusz Daszczyński. Powód? Konkurs o posady w zarządzie TVP to przede wszystkim starcie sił politycznych. Bez ich poparcia trudno nawet marzyć o tych stanowiskach.

Schymalla może liczyć na poparcie środowiska Grzegorza Schetyny z PO. Osoby znające kulisy wyborów w TVP przekonują też, że przed wyborami widywano ją w Pałacu Prezydenckim.

– Schymalla ma też dobre relacje z Kościołem, co po wygranej Dudy nie będzie bez znaczenia – przekonuje nas jeden z naszych rozmówców.

Inny – pracownik telewizji – dodaje, że wybór Schymalli byłby dobrze odebrany w samej TVP. – Zwłaszcza wśród twórców na Woronicza, bo na placu Powstańców byłyby pewne zmiany – tłumaczy.

Jedną ze zmian miałby być powrót Małgorzaty Wyszyńskiej na stanowisko szefowej informacji. Była szefowa „Wiadomości" złożyła rezygnację w 2011 r. po odwołaniu Schymalli ze stanowiska dyrektora TVP 1.

Głównym rywalem Schymalli jest Janusz Daszczyński, który zasiadał już w zarządzie TVP za prezesury Ryszarda Miazka. Wtedy jego bliskim współpracownikiem był obecny wicepremier i szef MON Tomasz Siemoniak.

– Obaj już rozmawiali, Daszczyński uzyskał poparcie – mówi nam osoba z otoczenia byłego wiceprezesa TVP. Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita", z Daszczyńskim kontaktował się też obecny wiceprezes Bogusław Piwowar. Mieli rozmawiać o ewentualnej współpracy po rozstrzygnięciu konkursu.

Szans na utrzymanie posady nie ma już Juliusz Braun. Zarówno wśród polityków, jak i pracowników TVP panuje przekonanie, że się nie sprawdził. – Jego odejście będzie ulgą dla wszystkich – mówi nasz informator. – Choć próbuje jeszcze walczyć – dodaje.

Wcześniej faworytką w konkursie miała być obecna szefowa PISF Agnieszka Odorowicz, którą popierała lewica i otoczenie prezydenta Bronisława Komorowskiego z członkami KRRiT Janem Dworakiem i Krzysztofem Luftem na czele. Ten ostatni był nawet widziany na niedzielnym wieczorze wyborczym prezydenta w Forcie Sokolnickiego. Odorowicz niespodziewanie odpadła jednak już na drugim etapie rywalizacji. Powodów tej decyzji rada nadzorcza TVP nie podała.

Odrzucono także dwie inne osoby związane ze światem kultury: twórcę TVP Kultura i byłego wiceministra kultury Jacka Wekslera oraz byłego szefa polskiego oddziału BBC Roberta Kozaka. Sami zainteresowani protestowali przeciw takiej decyzji i apelowali o szczegółową kontrolę procesu konkursowego.

O dołączenie ich do finałowej dwunastki apelował też Komorowski. – Chodziło tylko o Odorowicz, której miejsce miał zająć Jan Dworak – twierdzi nasz rozmówca.

Ostatecznie jednak odrzuceni kandydaci do konkursu nie zostali przywróceni.

– A to oznacza, że ten obóz przegrał, choć pewnie nie powiedział jeszcze ostatniego słowa – tłumaczy nasz informator. Wskazuje, że konkurs w TVP może zakończyć się podobnie jak ten w ZUS, gdzie ostatecznie nie wybrano prezesa. Wybór nowego zarządu zatwierdza KRRiT. I wcale nie musi się zgodzić z rekomendacją rady nadzorczej TVP.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA