Historia

Tajemny wąwóz

bridgeman art library
W poniedziałek w pełnym rynsztunku i porządku wyszliśmy w Imię Pańskie do walki za wiarę katolicką
Muzułmanie z Andaluzji, mimo pomocy z Maghrebu, byli coraz słabsi, a chrześcijanie coraz silniejsi, choć zwaśnieni. Aż wreszcie władcy chrześcijańscy na krótko połączyli siły i zadali Almohadom wielką klęskę.Jaki przebieg miała przełomowa bitwa pod Las Navas de Tolosa? Źródeł jest sporo, i to z obu stron. Chwała świętemu Jakubowi! Zachował się przede wszystkim list triumfatora Alfonsa VIII do papieża Innocentego III. Brzmi trochę jak raport z realizacji projektu dla sponsora. Podziękowania za dotychczasowe wsparcie i skromna prośba o więcej – niewielką „ofiarę dla zbawienia narodu”. Projekt wszak powiódł się znakomicie:
100 tys. zabitych Saracenów przy stratach własnych sięgających zaledwie 20 – 30 ludzi. Takie liczby rzekomo podawali jeńcy muzułmańscy. Nie wiem, czy papież uwierzył. Ja nie. Jako że rekonkwista była ważna dla całego chrześcijaństwa i był to projekt pełną gębą ogólnoeuropejski, jak krucjaty, papież ogłosił odpust dla uczestników przedsięwzięcia. Zjechało się trochę rycerstwa zza Pirenejów, a nawet arcybiskupi Bordeaux, Nantes i Narbonny. Przybysze, gdy tylko się okazało, że będzie mniej łupienia, niż sądzili, szybciutko odjechali. Został tylko arcybiskup Narbonny i trochę rycerstwa z Poitou. Tak wyglądała wielka chrześcijańska idea krucjatowa w praniu. Dzięki mediacji papieża siły Alfonsa VIII kastylijskiego wsparli Sanczo VII, król Nawarry, Pedro II aragoński i Alfonso II, władca Portugalii.Wedle Alfonsa VIII do bitwy doszło, gdyż „nasi ludzie (...) zajęli zamek nazywany Ferral, który postawił saraceński władca z myślą, by zagrodzić nam drogę. Gdy zamek padł, wojsko Boże dało radę bez przeszkód wspiąć się na górne wierzchołki, co przyszło niełatwo z powodu braku wody i suchej ziemi. Saraceni, widząc, że nie mogą zagrodzić przełęczy, zajęli drugie przejście na pochyłym zboczu, nadzwyczaj wąskie i niedostępne (...) Na jego końcu stało całe wojsko Saracenów, rozbiwszy namioty. Jako że nie mogliśmy ani tam zostać z powodu braku wody, ani zaatakować, bo przesmyk był trudny do przejścia, to niektórzy z naszych ludzi radzili zejść z góry i poszukać drugiego wąwozu (...) Tymczasem nasi baronowie (...) usłyszeli o wskazówce pewnego pastucha, że w tym samym miejscu jest drugi, znacznie łatwiejszy do przejścia wąwóz (...) Saraceni nic nie wiedzieli o tej przełęczy, a kiedy ich wojsko zrozumiało, co się stało, ruszyło, by nie dać rozbić baronom obozu. Nasi, choć było ich niedużo, bronili się dzielnie (...) w niedzielę, wczesnym rankiem Saraceni ustawili całe swoje ogromne wojsko (...) My ustawiliśmy pieszych i jeźdźców tak, by wróg żadnym sposobem nie mógł zaatakować krańców naszego szyku (...)”.
Następnie rozgorzał bój śmiertelny: „w poniedziałek w pełnym rynsztunku i porządku wyszliśmy w Imię Pańskie do walki za wiarę katolicką. Wróg zajął niektóre górne partie, niezwykle strome, porośnięte lasami, przeorane szczelinami, którymi ciekły strumienie dzielące nas od nich (...) Nasze pierwsze szeregi (...) siały spustoszenie wśród wrogów stojących na niższych zboczach. Kiedy nasi ludzie dopadli ostatniego szeregu (…) rozpoczęła się zaciekła walka między jeźdźcami, pieszymi i łucznikami. Nasi z trudem się trzymali i byli w wielkim niebezpieczeństwie. Wtedy my, zobaczywszy, jak ciężko im to znosić, ruszyliśmy z atakiem konnicy, niosąc przed sobą Krzyż Pański i nasze sztandary z wizerunkiem Dziewicy Marii i Jej Syna (...) Kiedy Saraceni zarzucili je kamieniami i strzałami, przerwaliśmy ich szyk. (...) Pan nasz poraził wielkie ich mnóstwo Mieczem Chrystusa. Wtedy sułtan z garstką swych ludzi rzucił się do ucieczki. Inni z wrogów jakiś czas jeszcze znosili nasze ataki, ale wkrótce, poniósłszy ogromne straty, rozbiegli się i rzucili do ucieczki (...).” Zwycięska bitwa zaowocowała kolejnymi sukcesami: „Na trzeci dzień (...) dojechaliśmy do dwóch miast: Baezy i Úbedy (...) Baeza była kompletnie opuszczona, masa mieszkańców z wszystkich okolicznych osad uciekła do Úbedy (...) Jako że ludzie dobrze pamiętali, że żadne miasto takich rozmiarów nigdy nie zostało zdobyte szturmem ani zajęte przez jakiegokolwiek hiszpańskiego władcę, to sądzili, iż będą tam bezpieczni. Jednakowoż dzięki Miłości Bożej zajęliśmy szybko Úbedę, a że nie mieliśmy tylu ludzi, by ją zasiedlić, zrównaliśmy ją z ziemią. Ucierpiało od tego 60 tysięcy Saracenów: jednych zabiliśmy, a drugich wzięliśmy do niewoli lub na służbę do chrześcijan i klasztorów(...)”.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL