fbTrack

Katastrofy

Osiemnaście minut milczenia

Uderzenie było tak mocne, że airbus A320 Germanwings rozbił się na drobne kawałki
AFP/GRIPMEDIA/AFP TV
Zamach jest mało prawdopodobny. Ale dlaczego w czasie długiego spadku maszyny piloci nie wzywali pomocy?

Carsten Spohr rozkłada ręce. – Nie potrafimy zrozumieć, jak samolot w doskonałym stanie technicznym, z dwoma doświadczonymi i przeszkolonymi przez Lufthansę pilotami mógł spaść z wysokości przelotowej – przyznaje prezes Lufthansy. To właśnie do niemieckiego potentata należał samolot tanich linii Germanwings, który we wtorek rozbił się we francuskich Alpach. Katastrofy nikt nie przeżył.

Maszyna ze 150 osobami na pokładzie wystartowała o 9.55 z Barcelony. Do Duesseldorfu miała dotrzeć dwie godziny i dziesięć minut później. Pogoda była dobra. Jak jednak ujawniły w środę francuskie władze, o 10.30 samolot, który znajdował się na wysokości 28 tys. stóp nad Morzem Śródziemnym, niespodziewanie zaczął tracić wysokość. Co minutę był o przeszło tysiąc stóp niżej.

Podejrzane zachowanie samolotu francuscy kontrolerzy lotów zauważyli niemal natychmiast. Próbowali się skontaktować z maszyną, która zboczyła z kursu. Ale bez skutku.

Także piloci w ogóle nie próbowali nawiązać łączności z wieżą kontrolną, nie wysłali sygnału ratunkowego.

Widząc, co się dzieje, francuska armia wysłała myśliwiec Mirage za airbusem A320 Germanwings. Miał sprawdzić, czy samolot nie znajduje się w rękach terrorystów. Na miejsce dotarł jednak za późno.

Ten dramat trwał 18 minut, aż w końcu maszyna rozbiła się na stoku wysokiej na ok. 6 tys. stóp (2 tys. m) góry. Dlaczego piloci nie szukali pomocy?

Odpowiedź na to pytanie próbuje znaleźć ekipa z aż trzech czołowych krajów Unii: Francji, Niemiec i Hiszpanii.

– Jedna z możliwości to ogień w kabinie pilotów, inna jej dekompresja albo awaria systemów komputerowych – uważa Jean-Paul Troadec, francuski ekspert w dziedzinie lotnictwa.

Minister transportu Alain Vidalies mówi, że wtargnięcie kogoś obcego do kabiny pilotów czy wręcz atak wydają się na razie mało prawdopodobne, choć badana jest każda ewentualna przyczyna wypadku. Także Biały Dom na tym etapie śledztwa wykluczył zamach terrorystyczny.

– Nie mamy niczego, co wskazywałoby na udział w katastrofie kogoś spoza kabiny pilotów – potwierdza minister spraw wewnętrznych Niemiec Thomas de Maiziere.

Ci, którzy widzieli miejsce katastrofy, twierdzą, że to prawdziwy horror. Siła uderzenia była tak duża, że maszyna rozbiła się na niezliczone kawałki. Tylko nieliczne mają przekątną większą niż metr. Fragmenty ciał pasażerów są w takim stanie, że bez porównania z DNA krewnych ich rozpoznanie nie będzie możliwe. W nocy ze środy na czwartek rozległego, dzikiego, niedostępnego dla samochodów i częściowo zaśnieżonego terenu pilnowała policja. Obawiano się, że zwłokami zainteresują się żyjące w pobliżu dwie watahy wilków.

Mimo wszystko w środę po południu francuskim ekspertom udało się odnaleźć czarne skrzynki lotu 4U9525. Są uszkodzone, ale możliwe do sprawdzenia. W laboratoriach w Le Bourget w ciągu kilkunastu godzin mają zostać odtworzone rozmowy obu pilotów. Znacznie dłużej, być może kilka tygodni, potrwa natomiast odczytanie drugiej skrzynki rejestrującej ok. 1,3 tys. pomiarów w czasie lotu. Dopiero synchronizacja obu nagrań być może pozwoli wyjaśnić tajemnicę 18-minutowego spadania samolotu.

Na wszelki wypadek Germanwings zmienił w środę trasę swojego lotu z Barcelony do Duesseldorfu. Na innych trasach niemiecki przewoźnik musiał odwołać część lotów, bo niektórzy piloci nie chcieli zasiąść za sterami. Ich zdaniem wypadek może mieć związek z poniedziałkową godzinną naprawą samolotu, który następnego dnia się rozbił.

Thomas Winkelmann, rzecznik Germanwings, zaprzecza temu. Według niego naprawiano drzwi, ale nie ze względów bezpieczeństwa, tylko dlatego, że w czasie lotu powodowały hałas.

Maszyna miała 24 lata i za rok miano ją wycofać z obiegu. Jednak dla modelu A320, jednego z najpopularniejszych na świecie (zbudowano ich do tej pory 3,6 tys.), taki wiek nie jest problemem.

* Wśród ofiar katastrofy jest niemowlę, które posiadało polskie obywatelstwo (obok kilku innych). Innych polskich ofiar „w toku prowadzonej weryfikacji nie stwierdzono" – podało polskie MSZ.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL