Świat

Oligarcha kontra oligarchowie

Prezydent Poroszenko (z lewej) w trakcie nocnej rozmowy z Ihorem Kołomojskim
AFP/Presidential Press-Service
Prezydent Poroszenko usunął z władz najbardziej znienawidzonego w Rosji ukraińskiego oligarchę.

Miliarder Ihor Kołomojskij musiał ustąpić ze stanowiska gubernatora obwodu dniepropietrowskiego, którego w ciągu roku skutecznie bronił przed rosyjską infiltracją. Król ukraińskiej chemii jednak zapomniał, że co wolno oligarsze, to nie urzędnikowi państwowemu. Na czele uzbrojonych ludzi zjawił się w Kijowie, by bronić swoich interesów w państwowym koncernie Ukrtransnafta.

Tym samym sprowokował Poroszenkę do działania. Po trzech dniach intensywnych narad w administracji w nocy z wtorku na środę ogłoszono odejście Kołomojskiego ze stanowiska gubernatora. W Kijowie dymisję popularnego miliardera przyjęto jako zapowiedź ograniczenia wpływów oligarchów na władze państwowe.

– Po zwycięstwie Majdanu w kraju powstał nieformalny klub oligarchów, który cały czas próbuje zachować wpływy i należy przyznać, że mu się to udaje. Dlatego po zwycięstwie rewolucji godności Ukraina z „republiki kryminalnej" wyewoluowała tylko w „państwo oligarchiczne" – powiedział „Rz" ukraiński analityk Witalij Portnikow.

Rewolucja w klubie

Za rządów zbiegłego prezydenta Janukowycza o wszystkim decydował zdominowany przez jego rodzinę półkryminalny klan doniecki. Ówczesny szef państwa był jego niekwestionowanym liderem (współpracownicy nazywali go „Papa") i mimo swych majątków oraz wpływów wszyscy oligarchowie wykonywali jego polecenia.

Rewolucja Majdanu wstrząsnęła jednak elitarnym klubem. Wpływy utracili oligarchowie wywodzący się z Donbasu. Pochodzący stamtąd najbogatszy Ukrainiec Rinat Achmetow na skutek wojny stracił część swojej fortuny. Jednak w Kijowie cały czas mają znaczne zastrzeżenia do lojalności Achmetowa wobec państwa ukraińskiego: jego ocalałą w Doniecku rezydencję cały czas strzeże batalion separatystów „Opłot", którego dowódcą był obecny prezydent samozwańczej donieckiej republiki Aleksander Zacharczenko. Mimo to nieniepokojony miliarder mieszka w stolicy i organizuje swoje „konwoje humanitarne" na tereny zajęte przez separatystów.

Wiosną 2014 roku cały klub oligarchów dostał propozycję objęcia stanowisk gubernatorskich i powstrzymania rozpadu państwa, używając do tego również swoich majątków. Ale przyjęli ją tylko dwaj: Ihor Kołomojskij i Serhij Taruta. Taruta (zwany człowiekiem w okularach Woody'ego Allena) przegrał walkę na terenie obwodu donieckiego i odszedł ze stanowiska. Obecnie twierdzi, że jest bankrutem – jego największe przedsiębiorstwo, kombinat metalurgiczny w Ałczewsku, znajduje się na terenach opanowanych przez separatystów. Z kolei Kołomojskij, używając brutalnych metod, opanował sytuację w obwodzie dniepropietrowskim i obronił sąsiednie – zaporoski oraz odeski – przed separatystami. Jednocześnie stał się wrogiem numer jeden Kremla na Ukrainie. Sam Władimir Putin obrzucał go publicznie wyzwiskami, a rosyjska prokuratura ściga listami gończymi.

Z kolei najbogatszy prorosyjski oligarcha Dmytro Firtasz (zajmujący się odsprzedażą rosyjskiego gazu i ropy) uciekł do Wiednia, ale tam na żądanie USA rok temu trafił do aresztu. Po wpłaceniu 125 mln euro kaucji zamieniono mu go na areszt domowy, w którym znajduje się do dziś. W ukraińskim areszcie siedzi natomiast Aleksander Jefremow oskarżony o finansowe wspieranie separatystów.

Całkowicie z działalności publicznej zrezygnował natomiast Wiktor Pinczuk, zięć byłego prezydenta Leonida Kuczmy i właściciel kombinatu metalurgicznego produkującego rury o dużych średnicach używane do budowy rurociągów. – Pinczuk i Ahmetow to już nie są oligarchowie – mówi były gubernator Taruta. Dlatego że zachowując majątki (lub ich część), utracili możliwości wpływania na opinię publiczną i władze państwowe.

Koniec czy początek

Jedyny oligarcha, który od początku był po stronie manifestantów na Majdanie – Petro Poroszenko – został prezydentem.

– Nad Ukrainą zawisło niebezpieczeństwo przekształcenia się w Rosję bis, gdzie prezydent osobiście rozsądza spory oligarchów – mówi Portnikow.

Jednak wraz z usunięciem Kołomojskiego ukraińska milicja dokonała widowiskowego aresztowania dwóch szefów urzędu ds. sytuacji nadzwyczajnych: w świetle kamer, w czasie posiedzenia rządu. Kilka tygodni wcześniej premier wymienił szefostwo służb fiskalnych (w tym celnej) pod zarzutem korupcji, a prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie dwóch byłych ministrów z nacjonalistycznej Swobody. W Kijowie mają nadzieję, że to nie jednorazowe akcje, lecz początek długo oczekiwanych reform.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL