Wywiady i opinie

Kwota wolna?

Ernest Bodziuch, dziennikarz telewizji Polsat News
materiały prasowe
Zastanawiam się czy to „coś", od czego nie odprowadzamy podatku można w ogóle tak nazwać.

PWC opublikowało właśnie raport pokazujący jak wyglądają obciążenia podatkowe w Polsce na tle innych krajów Europy. Nasza kwota wolna bije po oczach.

Z raportu wynika, że w 2013 roku chleba za granicą szukało prawie dwa miliony dwieście tysięcy osób. Czy rzeczywiście u nas jest tak źle? Pewnie gdzie indziej można zarobić więcej, ale niższych podatków raczej nie zapłacimy. Szczególnie tam gdzie w większości jeździmy. Polska, jeśli chodzi o koszty pracy, stawki PIT, czy składki ZUS-owskie plasuje się raczej w niższej części rankingu. Znaczy – płacimy mniej. Ale ta nieszczęsna kwota wolna od podatku...

Na Cyprze prawie dwadzieścia tysięcy euro, w Austrii jedenaście tysięcy, w Wielkiej Brytanii niemal trzynaście tysięcy. No dobrze. Oni są bogaci. Ten argument przyjmuję. Ale w Słowenii – do sześciu tysięcy. Słowacy bez podatku mogą zarobić niecałe cztery tysiące euro, Estończycy prawie dwa tysiące. A my? Całe wstrząsające 750 euro.

Zielona wyspa, tygrys Europy, jedno z najszybciej rozwijających się państw kontynentu a słabo zarabiającym nie daje żyć. Chociaż to chyba zbyt delikatne stwierdzenie. Może nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, może posłowie są nieświadomi, może rządzący o tym nie wiedzą? Jeśli tak to przypominam. Minimum egzystencji dla gospodarstwa jednoosobowego w Polsce to 521 złotych miesięcznie. Cóż to oznacza? Przytoczmy definicję. Jest to wysokość dochodu, poniżej której człowiek ma problemy z zaspokojeniem podstawowych potrzeb, co w dłuższym czasie prowadzi do wyczerpania organizmu a w konsekwencji do krótszego życia. Oznacza to, że wszyscy, którzy rocznie zarabiają mniej niż 6252 złote mają taki problem. Kwota wolna od podatku w Polsce wynosi 3091 złotych. A to oznacza, że nasze państwo nic sobie nie robi z osób ledwo egzystujących. Od połowy ich dochodu zabierze im podatek. Może tym państwo politycy chcący startujący w wyborach prezydenckich a za chwilę parlamentarnych powinni się zająć? Czy to dla nich nie jest problem? Może myślą, że wszyscy zarabiają tyle, co oni? Może myślą, że cała Polska wygląda jak Warszawa, w której urzędują? A przecież pochodzą z różnych regionów kraju. Tych biedniejszych także. Potrzebna chwila refleksji? Oj chyba tak. Trochę pomysłów? Raport PWC wiele pokazuje.

We Francji łączny dochód gospodarstwa domowego można podzielić przez liczbę jego członków. W Polsce tylko samotni rodzice mogą rozliczać się z dziećmi. Na Malcie od dochodu można sobie odliczyć opłaty za szkołę czy też przedszkole, można również odpisać koszty poniesione na opiekę nad dzieckiem, opiekę medyczną czy domy dla osób starszych. Może na to nas jeszcze nie stać. Ale żeby drenować portfele ludzi żyjących na granicy ubóstwa to już wstyd. Czy kampania wyborcza nie jest idealnym momentem do tego by zastanowić się nad zmianą tych przepisów? Chyba tak i nawet pojawiły się pierwsze pomysły. Szkoda tylko, że tak szybko wybrzmiały. Choć chciałbym wierzyć, że po wyborach ci, co obiecywali zmiany, o temacie nie zapomną.

Źródło: ekonomia.rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL