Rzecz o prawie

Polski prawnik i rzecznik praw ofiar sądzony w Szwecji za stręczycielstwo

Fotorzepa, Piotr Guzik

Sądzony w Szwecji Krzysztof O., prawnik, rzecznik praw ofiar przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji i doradca kilku ministrów, porównywany jest w Szwecji z Göranem Lindbergiem. Lindberg działał na rzecz pokrzywdzonych kobiet, dlatego obdarzono go przydomkiem Kapitan Sukienka. Stał się uosobieniem szwedzkiego Tartuffe'a. Za fasadą aktywisty krył się ktoś zupełnie inny.

Krzysztof O. stanął przed sądem w Södertörn oskarżony o stręczycielstwo. Nawet jeżeli kupno seksu jest w Polsce w odróżnieniu od Szwecji legalne, to stręczycielstwo jest tam zakazane – tłumaczył prokurator Lars Agren.

Wraz z Krzysztofem O. oskarżeni zostali jego partnerka i kierowca.

Oskarżony, który werbował kobiety w Polsce do prostytucji, miał je zaopatrywać w telefony komórkowe, udostępniać mieszkania, załatwiać ogłoszenia z ofertami seksu, ustalać ceny. Kobiety oddawały mu wszystkie zarobione pieniądze, by w końcu tygodnia otrzymać połowę z powrotem.

W procederze brało udział 15 kobiet. Przestępstwo odkryto, kiedy młoda kobieta w ubiegłym roku uciekła z willi położonej na osiedlu domów letnich na południe od Sztokholmu. Zatrzymała samochód, którego kierowca pomógł jej zawiadomić policję. Opowiedziała, że zwabiono ją do Szwecji obietnicą pracy sprzątaczki. Kiedy jednak policja zwróciła uwagę na jej zdjęcia w sieci, zmieniła wyjaśnienia, twierdząc, że zatrudniono ją jako osobę do towarzystwa. Policja rozpoczęła wówczas śledztwo w sprawie, namierzyła podejrzanych, założyła podsłuch. Z rozmów wynikało wyraźnie, w jaki sposób Krzysztof O. werbował kobiety, mówił o cenach i rodzajach usług, co według prokuratora stanowi niezbite dowody. Panie świadczyły usługi w willi w Huddinge i w mieszkaniu w Södertälje oraz w domach klientów. Trzy podejrzane osoby zatrzymano w ubiegłym roku.

Na przesłuchaniach prawnik twierdził, że chciał założyć biuro adwokackie. Mówił też, że miał zamiar sprzedawać samochody. Zdaniem prokuratora jednocześnie przyznawał się do zarzutów i im zaprzeczał. Właściwie nie wiadomo, jak odnosi się do zarzutów, podkreślał prokurator.

Powiedział też , że mężczyzna był mocno zaangażowany w sprawy ofiar przestępstw w swoim kraju. Jego stanowisko stanowi odpowiednik rzecznika do spraw praworządności w Szwecji. Kariera rzecznika praw ofiar gwałtownie się skończyła, gdy przyłapano go na pośredniczeniu w nielegalnych adopcjach za pieniądze.

Według aktu oskarżenia prawnik od 2013 r. zajmował się werbowaniem młodych Polek do handlu seksem i publikował ich zdjęcia na portalach erotycznych. Proceder miał przynieść 2,2 mln koron (234 tys. euro), z czego większość w Szwecji. W Szwecji kupno seksu podlega penalizacji, dlatego akt oskarżenia dotyczy także sześciu mężczyzn, którzy byli klientami. Ryzykują oni karę grzywny. Jednemu z nich postawione są także zarzuty rabunku. Doszło do tego, gdy przy zakupie seksu odebrał kobiecie pieniądze przemocą.

Szwedzkie uosobienie hipokryzji to prawnik i były szef policji, rektor Wyższej Szkoły Policji, który walczył z dyskryminacją płci, molestowaniem seksualnym i przemocą wobec kobiet. W zarządzie policji był analitykiem w kwestiach równouprawnienia i etyki. Jeździł po kraju, wygłaszając odczyty o równości płci, dla Volvo, Ericssona i ABB. Miał wykład na ten temat nawet na forum ONZ. Za zaangażowanie zbierał laury wśród kolegów po fachu, chwaliła go prasa i politycy.

W 2010 r. Lindberg podejrzany o przestępstwa seksualne został aresztowany i skazany przez sąd apelacyjny na sześć miesięcy więzienia m.in. za kwalifikowany gwałt, pobicie, 28-krotne kupowanie usług seksualnych i jego usiłowanie oraz stręczycielstwo. Jest całkiem prawdopodobne, że ciemna strona działalności Lindberga nie wyszłaby nigdy na jaw, gdyby nie śmierć pewnego 60-letniego stręczyciela. W jego kalendarzyku policja znalazła bowiem nazwisko i numer telefonu byłego szefa policji. Lindberga zatrzymano, gdy był w drodze na spotkanie z 14-letnią dziewczynką, z którą nawiązał kontakt na forum społecznościowym.

Lindberg wyszedł na wolność w ubiegłym roku po odbyciu dwóch trzecich kary.

Nie wiadomo, jaka kara grozi Krzysztofowi O., nazywanemu przez policję polskim odpowiednikiem Kapitana Sukienki. Według prokuratury założyciel Stowarzyszenia Przeciwko Zbrodni im. Jolanty Brzozowskiej za kwalifikowane stręczycielstwo może być skazany na ok. cztery lata więzienia. Gdyby nie niezadowolenie z zarobków jednej z kobiet sprzedającej seks i jej ucieczka z willi, w której ją przetrzymywano, może jeszcze długo nie dowiedzielibyśmy się, co się działo w mieszkaniach wynajmowanych przez rzecznika praw ofiar. Nikt nigdy by go o to nie podejrzewał.

Autorka jest dziennikarką, wieloletnią korespondentką „Rzeczpospolitej" w Szwecji

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL