Piłka nożna

Polski futsal zasługuje na zwycięstwo

Kapitan polskiej reprezentacji w futsalu Artur Popławski
rp.pl
Przed polskimi futsalistami niezwykle trudny ostatni dzień eliminacji do Mistrzostw Europy 2016. Po bezbramkowym remisie z Białorusinami i przegranej 2:3 z Finami szansa na awans zmalała do minimum. A przed Polakami spotkanie z mistrzami kontynentu - reprezentacją Włoch.

O ile w pierwszym dniu turnieju w Krośnie Polacy nie mieli zbyt dużo sytuacji podbramkowych, o tyle w drugim pełno było momentów, w których można było pokusić się o gole. Biało-czerwoni podczas tego meczu oddali 16 celnych strzałów na bramkę przeciwnika, podczas gdy Finowie - tylko 5.

Czytaj także: Polska przegrała z Finlandią

Czytaj także: Mecz Polaków z Białorusinami bez zwycięzcy

- Za tydzień nikt nie będzie pamiętał statystyk. Nie będzie się liczyć to, że byliśmy lepszym zespołem, ale to, że przegraliśmy - stwierdza kapitan polskiej reprezentacji Artur Popławski i dodaje, że jego drużyna spotkanie z Finlandią przegrała mentalnie, bo gdyby jako pierwsza zdobyła gola i dodatkowo wykorzystała chociaż 50 procent okazji, z boiska Polacy schodziliby jako zwycięzcy.

Tymczasem trener Finów Mico Martić podkreśla, że jego podopieczni są na niższym poziomie niż Polacy czy Białorusini, a mimo to gospodarzy eliminacji pokonali. - Obecnie w futsalu liczy się siła fizyczna, co pozwala słabszej drużynie zagrać dobry mecz - podkreśla Mico Martić i przywołuje mecz Finów z Włochami, w którym jego podopieczni całą pierwszą połowę odpierali atak mistrzów Europy. Cztery bramki pozwolili wbić sobie dopiero po przerwie.

Fakt, że Włochom w tych eliminacjach zwycięstwa nie przychodzą tak łatwo, niesie być może nadzieję dla Polaków. Co jednak musiałoby się stać, by biało-czerwoni mogli jeszcze awansować do mistrzostw? Warunkiem koniecznym jest wygrana Białorusi z Finlandią - możliwie niska, bo drugi warunek to wyższe od tego zwycięstwo Polaków z Włochami. Trudne? Ale nie niemożliwe, bo futsal już nie raz widział podobne niespodzianki, czego przykładem jest chociażby grupa 7 eliminacji, w której Kazachstan pokonał Portugalię 3:1.

- Dopóki są matematyczne szanse na awans do mistrzostw, będziemy walczyć - mówi Artur Popławski. - Gdybym nie myślał, że możemy pokonać Włochów, w ogóle nie chciałbym wyjść w sobotę na boisko. Odłożyłbym opaskę kapitana i został w hotelu. W sobotę damy z siebie 200 procent, nikt z nas nie odstawi nogi - dodaje. Zdaniem Popławskiego, mecz z Włochami to dla polskich zawodników szansa na zaprezentowanie swoich umiejętności, bo zmagania mistrzów Europy śledzić będą widzowie z całego kontynentu.

Selekcjoner włoskiej kadry Roberto Menichelli zaznacza, że futsal w Polsce cały czas się rozwija. Przywołuje przy tej okazji pierwsze w Europie szkolenie na licencję trenerską UEFA Futsal B zorganizowane w naszym kraju. Jednak mimo, że Polaków trenuje jego rodak Andrea Bucciol, Menichelli w sobotnim meczu nie da biało-czerwonym forów.

- Zależy nam na kwalifikacji do mistrzostw Europy. Musimy wygrać wszystkie mecze, by podtrzymać dotychczasową reputację - mówi. I bez tej deklaracji wiadomo, że Polakom łatwo pokonać Włochów nie będzie. Dodatkowo, presja jest spora, bo ten mecz, podobnie jak całe eliminacje w Krośnie, to ważny moment dla całego środowiska futsalowego w Polsce, które w awansie do mistrzostw Europy upatruje szansy na wyjście ze sportowej niszy.

W ocenie Artura Popławskiego piłka nożna halowa w ostatnich latach już zrobiła w Polsce spory krok do przodu. Mecze ligowe transmituje telewizja, reprezentacja prowadzona jest przez Włocha Andreę Bucciola. Przed polskim futsalem wciąż jednak wiele kroków do przejścia na drodze do popularyzacji i profesjonalizacji tej dyscypliny. Podobnie jest też w Finlandii, gdzie - jak zaznacza Mico Martić - żaden zawodnik nie utrzymuje się tylko z gry w hali. - Ci, którzy grają w kadrze, dostają jedynie od fińskiej federacji sportowej dzienne diety na bieżące wydatki, ale nie prawdziwe wynagrodzenie - mówi Martić.

Pytany o to, w jaki sposób można pomóc w wypromowaniu futsalu, który na całym świecie przegrywa w starciu z popularnością piłki nożnej, zaznacza, że futsal wcale nie musi walczyć ze "starszym bratem". Wystarczy, by narodowe federacje pomogły piłce nożnej i halówce np. współistnieć w ramach jednego klubu. Doskonałym przykładem tego jest - zdaniem Marticia - portugalska Benfica, która oprócz klubu piłkarskiego posiada też sekcję futsalu.

Mico Martić wspomina też o Pepie Guardioli, który za czasów gdy był trenerem Barcelony wpajał zawodnikom futsalową metodologię. - Uczył ich pracy nad częstym posiadaniem piłki, gry na ograniczonej powierzchni, czyli elementów charakterystycznych dla halówki - mówi Martić. Na koniec dodaje, że futsal i futbol to ta sama sportowa rodzina. A rodzina powinna się wspierać.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL