fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Kosmiczna odyseja Adama i Ewy. Space opera w Teatrze Wielkim w Poznaniu

fot. Michał Leśkiewicz
Teatr
Co może wyniknąć z muzycznej podróży na Marsa? Spektakl, który zaskakuje, intryguje i bawi. Tak jak w Teatrze Wielkim w Poznaniu

Literatura s-f i opera wydają się kompletnie do siebie nie pasować, a jednak współcześni kompozytorzy chętnie penetrują przestrzenie kosmiczne. Wystarczy wspomnieć operę „Cyberiada" według Lema (muzyka Krzysztof Meyera). Inna zaś powieść tego pisarza – „Solaris" – zainspirowała aż dwóch kompozytorów (Japończyka i Niemca).

Teraz, gdy Aleksander Nowak z bułgarskim pisarzem Georgim Gospodinowem postanowili wyruszyć w kosmos, sięgnęli do innych źródeł. Ich „Space Opera", która powstała na zamówienie Teatru Wielkiego w Poznaniu, tytułem odwołuje się do tak określanych, a częstych w kulturze masowej opowieści, by wspomnieć choćby serial „Star Trek". Są i inspiracje bardziej ambitne: „Odyseja kosmiczna 2001" Kubricka czy ubiegłoroczna, oscarowa „Grawitacja".

W „Space Opera" Nowaka małżonkowie – Adam i Ewa – jako pierwsi ludzie odbywają podróż na Marsa, a podczas jej trwania przeżywają uczuciowy kryzys. Ich wyprawa stała się tematem telewizyjnego reality show. I jest jeszcze mucha, która niepostrzeżenie dostała się na kosmiczny statek.

Obecność tego owada – pasażera na gapę potrzebna jest autorom, by dodać filozoficzno-egzystencjalne monologi. Współczesna opera choruje często na nadmiar ambicji intelektualnych „Space Opera" też idzie tym śladem, ale powierzenie rozważań o istocie bytu muszce (o dwóch głosach: sopran i kontratenor) sprawia, że nabierają one charakteru groteskowego i swoistej operowej autoparodii.

Tekst do „Space Opera" jest klarowny, o wyrazistej narracji, wciąga. Widz chce się dowiedzieć, dokąd zaprowadzi bohaterów podróż na Marsa. Muzyka Aleksandra Nowaka (rocznik 1979) nie ma charakteru rewolucyjnego. Kompozytor wierzy w tradycyjny teatr operowy, ale nie powiela sprawdzonych wzorców. Czasem tylko odwołuje się do Richarda Straussa, którego jeden z utworów na zawsze związany już został z filmem Kubricka.

Nowak wie, jak dobrze posługiwać się orkiestrową tkankę, jak tworzyć dźwiękowe plamy smyczków, instrumentów blaszanych i perkusyjnych. Jeśli kogoś taka rekomendacja wystrasza, spieszę dodać, że jego muzyka na ogół korzysta z przyjemnych dla ucha harmonii, choć zaskakuje sposobem wykorzystania brzmień instrumentów, budowania dramaturgii i nastroju, co umiejętnie podkreślił dyrygent Marek Moś.

Reżyserka Ewelina Pietrowiak poprowadziła spektakl na trzech różnych poziomach: kosmicznym, ziemskim i owadzim. Prostotę inscenizacyjnych środków wzbogacają wizualizacje, pokazujące bezmiar wszechświata.

Magdalena Wachowska i Bartłomiej Misiuda są autentyczni w uczuciowych rozterkach Ewy i Adama, Martyna Cymerman i Tomasz Raczkiewicz wręcz przeciwnie – groteskowo nienaturalni jako Mucha. Partneruje im Andrzej Ogórkiewicz jako producent telewizyjny oraz odgrywający ważną rolę chór ziemian. W takim towarzystwie dwie godziny spędzone między Marsem a Ziemią nie są czasem straconym.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA