fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Szczyt w rękach Merkel i Hollande’a

Kanclerz Niemiec oraz prezydent Francji na czwartkowym szczycie UE
AFP
Przywódcy Niemiec i Francji nadali ton spotkaniu przywódców w Brukseli. Poprosił ich o to Donald Tusk.

Anna Słojewska z Brukseli

Unia Europejska otwiera drogę do przedłużenia sankcji gospodarczych wobec Rosji. Na szczycie w Brukseli, który rozpoczął się w czwartek wieczorem, przywódcy 28 państw mieli postanowić o powiązaniu dalszego losu sankcji z pełną realizacją porozumienia mińskiego.

Zniesienie sankcji to byłby błąd

– Nie możemy i nie zniesiemy sankcji, które wygasają w lipcu, dopóki porozumienie mińskie nie zostanie wypełnione. To byłby błąd – powiedziała Angela Merkel na sesji Bundestagu, przedstawiając niemieckie priorytety na szczyt UE. Również Donald Tusk, przewodniczący Rady Europejskiej, przekonywał innych przywódców do utrzymywania presji na Rosję.

– Ukraina musi najpierw odzyskać kontrolę nad granicami – powiedział Tusk. Szef RE postanowił, że to Merkel oraz Francois Hollande, jako uczestnicy porozumienia mińskiego, powinni przedstawić konkretne zapisy pozostałym przywódcom w Brukseli.

Według planu miało tam się właśnie znaleźć powiązanie sankcji z porozumieniem mińskim, czyli w praktyce otwarcie drogi do ich przedłużenia do końca roku. To kompromis między tymi, którzy chcieliby nowych sankcji (jak np. Wielka Brytania czy Litwa), a tymi, którzy opowiadają się za łagodzeniem polityki wobec Rosji, jak np. kraje południa Europy.

Litewska prezydent Dalia Grybauskaite mówiła w czwartek wręcz o konieczności zaostrzania sankcji. – Na wschodzie Europy wcale nie jest spokojnie. Rosjanie właśnie rozmieszczają rakiety Iskander w Kaliningradzie – argumentowała Grybauskaite.

Litwinka była też jedną z tych osób, które opowiadały się za jak najszybszą formalną decyzją o przedłużeniu obecnych sankcji. Większość krajów była jednak za tym, by z tym poczekać. Na podstawie deklaracji politycznej przywódców, w najbliższych miesiącach ministrowie spraw zagranicznych lub ambasadorowie będą mogli formalnie zdecydować o przedłużeniu sankcji.

Sankcje gospodarcze to najmocniejsza obecnie broń wymierzona w Rosję w reakcji na agresję na wschodnią Ukrainę. Obejmują zakaz eksportu części towarów i technologii o podwójnym – cywilnym i wojskowym – zastosowaniu, zakaz finansowania dłuższego niż 30 dni dla państwowych rosyjskich banków oraz innych państwowych firm na europejskim rynku papierów dłużnych, zakaz dla firm unijnych uczestniczenia w konsorcjach bankowych, służących finansowaniu rosyjskich projektów. Zakazują także sprzedaży do Rosji technologii energetycznych w przemyśle naftowym potrzebnych do wierceń w obszarze arktycznym, podmorskich oraz do wydobywania ropy z łupków.

Duet nie do wszystkiego

Tusk do przeforsowania pomysłu przedłużenia sankcji wykorzystał autorytet przywódców dwóch najważniejszych państw UE, uznając, że jeśli dojdzie do porozumienia między nimi, to będzie zgoda wszystkich 28.

Nikt z pozostałych nie podważył tej logiki, bo Merkel i Hollande (obok przywódców Rosji i Ukrainy) byli uczestnikami porozumienia mińskiego. Jednak oficjalne oddawanie pola temu duetowi w innych ważnych sprawach zaczyna już budzić niepokój.

Szef Rady zdecydował bowiem, że w czwartek wieczorem dojdzie do spotkania w sprawie Grecji w gronie szefów unijnych instytucji (Rady, Komisji, eurogrupy i EBC), a także premiera Grecji i duetu Merkel–Hollande.

I choć sam Tusk, jak i Merkel, podkreślali, że na spotkaniu żadne ważne decyzje nie zapadną, to jednak format spotkania wzbudził zdziwienie.

– Inicjatywa spotkania w tym gronie jest dla nas problemem i poruszę tę sprawę – mówił przed wejściem na salę obrad premier Belgii Charles Michel. Przypomniał, że Belgia też pożyczyła pieniądze Grecji i obchodzi ją los tego kraju. Zwrócił uwagę, że skoro już Tusk nie chciał organizować szczytu strefy euro, tylko rozmawiać w mniejszym gronie, to mógł zastosować inną metodę. Zorganizować spotkanie wyłącznie w gronie szefów wspólnotowych instytucji, którzy następnie zdaliby relację przywódcom państw i rządów.

Energetyczne poparcie

Unijny szczyt podjął decyzję o poparciu projektu unii energetycznej, zaprezentowanego kilka tygodni temu przez Komisję Europejską. To pomysł szczególnie ważny dla Polski, bo to Tusk, jeszcze jako premier rządu na wiosnę 2014 roku zaproponował jej stworzenie. I choć ostateczny projekt odbiega od wyobrażeń obecnego szefa Rady Europejskiej, to ciągle daje szansę na zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego. W porównaniu z polskim dokumentem z ubiegłego roku, mniej jest w unii energetycznej nacisku na bezpieczeństwo dostaw, a więcej na walkę ze zmianą klimatyczną i zwiększania efektywności energetycznej.

Ale jest w niej jeden kluczowy punkt, niezwykle kontrowersyjny, który może doprowadzić do osłabienia pozycji Gazpromu. Komisja Europejska uzyska prawo wglądu we wszystkie kontrakty gazowe z dostawcami zewnętrznymi. – Początkowo 13 państw było temu przeciwnych, chciało ograniczenia przejrzystości kontraktów do umów międzyrządowych – mówi nam nieoficjalnie unijny dyplomata.

Jedni ze względu na prorynkowe nastawienie i niechęć do biurokratów czytających poufne dokumenty. Inni ze względu na sympatię do Rosji. Ostatecznie jednak wszyscy zgodzili się na zapis, który otwiera drogę dla większej kontroli KE również nad kontraktami komercyjnymi. Legislacyjne szczegóły propozycji KE przedstawi w ciągu najbliższych miesięcy i wtedy rozegra się ostateczna batalia wśród państw członkowskich.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA