fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Kultura singli

Rafał Tomański
Fotorzepa
Nowe technologie zmieniają świat, jednak nie zawsze kierunek zmian jest jednoznacznie korzystny.

Nauki nie ma się, co bać. Felietonista New York Timesa zajmujący się nowymi technologiami, Nick Bilton, który w minioną środę pisał o negatywnym wpływie komórek i gadżetów do noszenia na nasze organizmy, od razu spotkał się z krytyką innych redakcji. Od osoby, która może pisać o bieżących trendach w tak poważnym tytule jak NYT spodziewane jest o wiele więcej niż powielanie stereotypów i pogłosek o potencjalnie niekorzystnym wpływie tego, co nowe i nie do końca zbadane na zdrowie. Pisanie o nowych technologiach to odpowiedzialność, rzeczywistość zmienia się bowiem tak szybko, że nowe trendy dobrze jest rozumieć, a nie podtrzymywać złowrogie przekonania sprzed lat.

Korzystanie z technologii także wymaga kultury. W serwisie Quartz dzień po artykule Biltona można było znaleźć tekst o tym, jak wygląda przykładowy zestaw aplikacji na smartfonie, który należy do trzynastolatki. Bijan Sabet, inwestor venture zamieścił na Twitterze zrzut ekranu swojej córki. Aplikacje są bardzo ładnie pogrupowane kolorami w odpowiednie foldery, jednak na próżno na ekranie telefonu można szukać ikonki do wykonania połączenia. Telefon młodego człowieka pełen jest gier, komunikatorów, muzyki, video oraz zdjęć, ale sama funkcja dzwonienia zeszła dawno na dalszy plan. W artykule przywołana jest książka Dany Boyd „It's Complicated: The Social Lives of Networked Teens" („To skomplikowane: społecznościowe życie nastolatków podłączonych do sieci"), która podkreśla zmianę technologiczną, jaka dokonała się w ciągu ostatnich lat. Jeszcze niedawno rodzice martwili się, że ich dzieci zbyt dużo czasu tracą na rozmawianiu ze znajomymi przez telefon, dziś to samo urządzenie służy do komunikacji, ale w zupełnie inny sposób.

Niestety coraz częściej korzystanie z technologii po nowemu nie idzie w parze z zachowywaniem zasad kultury. Wystarczy pójść na koncert, żeby zobaczyć, jak nowoczesny człowiek zachowuje się wśród innych. Dla człowieka zanurzonego w mediach społecznościowych koncert to jedynie okazja, żeby znaleźć się w innym miejscu niż wcześniej. Nie zmienia się nic więcej. Facebooka i Twittera sprawdza się, jak i przed rozpoczęciem występu, co chwila sala rozświetla się celownikami lamp błyskowych, które oświetlają otoczenie dla lepszej jakości sweet foci. Muzyka, choć na takim smartfonie-towarzyszu każdej chwili będzie jej pełno, nie ma już znaczenia jako coś, na co się przychodzi, żeby posłuchać i odebrać w chwili skupienia. Kwestia czasu, gdy rozmowy i patrzenie się w ekran nie będą przerywane w kinach podczas filmów.

Nowoczesna technologia oderwała muzyce ważny aspekt. Model kupowania pojedynczych utworów zamiast całych płyt, który zaproponowało Apple wraz z wprowadzeniem iPoda, sprowadził muzykę jako twórczość koncepcyjną do roli maszynki przynoszącej pieniądze. Oczywiście, nic na świecie nie powinno dziać się charytatywnie, ponieważ rzeczy i czas włożony w ich tworzenie kosztują, ale przejście z płyt na single dało możliwość pominięcia całej reszty. W przypadku muzyki ta reszta to wyobraźnia muzyków, którzy poza jednym czy dwoma utworami promowanymi w mediach, wypuszczają na rynek średnio 8-10 pozostałych, które wypełniają płytę.

Przed tym, co teraz można nazwać kulturą singli, koncert miał dla przeważającej większości odbiorców wiele do zaoferowania jako sposób poznawania nowych wrażeń. Premiera nowej płyty i pierwsze koncerty w rozpoczynanej trasie były szansą do bezpośredniego kontaktu z tymi, którzy daną muzykę oddawali ludziom. Można było na własne oczy zobaczyć lekko trzęsące się ręce i usłyszeć pomyłki w tekstach pierwszy raz wykonywanych na żywo. To wszystko pozostaje i dziś, jednak mało kto jest świadom tego, co znajduje się przed nim. Muzycy wciąż chcą dobrze dla słuchaczy i starają się przekraczać kolejne granice własnych możliwości, jednak dla przeważającej większości ich występy to i tak tło do wspominanej selfie albo okazja do wypowiedzenia własnego zdania przy znajomych. Nowoczesna rozmowa nowoczesnych ludzi przy udziale nowoczesnych technologii coraz mniej jest jeszcze wzajemną wymianą poglądów. Dziś to zestaw monologów, jakby rozmawiający komentowali nawzajem swoje posty w sieci. Wystarczyło wybrać się na środowy koncert Ola Walickiego prezentującego w Cafe Kulturalna w warszawskim Pałacu Kultury swoją nową płytę „Kaszebe II". Płyta wykonywana jako całość, pełna ciekawych tekstów, przemyślanej muzyki, pozytywnej energii ze strony doświadczonych muzyków na scenie – każdy z tych elementów rozmywał się już za drugim rzędem ludzi stojących pod sceną. Ci z przodu jeszcze stali i słuchali w ciszy, ale reszta zajmowała się sobą.

Te wszystkie wrażenia nie mają jawić się jako narzekanie osoby o kilka lat starszej od tych, dla których Instagram czy Snapchat jest codziennością. Nie jest to także wylewanie żali na „tą dzisiejszą młodzież". Warto pomyśleć o tym, że rzeczywistość zmienia się szybciej niż nam się wydaje. Ci, którzy na co dzień nie zastanowią się nad sensem tych zmian, nie będą w stanie ich zrozumieć i tym samym nawet nie dostrzegą czegoś negatywnego w swoim zachowaniu. Za kilka lat, na pewno prędzej niż przewidują analitycy, gadżety wejdą na jeszcze wyższy poziom i do masowego odbiorcy trafi technologia rzeczywistości rozszerzonej. Okulary od Google'a i hełmy od Facebooka zostaną zminiaturyzowane do granic i będzie je można bez przeszkód nosić w każdej sytuacji. Gdy człowiek i tak już dziś rozproszony nowoczesną technologią dostanie możliwość obcowania z nią w sposób jeszcze łatwiejszy i intuicyjny, doprowadzi to do bardzo szybkiego zaniku konieczności porozumiewania się twarzą w twarz. Rzeczywistość rozszerzona zgodnie z angielską nazwą (Augmented Reality) wzbogaci to, co trafi przed nasze oczy, a wirtualni asystenci podpowiedzą wszystko o czym tylko będziemy chcieli. Kontakt z drugim człowiekiem będzie zbyt wolny i nudny wobec tego, co zaproponuje AR. Nie trzeba będzie pamiętać o niczym, bo i tak Wikipedia podłączona na stałe do głowy szybciej przypomni sobie informacje.

Nowoczesna technologia potrafi wiele rzeczy ułatwiać, ale nie zwalnia z myślenia o tym, jak z niej w kulturalny sposób korzystać. Inaczej „kultura singli" doprowadzi do emocjonalnej pustki pokolenia skupionego na sobie i tylko i wyłącznie na własnych potrzebach. Rzeczywistość zacznie przypominać inną społeczność osób samotnych, którą obecnie obserwuje się w Chinach. Tamtejsi single to jednak efekt strategii planowania rodziny wprowadzonej przed ponad 30 laty przez Pekin. Tzw. polityka jednego dziecka miała zwalczyć przeludnienie kraju, a w rzeczywistości doprowadziła do nierównowagi młodych mężczyzn nad kobietami. Bardziej opłacało się mieć syna, który zarobi w przyszłości na rodziców, niż córkę, która przyniesie mniej pieniędzy, a i tak w końcu wyprowadzi się do innej rodziny. Single made in China nie mogą łączyć się w pary, bo na 100 kobiet przypada 115 mężczyzn. Z braku innych możliwości koncentrują się na sobie, a ich energia do kreowania rzeczywistości przekształca się w konieczność kupowania sobie kolejnych przedmiotów. Trend można szczególnie obserwować podczas święta singli, 11 listopada, dnia, gdy w dacie znajdują się same jedynki.

Z kultury singli cieszą się prezesi firm zajmujących się e-handlem i najzdolniejsi startupowcy z Doliny Krzemowej. Ich Instagramy, Snapchaty i Facebooki podbijają kolejne miliony użytkowników, nowe modele zarabiania na technologii powstają praktycznie co miesiąc. Jednak wciąż jeszcze nie ma modelu na zachowanie kultury w świecie wypełnionym technologią.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA