Kraj

Liczenie głosów z komórką

wybory
Fotorzepa, Michał Walczak
PO chce zezwolić na nagrywanie liczenia głosów już w tegorocznych wyborach. PiS uważa, że można zrobić więcej.

Prezydencki projekt zmian w ordynacji wyborczej, który jest reakcją na zamieszanie wokół wyborów samorządowych, ma szansę być uchwalony jeszcze przed wakacjami – wynika z informacji „Rzeczpospolitej".

To zbyt późno, by mógł obowiązywać w całości przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi, ponieważ wyklucza to orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który zabronił przeprowadzania istotnych zmian na pół roku przed wyborami.

Jednak szef podkomisji, która zajmuje się projektem, poseł PO Mariusz Witczak deklaruje, że rządzący są gotowi zrobić ukłon w stronę środowisk, które domagają się zwiększenia przejrzystości głosowania. – Niektóre zapisy nie będą kolidować z orzeczeniem Trybunału. Na przebieg głosowania nie wpłynie ustalenie kadencyjności członków Państwowej Komisji Wyborczej i zezwolenie na rejestrację przebiegu liczenia głosów przez mężów zaufania – ocenia Witczak.

Precyzuje, że członkowie komisji mieliby prawo nagrywać liczenie głosów, np. swoim telefonem komórkowym. – Nie mogliby go jednak upubliczniać dla zabawy. Nagranie mogłoby być użyte jedynie w przypadku złożenia protestu wyborczego – tłumaczy poseł.

Urny za 80 mln zł

Dyskusja na posiedzeniach podkomisji, która rozpatruje zmiany w kodeksie wyborczym, jest wciąż otwarta, nie zapadły jeszcze żadne decyzje. Na ostatnim posiedzeniu głos zabrał prof. Marek Chmaj, który jest w tej sprawie sejmowym ekspertem. Stwierdził, że nie dopatrzył się wątpliwości konstytucyjnych, ale zastrzegł, że orzeczenie Trybunału może być poszerzone.

– Z jednej strony Trybunał mówi o tym, że istotne zmiany nie powinny być dokonywane na sześć miesięcy przed pierwszą czynnością wyborczą, ale z drugiej wielokrotnie nam udowodnił, że nie jest związany swoimi poprzednim orzeczeniem – stwierdził konstytucjonalista. Jego zdaniem sędziowie mogą uznać, że zabronione są nie tylko zmiany istotne w kodeksie wyborczym, ale również jakiekolwiek inne.

Swoje opinie w tej sprawie ma też PiS. – To rozstrzygnięcie Trybunału dotyczy tylko tych zmian, które miałyby znaczący wpływ na wynik wyborów. Spośród pomysłów, które są w komisji, przed wyborami niemożliwa byłaby tylko zmiana metody rozdzielania mandatów z D'Hondta na Sainte-Laguë – mówi poseł PiS Grzegorz Schreiber. Odnosi się on do projektu SLD, który również trafił do podkomisji.

Opozycja chciałaby, żeby dyskusja dotyczyła też instalacji kamer w lokalach wyborczych czy wprowadzenia przezroczystych urn.

– Prezydent zawęził postulaty dotyczące nagrywania. Dopuszczenie rejestracji komórką nie sprawia, że trzeba się martwić standaryzacją sprzętu, przechowywaniem nagrań czy ochroną wizerunku głosujących – odpiera Witczak.

Jego zdaniem kwestia urn (zapis ich ujednolicenia jest też w projekcie prezydenckim) nie może być przeforsowana w tym roku ze względów finansowych i technicznych.

Podczas prac komisji okazało się, ze jedna urna kosztuje 1,5–2 tys. zł. – Trzeba przygotować przetargi. Jest też kwestia znalezienia 60–80 mln zł na ten cel – wskazuje Witczak.

– Będziemy starać się o jak największą przejrzystość procesu wyborczego. Ale nawet małe zmiany będą dobrym krokiem – ocenia Schreiber.

Wyjaśnić wątpliwości

Proponowane zmiany w kodeksie nie uspokajają naukowców, którzy m.in. na łamach „Rzeczpospolitej" przedstawiają swoje wątpliwości dotyczące zeszłorocznych wyborów samorządowych.

– Żeby być pewnym uczciwości następnych wyborów, trzeba wyjaśnić wszystkie wątpliwości dotyczące ostatniej elekcji – uważa politolog prof. Jacek Czaputowicz. Wskazuje przy tym, że w kraju były komisje, w których było więcej głosów nieważnych niż ważnych. – Trzeba zbadać, czy osoby zasiadające w tych komisjach mają tytuł moralny, by pilnować przebiegu kolejnych wyborów – zaznacza Czaputowicz.

Ponowne przeliczenie głosów z takich miejsc wykluczył szef PKW Wojciech Hermeliński. – Przeanalizowaliśmy to na posiedzeniu PKW. Doszliśmy ostatecznie do wniosku, że ustawodawca sobie tego nie życzy – stwierdził w rozmowie z nami.

Komisja opublikowała za to oczekiwane przez naukowców tabele z liczbą głosów w poszczególnych obwodach. Wciąż nie ma jednak wyników z Mazowsza. PKW nie dogadała się z firmą Nabino, która przygotowywała wizualizację. Za wprowadzenie tych danych chciała 2 tys. zł. PKW uznała, że powinno być to zrobione w ramach poprzedniego kontraktu.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL