Świat

Brazylia przeciw prezydent Rousseff

AFP
Największe od miesięcy antyrządowe protesty przetoczyły się przez brazylijskie miasta. Brazylijczycy mają dość korupcji i oskarżają prezydent o nieudolne rządy.

To nie pierwsze kłopoty Dilmy Rousseff z niezadowolonymi wyborcami. Już przed obiegłorocznymi mistrzostwami świata w piłce nożnej przez kraj przeszła fala protestów, jednak po kilku dniach ucichły one zepchnięte na plan dalszy przez wielkie wydarzenie sportowe. Prezydent zapewniła wówczas współobywateli, że podejmie reformy, będzie lepiej kontrolowała wydatki budżetu i zajmie się skuteczniejszym zwalczaniem korupcji. Była na tyle przekonująca, że w październiku 2014 r. Brazylijczycy powierzyli jej prezydenturę na drugą kadencję.

Lewicowa prezydent cały czas ma jednak przeciwko sobie silną i dobrze zorganizowaną opozycję, która zaledwie dwa miesiące po rozpoczęciu drugiej kadencji wyprowadziła na ulice brazylijskich miast około miliona demonstrantów. Wielkie marsze protestacyjne odbyły się w niedzielę w wielu miastach. Największy przeszedł przez Avenida Paulista, główną ulicę Sao Paulo (według różnych ocen maszerowało tam od 250 do ponad 400 tys. ludzi). Demonstranci żądali rozpoczęcia procesu impeachmentu prezydent Rousseff.

Bezpośrednim powodem obecnego wybuchu niezadowolenia jest wielki skandal korupcyjny wokół największego państwowego koncernu petrochemicznego Petrobras. Sama Rousseff (która przed objęciem fotela głowy państwa była dyrektorem Petrobrasu) nie jest oskarżana o nielegalne przyjmowanie korzyści, jednak opozycja zarzuca jej brak nadzoru i tolerowanie wyprowadzania z firmy milionów dolarów przez jej lewicowych przyjaciół, którzy rządzili firmą wedle własnego uznania.

Na początku marca Sąd Najwyższy podjął decyzję o rozpoczęciu postępowania wobec 54 wysoko postawionych urzędników, którzy mieli organizować ustawione, lukratywne przetargi na usługi dla Petrobrasu w których udział brały firmy zaprzyjaźnionych przedsiębiorców.

W rzeczywistości przyczyny niezadowolenia Brazylijczyków sa znacznie głębsze. Po latach ciągłego i błyskotliwego wzrostu (średnio 4 proc. rocznie w pierwszej dekadzie XXI wieku) państwo boryka się dziś z poważnymi kłopotami ekonomicznymi i wielu ekonomistów twierdzi, że już w tym roku gospodarka brazylijska może wejść w recesję. Rządowi Dilmy Rousseff i Partii Pracujących opozycja zarzuca brak reakcji na sygnały rynkowe i niedostosowanie gospodarki brazylijskiej opierającej wzrost na eksporcie surowców i produktów rolnych do nowych realiów.

Pogarszająca się sytuacja makroekonomiczna przekłada się na rosnące kłopoty zwykłych obywateli. Odczuwają oni skutki wzrostu cen (w zeszłym roku inflacja wyniosła 22 proc. i była najwyższa od dekady), trudności na rynku pracy i niedostateczną ochronę ze strony państwa.

Sygnałem ostrzegawczym dla rządu jest fakt, ze w obecnych protestach wzięło udział wielu przedstawicieli klasy średniej dotychczas uważanej za beneficjentkę rozwoju gospodarczego kraju. Jeszcze bardziej niezadowoleni są ubożsi pracownicy najemni, którzy uważają, że mimo ciągłych obietnic lewica robi zbyt mało dla wyrównywania olbrzymich różnic społecznych w kraju.

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL