Film

Fotomożliwości, czyli kup pan zdjęcie

Mieczysław Waśkowski, Antoni Nurzyński – „16 fotogramów z filmu taszystowskiego Somnambulicy”, 1957 r. Fotogramy barwne wykonanych z oryginalnych klatek filmowych, papier fotograficzny, błyszczący, 20 x 27,5 cm (każdy). Na dzisiejszej aukcji w Rempeksie wystawione za 89 000 zł (taszyzm, tzw. malarstwo gestu – rozlewanie farb na podłożu, powstał w poł. XX w.)
Udostępnione przez Dom Aukcyjny Rempex
Na Zachodzie już dawno zorientowano się, że to nie aparat robi zdjęcie. Fotografowie uważani są za artystów, rynek fotografii kolekcjonerskiej kwitnie. Podobno wśród polskich kolekcjonerów sztuki fotografia staje się modna.
W 2007 r. odbyła się trzecia edycja londyńskich targów fotograficznych (London Photo), dziesiąta edycja podobnej imprezy w Paryżu (Paris Photo). Coraz więcej osób w Stanach Zjednoczonych i na zachodzie Europy ulubione zdjęcia wiesza na ścianach. Wśród znanych kolekcjonerów są: Madonna, Elton John i Bjork.
W środę w warszawskim Rempexie rozpocznie się pierwsza w tym roku aukcja fotografii kolekcjonerskiej. Organizatorzy spodziewają się tłumów. To ostatni moment, by dobrą polską fotografię kupić praktycznie za grosze. To trzecia tego rodzaju impreza zorganizowana w ramach projektu Polska Fotografia Kolekcjonerska, którego twórcami są portal artinfo.pl oraz Rempex. – Na pierwszej obroty Rempeksu wyniosły 110 tysięcy złotych, na drugiej 160 tysięcy. Dziś do sprzedania jest prawie 260 prac 100 artystów – mówi Rafał Kamecki z artinfo.pl. Są zarówno klasycy fotografii krajobrazowej z początków XX wieku (Jan Bułhak), jak i młodzi artyści wideo-art i performance (Daniel Rumiancew). Ceny wywoławcze wahają się od kilkuset do 32 tysięcy złotych.
Najlepiej opowiada o tym Simon de Pury – szef potężnego nowojorskiego domu aukcyjnego Phillips, de Pury & Co. Jest autorytetem na rynku, prowadzi aukcję w czterech językach równocześnie. Ma swoje przedstawicielstwa w Londynie, Genewie, Berlinie, Brukseli, Los Angeles, Mediolanie, Monachium i w Paryżu. Pod adresem www.phillipsartexpert.com de Pury osobiście wyjaśnia internautom, dlaczego warto kupować sztukę i na czym ten proceder polega. Radzi inwestować w to, co się naprawdę lubi, a nie w to, co teoretycznie się opłaca. Przekonanie, że aby kupować sztukę, trzeba mieć dużo pieniędzy, de Pury nazywa nieporozumieniem. Na rynku znajdzie się coś dla każdego. Nawet jego dom prowadzi aukcje zwane Saturday[AT]Philips, na których sprzedaje dzieła o wartości od 500 do 20 tysięcy dolarów. Według de Pury'ego samo ustalanie wartości dzieła, zanim wystawi się je na aukcję, jest sztuką. Zależy m.in. od tego, jak wcześniej wyceniano podobne prace i jak wyjątkowy jest dany przedmiot. W wypadku fotografii – jednym z istotnych czynników jest tzw. numer edycji – czyli numer odbitki wykonanej z danego negatywu. Im wyższy, tym niższa wartość pracy. Udział w licytacji może wziąć każdy, jednak tam, gdzie ceny idą w setki tysięcy dolarów, aby licytować, trzeba uwiarygodnić swój stan posiadania, zwłaszcza jeśli ktoś licytuje po raz pierwszy. Po wysłuchaniu 29 krótkich i klarownych wyjaśnień de Pury'ego wiemy o wiele więcej, a pod adresem depury.podcastnowproductions.com możemy jeszcze spojrzeć, jak wygląda jego praca. Simon de Pury twierdzi, że właśnie fotografia jest nadzieją sztuki kolekcjonerskiej w przyszłości. I raczej się nie myli. Na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat obroty kolekcjonerskich aukcji fotograficznych na świecie wzrosły o ok. 150 procent. Dwa lata temu rekordy cenowe aukcji były sumami sześciocyfrowymi. Dziś prace aż ośmiu fotografów warte są ponad milion dolarów za zdjęcie. Pięć rekordowo cennych to dzieła artystów współczesnych (Andreas Gursky, Cindy Sherman, Hiroshi Sugimoto, Richard Prince, Piotr Ukłański), trzy fotografie są autorstwa amerykańskich klasyków: Alfreda Stieglitza, Edwarda Steichena i Edwarda S. Curtisa. Absolutnym rekordem jest suma 3 milionów 346 tysięcy 457 dolarów, za którą sprzedano pracę Andreasa Gursky'ego zatytułowaną "99 centów" w roku 2007 na aukcji londyńskiego domu aukcyjnego Sotheby. Zdjęcie zostało wykonane w sześciu odbitkach kolekcjonerskich. Wcześniej inną odbitkę "99 centów" sprzedano za 2 miliony 480 tysięcy dolarów. Drugie miejsce w rankingu należy do Cindy Sherman. Dom aukcyjny Christie w 2007 r. sprzedał jej zdjęcie "Bez tytułu nr 92" za 2 miliony 112 tysięcy dolarów. W rankingu rekordów cenowych jest również Polak. Praca z cyklu "Faszyści" Piotra Uklańskiego została sprzedana w 2005 r. na akcji Phillips, de Pury & Co w Nowym Jorku za jeden milion 71 tysięcy 698 dolarów, co plasuje ją na ósmym miejscu wśród najdroższych fotografii świata. Co ciekawe, cykl Uklańskiego (fotograf mieszka dziś na stałe w Stanach Zjednoczonych) prezentowany był w 2000 r. w Galerii Zachęta. Przedstawia znanych polskich aktorów w mundurach niemieckich oficerów z czasów II wojny. Wystawę w Zachęcie pamiętają zapewne nawet ci, którzy jej nie widzieli. Do galerii wdarł się wówczas Daniel Olbrychski z szablą, którą pociął kilka prac. Opinia publiczna była zszokowana, jednak rozgłos towarzyszący temu wydarzeniu z pewnością przysłużył się artyście, galerii, a może nawet polskiej fotografii kolekcjonerskiej. Rekordowo wysoka suma, jaką wydano dotąd na aukcji fotograficznej w Polsce, to 135 tysięcy złotych (czyli ok. 50 tysięcy dolarów). Tyle właśnie kosztowała fotografia Stanisława Ignacego Witkiewicza "Kolaps, przy lampie" na aukcji zorganizowanej przez Dom Aukcyjny Polswiss Art we wrześniu 2003 r. Prace tego artysty stanowiły jednak ewenement na skalę światową już wtedy, gdy je tworzył. Szczególnie cenne są jego ekspresyjne autoportrety i portrety z lat 1905 – 1930. Na rynku są prawdziwym rarytasem i może właśnie dlatego, mimo że minęło już pięć lat od aukcji w Polswiss, nikt Witkacego nie przebił i na razie się na to nie zanosi. Ze starszych twórców najlepiej sprzedają się: Jan Bułhak, Edward Hartwig, Eustachy Kossakowski, Ryszard Horowitz, Zdzisław Beksiński, Jerzy Kosiński, Zbigniew Libera, Józef Robakowski, Zygmunt Rytka. Wśród najmłodszego pokolenia fotografów brakuje właściwie "pewniaków". Na aukcji w Rempeksie najwyżej wyceniono prace: "Lady's Smock" Teresy Murak (32 tysiące zł), "Stopy" Józefa Robakowskiego (21 500 zł) czy "Monidło dla Polski na XXI wiek" Ryszarda Waśki (14 200 zł). Są fotografowie, którzy swoje zdjęcia już dziś sprzedają za granicą – np. laureat World Press Photo 2008 i Picture of the Year 2008 Tomasz Gudzowaty z Yours Gallery czy Izabela Jaroszewska, szefowa Europejskiej Szkoły Fotografii. Na Zachodzie obrót dziełami sztuki odbywa się za pośrednictwem galerii i aukcji. U nas wielu fotografów od lat nie miało własnych wystaw. – Większość fotografów w Polsce zdana jest sama na siebie. Muszą zarabiać pieniądze, żeby żyć, artystami mogą być ewentualnie w niedzielę. U nas prawie nie ma galerii, które reprezentowałyby ich na rynku, tak jak w zachodnim świecie fotograficznym. Tymczasem 500 km stąd, w Berlinie, takich galerii są dziesiątki – mówi Maja Kaszkur, fotograf i kurator Yours Gallery. Przemysław Pokrycki wymyślił projekt, który pozwala mu równocześnie zarabiać i być artystą. Tytuł "Chrzty, komunie, śluby, pogrzeby" mówi wszystko. – Fotografuję różne tego rodzaju okazje, czasami nawet za niewielkie pieniądze, bo cały projekt finansują śluby z dużych miast. Jednak na każdej uroczystości wykonuję jedno zdjęcie tylko dla siebie. Zazwyczaj zdjęcie przy stole. I wtedy właśnie jestem artystą – opowiada Pokrycki (pracę z tego cyklu wyceniono na aukcję na 4 tysiące złotych). – Organizując aukcję, obdzwoniłam dziesiątki fotografów, niektórych musiałam gorąco namawiać, by wzięli w niej udział. Część z nich nie wierzyła, że ta inicjatywa ma jakiś sens i nie chciała się wysilać. Dla innych problemem było opisanie prac, które ewentualnie mogli sprzedać – opowiada Agnieszka Gniotek z portalu artinfo.pl. Opis, czyli tzw. sygnatura pracy wystawionej na aukcję, ma znaczenie zasadnicze – dzięki informacjom w niej zawartym potencjalny kolekcjoner może ocenić wartość dzieła. Prawidłowa sygnatura powinna zawierać: autora, tytuł, rok powstania pracy, rodzaj odbitki, nakład. Ponieważ po wojnie rynek fotograficzny w Polsce był praktycznie martwy, wielu artystów przestało jakkolwiek opisywać swoje zdjęcia. Dziś już nie pamiętają, ile odbitek której pracy wykonali, w którym roku powstała. Bronić się w tej sytuacji możemy jedynie, przyjmując pogląd, że brak sygnatury to polska specyfika, znak czasu, element historii, dodatkowy smaczek dla zainteresowanych polską sztuką. Miejsc, w których chętnie pokazuje się fotografię, jest w Polsce kilka, może kilkanaście: Luksfera, Bema 65, Zachęta, Bunkier Sztuki, Foksal, warszawskie Centrum Sztuki Współczesnej, Raster, B&B, Yours Gallery – to te najbardziej znane. – O dojrzałości rynku sztuki świadczy m.in. jego rozwarstwienie. W Nowym Jorku są galerie, które handlują wyłącznie pracami artystów najwyższej klasy, są też takie, gdzie można kupić dobrej jakości odbitki o niczym – po prostu ładne zdjęcia do domu. Pomiędzy tymi dwoma skrajnościami jest wiele innych galerii, z których każda specjalizuje się w zaspokajaniu bardzo konkretnych potrzeb odbiorców fotografii – mówi Krzysztof Pijarski, historyk sztuki, artysta fotograf, tłumacz. Projekt Polska Fotografia Kolekcjonerska można oczywiście krytykować. Za fatalną ekspozycję zdjęć na wystawie przedaukcyjnej, brzydko wydany katalog, brak konsekwencji w doborze wystawionych prac (obok naprawdę dużo wartych, jak choćby "Nihon" Tomasza Niewiadomskiego, są tu zdjęcia po prostu słabe). Jednak z punktu widzenia rynku i sztuki polskiej fotografii tego projektu nie sposób przecenić. Jego autorom należy się eksponowane miejsce w historii polskiej fotografii kolekcjonerskiej. Dom Aukcyjny REMPEX, Warszawa, ul. Karowa 31, aukcja polskiej fotografii w środę 0 17.00
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL