Muzyka

Polacy znów śpiewają w Nowym Jorku

Piotr Beczała
Fotorzepa, Darek Golik
Pięcioro naszych artystów wystąpi w sześciu przedstawieniach najsłynniejszego teatru świata.
W ogłoszonym właśnie programie nowojorskiej Metropolitan Opera na sezon 2008/2009 najczęściej powtarza się nazwisko tenora Piotra Beczały. Pojawi się on w trzech scenicznych wcieleniach. W październiku zaśpiewa Edgara w „Łucji z Lammermooru" Donizettiego (w roli tytułowej – Niemka Diana Damrau), natomiast w styczniu i w lutym wystąpi jako Leński w „Eugeniuszu Onieginie" Czajkowskiego oraz Książę Mantui w „Rigoletcie" Verdiego. W tym drugim przedstawieniu Gildą będzie Aleksandra Kurzak.
– Te spektakle mam zaplanowane od trzech lat, był zatem czas, by się do nich psychicznie przygotować – powiedział „Rz" Piotr Beczała. – Kiedy jednak pierwszy raz wszedłem do Metropolitan, czułem, że duch tradycji jest tam wszechobecny. Ale swą atmosferą ta opera nie przypomina świątyni sztuki, niewiele jest teatrów, gdzie artystów otacza się taką życzliwością. Swoistą sensacją jest powrót do Metropolitan Opera Ewy Podleś, która na tej scenie zadebiutowała już w latach 80. i nigdy więcej nie wystąpiła, mimo że w USA cieszy się nieprawdopodobnym wręcz uwielbieniem publiczności. Amerykańscy krytycy nieraz domagali się, by dyrekcja tego teatru nie zapominała o Ewie Podleś, ale ich postulat dopiero teraz został uwzględniony. Na przełomie września i października wystąpi jako Cieca w „Giocondzie" Ponchiellego.
Artystą stale współpracującym z nowojorskim teatrem jest natomiast baryton Mariusz Kwiecień. W grudniu i styczniu po raz kolejny zaśpiewa Marcella w „Cyganerii" Pucciniego, a kilka tygodni później – Henryka Ashtona w drugiej serii przedstawień „Łucji z Lammermooru". Będzie wówczas partnerem najsłynniejszego duetu: Anna Netrebko (Łucja) i Rolando Villazon (Edgar). – Kiedy dostałem pierwszy angaż do Metropolitan, zadzwoniłem do mamy do Polski i powiedziałem: Jestem chyba w niebie. – opowiada Mariusz Kwiecień. – Dziś nabrało ono dla mnie bardziej ziemskich wymiarów, znam w tym teatrze każdy zakamarek, wracam do niego co roku, ale nadal uważam, że jest to świątynia. Po ubiegłorocznym debiucie w „Aidzie" kolejną propozycję otrzymał drugi nasz eksportowy baryton Andrzej Dobber. Tym razem w październiku wcieli się w Germontaojca w „Traviacie" Verdiego. Po raz ostatni równie wielu polskich artystów można było zobaczyć w Nowym Jorku w latach 80., kiedy to z Metropolitan Opera związani byli: Teresa Kubiak, Teresa Żylis-Gara, Wiesław Ochman i dyrygent Kazimierz Kord.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL