Komentarze

Wilczy bilet za przeszłość w Lidze Republikańskiej?

Oprócz Centralnego Biura Antykorupcyjnego mamy w Polsce również Centralne Biuro Śledcze. A właściwie dwa. Ale to prawdziwe - szybsze i skuteczniejsze - działa w “Gazecie Wyborczej”.
Przez parę miesięcy, sekundując niezłomnej Julii Piterze z Kancelarii Premiera, usiłowało ono udowodnić, że CBA łamie przepisy, nie przestrzega procedur, a może nawet jest organizacją przestępczą. Jednak wszelkie zarzuty po kolei upadały, choćby ostatnio, kiedy prokuratura po raz drugi umorzyła śledztwo w sprawie wywiezienia przez CBA kart pacjentów ze szpitala MSWiA “z powodu niezaistnienia przestępstwa”. Nie udało się także dotąd udowodnić, że Centralne Biuro Antykorupcyjne działało na zlecenie polityczne, bo ofiarami jego działalności byli przecież także ludzie związani z rządem Kaczyńskiego.
W tej trudnej sytuacji “Gazeta” postanowiła uciec się do innej sztuczki. Po co zajmować się stawianiem zarzutów złamania prawa (i tak je obala prokuratura), skoro wystarczy zrobić listę dyrektorów CBA i wyliczyć: ten miał związki z PiS, ten z Lechem Kaczyńskim, a ten z Ligą Republikańską. Milutki donosik został już zauważony tam, gdzie trzeba. Szef MSWiA Grzegorz Schetyna aluzju poniał i ogłosił, że “CBA nie jest apolityczne”, a Mariusz Kamiński powinien się odnieść do publikacji. Żeby nie było wątpliwości, nie chodzi o to, że dziennikarze nie powinni się interesować, kto został zatrudniony w ważnej instytucji. Wręcz odwrotnie. Sami po umorzeniu przez wicepremiera Waldemara Pawlaka kary spółce J&S Energy pytaliśmy głośno, czy to przypadek - bo w tej firmie pracują byli działacze PSL.
Tyle tylko, że pracownikom Centralnego Biura Antykorupcyjnego nikt dotąd nie udowodnił ani przekroczenia przepisów, ani działania na rzecz jakiejś politycznej siły. Dowodem obciążającym instytucję ma być nie jej złe, nieskuteczne czy szkodliwe działanie, ale skład personalny. Być może rzeczywiście ludzie zatrudnieni przez Mariusza Kamińskiego są związani wyłącznie z politycznym obozem PiS, choć nie ma co do tego pewności, bo już się okazało, że na liście “Gazety” były osoby przypisane Lidze Republikańskiej, które w rzeczywistości wywodziły się z Unii Wolności. Jednak na razie, póki ta instytucja dobrze działa i nikt jej nie potrafił niczego udowodnić, to najwyżej powód, aby uważnie przyglądać się działaniom jej funkcjonariuszy. Czy Mariusz Kamiński, zatrudniając właśnie tych, a nie innych ludzi, złamał prawo? A niby kogo miał przyjąć do pracy? Może ludzi, których ułaskawiał Aleksander Kwaśniewski? I co właściwie sugeruje “Wyborcza”? Że za przeszłość w Lidze Republikańskiej należy się wilczy bilet? Czekamy na kolejne listy śledcze. Przecież setki potencjalnych wrogów Rzeczypospolitej miłości mogą tkwić jeszcze w licznych urzędach. Ogary, ruszcie w las!
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL