Wiadomości

Tęsknota za lepszą lewicą

Wojciech Olejniczak, Izabela Jaruga-Nowacka i Romuald Ajchler
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Polacy chcą partii, która będzie pomagała najbiedniejszym, zadba o wyrównywanie szans i przypilnuje rozdziału Kościoła od państwa
Blisko 90 proc. Polaków chciałoby partii, której głównym celem byłaby pomoc ludziom najbiedniejszym i wykluczonym – wynika z sondażu GfK Polonia przeprowadzonego na zlecenie „Rz”. 85 proc. ankietowanych uważa, że w Polsce potrzebne jest ugrupowanie walczące o równe szanse życiowe dla wszystkich obywateli. 62 proc. respondentów opowiada się za partią dbającą o interesy pracowników najemnych. A prawie co drugi Polak jest zdania, że przydałaby nam się siła polityczna pilnująca rozdziału Kościoła od państwa.
Do wszystkich tych wartości od lat odwołuje się Sojusz Lewicy Demokratycznej. Na dodatek w ostatnich dniach wykonał ostry zwrot w lewo – wziął rozwód z Partią Demokratyczną i zaczął eksponować lewicowe poglądy, np. antyklerykalizm Joanny Senyszyn, wiceprzewodniczącej Sojuszu. Społeczne poparcie dla SLD waha się jednak ostatnio w granicach od 4 do 8 proc. Dlaczego? Obserwatorzy sceny politycznej są zgodni: SLD jest partią niewiarygodną, większość wyborców po prostu nie wierzy, że ugrupowanie Wojciecha Olejniczaka naprawdę wyznaje wartości, które niesie na sztandarach. Jednak nie tylko to jest problemem naszej lewicy. Część jej haseł, takich jak pomoc najuboższym, została przejęta przez partie prawicowe. – Na przykład osoby konserwatywne pod względem obyczajowym uważają, że powinna być jakaś partia pomagająca najuboższym i wykluczonym – wyjaśnia socjolog Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jego zdaniem nawet postulat rozdziału Kościoła od państwa może być bliski sercu wyborcy o umiarkowanych poglądach, a nie tylko wojującego lewicowca.
– Niewykluczone, że nasza lewica powinna się pogodzić z faktem, iż nie ma na nią większego zapotrzebowania – mówi Flis. – I wcale nie będziemy jakimś dziwolągiem na skalę światową, bo w Irlandii dominują dwie partie prawicowe, a lewica od dziesięcioleci nie jest w stanie zdobyć więcej niż 10 proc. poparcia. Politolog prof. Kazimierz Kik z Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego w Kielcach uważa jednak, że w naszym społeczeństwie istnieje ogromne zapotrzebowanie na partię lewicową. – Ale nie taką jak SLD czy SdPl – zaznacza Kik. – Obie wywodzą się z PZPR, która była partią władzy, a takie formacje nie są lewicowe, bo zawsze władza będzie dla nich ważniejsza od wartości. Jego zdaniem sondaż „Rz” wskazuje, że nasze społeczeństwo potrzebuje przede wszystkim lewicy społecznej. – Tymczasem Sojusz szuka swojej szansy w lewicy światopoglądowej i to jest jego błąd – ocenia Kazimierz Kik. – Eksponuje antyklerykalną twarz Joanny Senyszyn, a powinien prezentować twarz człowieka umęczonego pracą i codzienną egzystencją. Tylko że takiej wiarygodnej twarzy w SLD po prostu nie ma. Czy z tej sytuacji lewica ma jakieś wyjście? Zdaniem Kika tylko jedno, i to niezbyt optymistyczne. – Sojusz musi dojść do dna i zniknąć ze sceny politycznej – uważa politolog. – Dopiero wtedy powstanie miejsce dla prawdziwej lewicy, która będzie rozumiała potrzeby społeczeństwa. Lider SLD Wojciech Olejniczak nie zgadza się z taką konkluzją. – Wyniki tych badań są zgodne z moimi obserwacjami, a Platforma nie spełni społecznych oczekiwań – stwierdza szef Sojuszu. – Dlatego wykonaliśmy programowy zwrot w lewo i nasz sukces jest murowany. masz pytanie, wyślij e-mail do autorki e.olczyk@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL