Komentarze

Rafał A. Ziemkiewicz: Mądrość etapu

Na pochyłe drzewo kozy skaczą, żadne to odkrycie. Takim właśnie pochyłym drzewem stał się, po niezbyt fortunnym dla niego zamieszaniu wokół ratyfikacji traktatu lizbońskiego, Jarosław Kaczyński (od niedawna zwany również Judaszem).
Proszę zauważyć, iż żaden ze zbuntowanych posłów i senatorów radiomaryjnej części PiS nie użył argumentów pozwalających sądzić, że gdyby ustawa ratyfikacyjna brzmiała inaczej, to on by ratyfikację poparł. Przeciwnie, wszystkie ich argumenty są argumentami przeciwko traktatowi, a nawet więcej, przeciwko Unii Europejskiej jako takiej – równie aktualnymi dziś jak pół roku czy rok temu.
Trudno więc nie spytać, dlaczego owi tak zajadli w tej chwili obrońcy polskiej niezawisłości nie protestowali przeciwko targowicy wtedy, gdy ów straszliwy akt "nowego zaboru Polski" się odbywał? Gdy Judasze-Kaczyńscy frymarczyli ojczyzną w Brukseli i Madrycie? Odpowiedź jest prosta: dlatego, że wtedy Judasz pogoniłby protestujących precz z list wyborczych, a wtedy nici z diety i ryczałtów. No dobrze, ale sam ojciec dyrektor miejsca na liście nie potrzebował. Nie sposób nie zapytać, czemu wtedy jego rozgłośnia nie była ani odrobinę tak pryncypialna, czemu wówczas nie zrzucała Kaczyńskiego z anteny, ale przeciwnie, tonowała wypowiedzi krytyków traktatu. Odpowiedź i tu nasuwa się szybko – bo wtedy Kaczyński nie dałby unijnych milionów na dzieła fundacji Lux Veritatis ani na wiercenia. Dziś ojciec dyrektor przypomniał sobie nie tylko o obronie polskiej niezawisłości, lecz nawet o życiu poczętym. Ale przecież gdy PiS opuszczał z tego właśnie powodu Marek Jurek, ojciec dyrektor dziwnie nabrał w usta wody. Geotermalnej. Ciekawe, że żaden z jego fanów nie odważa się tego zauważyć.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL