fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Sebastian Mila po meczu z Gruzją

Sebastian Mila
Fotorzepa, Piotr Nowak now Piotr Nowak
Szkoda, że nie zdecydowałem się na podobny strzał przeciwko Szkocji w Warszawie, bo mielibyśmy komplet zwycięstw - mówi Sebastian Mila.
Dociera do pana, że jest jednym z głównych architektów znakomitych występów reprezentacji Polski w eliminacjach mistrzostw Europy?
Nie wiem co powiedzieć, na pewno jest dużo lepiej niż się spodziewałem. Zresztą, niczego się nie spodziewałem. Kiedy trener Adam Nawałka jakiś czas temu zadzwonił do mnie i zapytał, jak się czuję, nie wierzyłem, że mogę wrócić do reprezentacji. To była dla mnie abstrakcja. Nie umiem się nie uśmiechać, jestem strasznie szczęśliwy, że mogę teraz tutaj być, że zagrałem od pierwszej minuty. Graliśmy na bardzo trudnym terenie, z trudnym przeciwnikiem, a odnieśliśmy przekonujące zwycięstwo. Gruzini nie lubią tutaj przegrywać, zwłaszcza tak wysoko, wiedzieliśmy, że będzie ciężko, ale się udało.
Przy golu na 3:0 od początku wiedział pan, jak strzeli?
Tak, dostałem świetne podanie, jeśli wam się podobało, to się bardzo cieszę, ale i tak większą radość odczuwam z tego powodu, że wygraliśmy i jesteśmy liderami grupy. Mamy naprawdę dobrą drużynę wokół której i w której jest doskonała atmosfera. Mam nadzieję, że to dopiero początek. Szkoda, że nie zdecydowałem się na podobny strzał przeciwko Szkocji w Warszawie, bo mielibyśmy komplet zwycięstw.
Zwycięstwo cieszy, ale gra w pierwszej połowie już mniej.
A już się martwiłem, że pana na tym meczu nie było... Wiedzieliśmy, że będzie ciężko i proszę mi uwierzyć, że pierwsze połowy jeszcze nie raz będą tak wyglądały. Przeciwnik był trudny, grał u siebie o punkty w eliminacjach Mistrzostw Europy, ale my nauczyliśmy się tego, że chcemy wygrywać, a nie pięknie grać.
Tak jak po meczu z Niemcami spodziewa się pan transparentów w garażu po powrocie do Wrocławia?
Sąsiedzi już się napracowali, mam nadzieję, że niczego nie planują. Tylu gratulacji co za gola w meczu z Niemcami nie dostałem nigdy, to bardzo przyjemne, ale z drugiej strony – onieśmielające. Nie daję o sobie zapomnieć i mam nadzieję, że będzie tak dalej, naprawdę ciężko pracuję, mam wsparcie kolegów i trenerów, chcę dla tej kadry zostawić serducho na boisku.
Zwycięstwo z Niemcami zbudowało tę drużynę?
Myślę, że tak. Bez kokieterii – jesteśmy tylko ludźmi i potrzebowaliśmy wsparcia. Dostaliśmy je wygrywając z mistrzami świata, to wsparcie nas poniosło. Nie uważam, że balonik jest sztucznie pompowany, ale świetna atmosfera sprawia, że dużo łatwiej osiąga nam się cele.
Decyzja o dymisji Temura Kecbai ogłoszona jeszcze przed meczem ułatwiła wam zadanie w Tbilisi?
Obawiałem się, że Gruzini będą tutaj gryźć trawę dla swojego trenera... Ale jeśli tak wyglądało ich gryzienie trawy, to chyba Kecbai specjalnie nie lubili. My o Gruzji już zapominamy, chciałbym jeszcze po jakimś golu pokazać serduszko do Uli i Michalinki, ale nie mogę być zachłanny. Wystarczy mi, że awansujemy, teraz czas myśleć o Irlandczykach i Szkotach. A we wtorek zagram we Wrocławiu na swoim stadionie w towarzyskim meczu ze Szwajcarią. Mam nadzieję, że będę miał doping.
Rozmawiał w Tbilisi Michał Kołodziejczyk
>
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA