fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Wielka Brytania gra nie fair

Iain Duncan Smith, brytyjski minister pracy, wstrzymał wypłatę świadczeń dla bezrobotnych z Polski, którzy wrócili do kraju
Bloomberg, Chris Ratcliffe Chris Ratcliffe
Jędrzej Bielecki
Imigranci przybywają dziś ?na Wyspy głównie z południa Europy. ?Ale Cameron chce uderzyć w Polaków.
Aby utrzymać się u władzy po wyborach w maju 2015 r., brytyjski premier ma prosty plan: radykalnie ograniczyć liczbę przyjezdnych z Unii.
– Taki sam program mają także laburzyści i liberalni demokraci. Imigracja stała się jednym z najważniejszych problemów dla brytyjskiej opinii publicznej, a dodatkowo tradycyjne partie polityczne obawiają się odpływu wyborców do populistycznej, eurosceptycznej Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) ?– mówi „Rz" John Springford z londyńskiego Center for European Reform (CER).

Integracja na głowie

Mimo poprawy koniunktury gospodarczej najnowszy sondaż dla „Sunday Timesa" daje tylko niewielką przewagę torysom (36 proc.) nad Partią Pracy (34 proc.), podczas gdy UKIP może już liczyć na 14 proc. poparcia.
W tej sytuacji konserwatyści postanowili uderzyć mocno. W weekendowym wywiadzie dla „Daily Telegraph" minister pracy Iain Duncan Smith zapowiedział, że ceną za pozostanie Wielkiej Brytanii w Unii jest przyznanie jej prawa do nałożenia limitów liczby przyjezdnych z pozostałych państw Wspólnoty.
– Kontrola imigracji musi się znaleźć w rękach poszczególnych krajów członkowskich, jeśli mają one pozostać w zjednoczonej Europie – uważa Smith.
To oznaczałoby postawienie na głowie całego systemu integracji.
– Od 1957 r. swoboda przemieszczenia się osób, podobnie jak wolny przepływ kapitału, towaru i usług, jest podstawą integracji. Przynosi ona korzyści państwom, przedsiębiorcom i samym imigrantom – przypomina „Rz" Jonathan Todd, jeden z rzeczników Komisji Europejskiej.
A minister ds. europejskich Rafał Trzaskowski podkreśla w rozmowie z naszą gazetą: ?– Polska nie zgodzi się na podważanie fundamentalnych zasad rządzących jednolitym rynkiem. Blokując siłę roboczą, która przyczynia się do rozwoju brytyjskiej gospodarki, Londyn sam sobie strzeli w stopę.
Smith uważa jednak, że o ile wolność przepływu kapitału, usług i towarów, które są warunkiem rozwoju brytyjskich banków i przedsiębiorstw w Unii, powinna pozostać nietknięta, o tyle przemieszczanie się osób musi zostać ograniczone. Jego zdaniem działa ono sprawnie tylko między krajami o porównywalnej gospodarce, ale przestaje mieć sens, kiedy mieszkańcy biednych państw mogą bez przeszkód przenosić się do bogatszych państw członkowskich.
– Jeśli takie zjawisko rozwinie się na dużą skalę, może prowadzić do buntów obywatelskich, wzrostu bezrobocia i napięć społecznych – tłumaczy Smith. – Poszczególne kraje powinny mieć prawo samodzielnie rozwiązać ten problem poprzez wprowadzenie ogólnych kwot tak, aby dało się określić liczbę osób, które chce się przyjąć – dodaje.

Ćwierć miliona imigrantów

Zdaniem Smitha, jednego z czołowych liderów konserwatystów, zmiana reguł imigracji będzie podstawowym postulatem brytyjskigo rządu w negocjacjach z Brukselą nad  nowymi warunkami członkostwa przed zapowiadanym przez Camerona na 2017 r. referendum w sprawie pozostania kraju we Wspólnocie.
Przeprowadzenie takiego głosowania stało się w poniedziałek jeszcze bardziej prawdopodobne po ujawnieniu przez „Financial Times", że do tej pory proeuropejscy liberalni demokraci, którzy współtworzą koalicję rządową, są gotowi zgodzić się na takie głosowanie.
Przed przejęciem władzy w maju 2010 r. Cameron obiecał, że ograniczy do „kilkudziesięciu tysięcy rocznie" liczbę osób osiedlających się w Zjednoczonym Królestwie.
To się jednak nie udało: między marcem 2013 i marcem 2014 r. do Wielkiej Brytanii przyjechało o 243 tys. więcej osób, niż z niego wyjechało, wobec 175 tys. w poprzednich 12 miesiącach. Tyle że, jak podaje brytyjski MSW, przyjezdni z ośmiu krajów przyjętych do Unii w 2004 r. wcale nie są za ten wzrost odpowiedzialni. W omawianym okresie przyjechało ich bowiem 69 tys. (wobec 63 tys. w okresie marzec 2012–marzec 2013), z czego około połowy z Polski.
Znacząco (z 92 do 112 tys.) wzrosła natomiast w tym czasie  liczba imigrantów z 15 „starych" krajów członkowskich. To przede wszystkim wynik bardzo wysokiego bezrobocia wśród młodych Hiszpanów, Włochów, Portugalczyków czy Greków. Włoski konsul w Londynie Massimiliano Mazzanti ocenia, że w Królestwie mieszka już 500 tys. jego rodaków, niewiele mniej niż Polaków, których liczbę Home Office szacuje na 700–900 tys. Od 2010 r. do Wielkiej Brytanii przyjechało także 200 tys. Portugalczyków, a od 2008 r. 133 tys. Hiszpanów. Rumunów i Bułgarów, którzy od 1 stycznia mogą bez przeszkód osiedlać się w Królestwie, przybyło między marcem 2013 roku i marcem 2014 r. 28 tys., przeszło dwa razy więcej niż w poprzednich 12 miesiącach.

Kłopot dla Tuska

Gdyby jednak koncepcja Smitha została wprowadzona w życie, ograniczenia dotknęłyby przede wszystkim Polski, której poziom rozwoju (69 proc. średniej europejskiej w ub.r.) wciąż dalece odbiega np. od Hiszpanii (95 proc.).
– Oni chcą utrzymać swobodę przemieszczania się dla bankierów z City, ale już nie dla osób, które pracują w hotelach. Następnym krokiem będzie zablokowanie towarów z biedniejszych krajów pod pozorem, że nie spełniają norm sanitarnych – mówią polskie źródła dyplomatyczne.
Nowa inicjatywa Londynu stwarza poważny kłopot dla Donalda Tuska. Zaraz po uzyskaniu nominacji na przewodniczącego Rady Europejskiej 30 sierpnia premier zapowiedział: „Unia Europejska, i ja osobiście, z pewnością wyjdziemy naprzeciw obawom wyrażanym przez Wielką Brytanię".
Jednak źródła w otoczeniu premiera przyznają, że ta oferta nie dotyczyła tak poważnych zmian, jakie proponuje Smith.
– Możemy zastanowić się nad wzmocnieniem kontroli nadużyć systemu zabezpieczeń socjalnych przez emigrantów, choć to zupełny margines, ale nic więcej – mówią nasi rozmówcy.
Polacy wpłacają o 1/3 więcej do brytyjskiego budżetu, niż z niego otrzymują w postaci świadczeń socjalnych. Mimo to Smith dwa tygodnie temu niespodziewanie wstrzymał przekazywanie przez Londyn zasiłków dla bezrobotnych, którzy często po latach wnoszenia składek w Zjednoczonym Królestwie stracili pracę i wyjechali do Polski, Czech czy na Łotwę.
– Jest jasne, że Wielka Brytania popełniła błąd – powiedziała Michaela Marksova-Timonova, czeska minister pracy.
Jeśli sprawy nie uda się rozwiązać w trakcie październikowego spotkania ministrów pracy w Brukseli, na wniosek państw Europy Środkowej zajmą się nią w grudniu sami przywódcy Unii.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA