fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Uczelnie przed wielką zmianą

Fotorzepa, Dor Dorota Awiorko-Klimek
Większość dzisiejszych wykładowców ukształtowała swoją wiedzę i warsztat badacza w świecie linearnej informacji, tradycyjnych książek i konferencyjnych prezentacji – pisze minister nauki i szkolnictwa wyższego.
W Polsce rok 1989 obudził w społeczeństwie nowe aspiracje. Studiować chcieli niemal wszyscy, a nowe uczelnie wyrastały jak grzyby po deszczu. Powstał potężny sektor uczelni prywatnych – nowa instytucja okresu transformacji. Ogromny popyt na wiedzę i dyplomy nie sprzyjał jednak wprowadzaniu nowoczesnych metod kształcenia. Utrwalił się też tradycyjny, „stary" model zarządzania uniwersytetami.

Niż to szansa

Polskie uczelnie nie mają już jednak czasu do stracenia. Dużo jest obaw, że niż demograficzny je zdziesiątkuje. Ale stanowi też szansę, może pomóc wyzwolić potrzebne zmiany. Na pewno nie powinien nikogo zaskakiwać, prognozy znaliśmy od dawna.
W 2010 roku było 1,8 mln studentów, teraz jest ich 1,5 mln, a do 2025 roku liczba studentów skurczy się o kolejnych 300 tys. Czy część z istniejących w Polsce 450 szkół wyższych zniknie? Tak, to nieuniknione. Dziś są nadmiernie rozproszone, a jakość studiów często pozostawia wiele do życzenia. Ale  „zniknie" nie musi oznaczać „zbankrutuje".  Mniejsze uczelnie muszą się łączyć w nowe, silniejsze ośrodki.
W ustawie o szkolnictwie wyższym, która wchodzi w życie już za miesiąc, zapisaliśmy nowe zasady tworzenia związków uczelni. Będą mogły wspólnie prowadzić badania i starać się o granty, prowadzić działalność gospodarczą, a na mocy innych przepisów także otwierać wspólne studia. Trzy spore państwowe uczelnie w Krakowie – AGH, Politechnika Krakowska i Uniwersytet Rolniczy – już przygotowują się do utworzenia związku. Podobnie dzieje się we Wrocławiu.
Niż to także mniej studentów przypadających na jednego wykładowcę – a więc szansa na poprawę jakości studiów, pracę  w grupach, dyskusje. To też otwarcie uczelni na nowy typ studenta: osoby, które chcą zmienić zawód albo zdobyć nowe kompetencje. W Europie co dziesiąta osoba od 25 do 64 lat wraca na uczelnie, podejmuje dodatkowe kursy i szkolenia. U nas tylko 4 proc. Nowa ustawa otwiera drzwi takim zmianom.
Sytuacja demograficzna zmusza też uczelnie do starań o zagranicznych studentów. W ostatnich latach ich liczba w Polsce rośnie skokowo – ale nadal to zaledwie 35 tysięcy. Tymczasem szacuje się, że rynek międzynarodowych studiów może być wart ponad 100 mld dolarów. Gospodarka Australii, do której ściągają rzesze studentów z całego świata,  tylko w latach 2010–2011 wzbogaciła się dzięki temu o ponad 16 mld dolarów.
W Polsce o zagranicznych studentów skutecznie zawalczyły uczelnie medyczne. Dzięki międzynarodowym akredytacjom studiowanie medycyny w naszym kraju stało się popularne wśród mieszkańców państw skandynawskich. Ale wielki potencjał mają też politechniki i uczelnie ekonomiczne.
Promowanie studiów w Polsce wśród zagranicznych studentów jest jednym z priorytetów mojego ministerstwa. Jednak to się nie uda bez uczelni – to one muszą stworzyć atrakcyjne, wartościowe studia w językach obcych. Muszą też ściągać zagranicznych profesorów i zatrudnić osoby profesjonalnie opiekujące się przyjeżdżającymi na studia do Polski młodymi ludźmi. Startujemy z pakietem działań, które będą je w tym wspierać – uczelnie uzyskają na przykład pieniądze na zatrudnianie profesorów ze świata, profesjonalną promocję studiów w Polsce i szkolenia dla pracowników administracji odpowiedzialnych za opiekę nad obcokrajowcami.

Pokolenie smartfonów

Uczelnie, które chcą być nowoczesne i konkurencyjne, muszą też wiedzieć, jak kształcić nowe pokolenie studentów, a więc osoby z pokolenia smartfonów i tabletów – pokolenia migrującego z miasta do miasta, z kraju do kraju kilka razy w życiu.
Większość dzisiejszych wykładowców ukształtowała swoją wiedzę i warsztat badacza w świecie linearnej informacji, tradycyjnych książek i konferencyjnych prezentacji. Czy potrafią być mistrzami dla młodych?
Nowa generacja oczekuje indywidualnych studiów i  elastycznych programów. Chce się uczyć różnymi metodami i we własnym rytmie. Młodzi mówią, że uczelnia powinna dostrzegać ich umiejętności i pomóc je rozwijać. Chcą zdobyć kompetencje, które pomogą im w pracy zawodowej, w tworzeniu własnych firm. Chcą, by studia były drogą do pracy, a nie bezrobocia.
Na naszych oczach kończy się epoka studiów podzielonych na semestry, określoną liczbę zajęć, wykładów, ćwiczeń – w tym samym wymiarze dla każdego studenta. Uniwersytety stają się globalną siecią naukowych powiązań. Dzięki technologiom komunikacyjnym studiować można z każdego miejsca na kuli ziemskiej. Relacja mistrz–uczeń – tak potrzebna nawet w cyfrowym świecie – musi zyskać nowy wymiar.
Rząd ustawami i programami  zachęca uczelnie do zmian. Od 2015 roku wprowadzimy fundamentalne zmiany w finansowaniu jednostek naukowych. Pieniądze przyznawane z budżetu państwa będą bardzo silnie powiązane z jakością ich pracy.
Jednak najważniejsze zmiany zależą od samych uczelni.  Mają one autonomię zapisaną w Konstytucji RP. Takiej wolności nie ma żaden inny sektor w państwie. I to najlepszy moment, by z tej wolności do zmian skorzystać.
Kurczy się liczba studentów, uwalnia się zatem potencjał naukowców. Zmieniają się reguły prawne i finansowe, więc pojawiają się nowe możliwości. Potężne fundusze europejskie na naukę i innowacje popłyną szerokim strumieniem aż do 2020 roku. W zasięgu ręki jest ponad 10 mld zł. Polska zyskuje coraz silniejszą pozycję międzynarodową – uczelnie też muszą do tego dążyć.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA