fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Macki Okrągłego Stołu sięgnęły szpitala

Gdański Uniwersytet Medyczny nie ma dobrego kierownictwa. Zgapiło się i tak ustaliło urlopy specjalistów, że zabrakło biegłych mogących wydać opinię dla sądu. Ten z pozoru błahy błąd z dziedziny zarządzania pozwala jednak stawiać pytania, czy przypadkiem nie przeżywamy w Polsce PRL-bis.
A to dlatego, że biegli mieli wydać opinię w sprawie gen. Czesława Kiszczaka. Termin wyznaczony przez sąd upłynął w poniedziałek. Generała już wcześniej biegli uznali za zbyt chorego, by mógł zeznawać w sprawie stanu wojennego i pacyfikacji kopalni „Wujek". Jednak sąd postanowił znów go przebadać po tym, gdy tabloidy pokazały, jak cierpiący na „otępienie i zaburzenia pamięci" generał bawi się z pieskiem na mazurskiej daczy.
Jednak nawet jeśliby wrócił na ławę oskarżonych, wielka krzywda by mu się nie stała. W kwietniu ubiegłego roku sąd uniewinnił w sprawie Grudnia '70 byłego wicepremiera PRL Stanisława Kociołka, zwanego nie bez kozery „katem Trójmiasta". Dwaj dowódcy wojsk pacyfikujących protesty dostali jedynie dwa lata więzienia w zawieszeniu.
Faktem jest, że w wielu najróżniejszych sprawach polska prokuratura działa opieszale, a sądy wydają zaskakująco niskie wyroki. Przez trzy miesiące śledczy męczyli się, by w końcu postawić zarzuty Robertowi N., pseudonim Frog, znanego z szaleńczej jazdy po Warszawie. Jednak w przypadku komunistycznych generałów trudno mówić o przypadku bądź niekompetencji któregoś z prokuratorów. Tych spraw jest po prostu zbyt dużo.
Poza tym w innych krajach problemów z rozliczeniami z przeszłością nie ma. W Egipcie były dyktator Hosni Mubarak zeznawał ze szpitalnego łóżka. W Niemczech oskarżono niedawno 93-letniego byłego strażnika w Auschwitz o pomoc w zamordowaniu 300 tys. osób. Tymczasem w Polsce media, zamiast rozliczać krwawą przeszłość dyktatorów, roztkliwiają się ich romansami z podstarzałymi opiekunkami, a księgarskie półki uginają się od wspomnień towarzyszek panienek. To m.in. efekt pobłażliwości sądów.
Kiedyś, gdy słyszałem teorie o tym, że Okrągły Stół był jednym wielkim spiskiem, mającym pomóc przetrwać komunistycznym dinozaurom, pukałem się w czoło. Dziś coraz bardziej jestem w stanie uwierzyć, że okrągłostołowa ośmiornica istnieje, a jej macki sięgają uniwersyteckiego szpitala w Gdańsku. O ironio, chodzi o miasto, z którego wyszedł impuls, by komunistyczny system obalić.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA