Był pan współtwórcą i wieloletnim prorektorem najbardziej prestiżowej ekonomicznej uczelni w Moskwie. Decyzja o opuszczeniu Rosji w 2022 r. musiała być niełatwa?
Wyjechaliśmy w marcu 2022 r. Był to pomysł mojej żony. Uważałem, że trzeba pozostać w Rosji i coś robić. Potępiłem wojnę na Facebooku, podpisywałem antywojenne apele, a nawet inicjowałem wspólny otwarty list wśród rosyjskich ekonomistów. Skontaktowałem się z prawnikami, by przygotować się do ewentualnych rewizji czy przesłuchań. Ale u żony, na tle tych wszystkich wydarzeń, zaczęły się ataki paniki, więc podjęliśmy decyzję i wyjechaliśmy z Rosji. Myślę, że zrobiliśmy dobrze, bo w przeciwnym wypadku zapewne zostałbym aresztowany. Później do naszego mieszkania w Moskwie przychodziła policja.
Wierzy pan publikowanym przez rosyjskie instytucje państwowe danym dotyczącym stanu rosyjskiej gospodarki?
Część danych rosyjskie instytucje państwowe przestały publikować po wybuchu wojny w 2022 r. Np. Rosstat nie ujawnia już danych dotyczących sytuacji demograficznej w Rosji. Dopuszczam, że na poziomie regionalnym pewne wrażliwe dla gubernatorów informacje statystyczne, na podstawie których Kreml ocenia ich działalność, mogą być fałszowane. Myślę jednak, że ogólnokrajowe dane statystyczne dotyczące inflacji, przemysłu, wymiany handlowej czy bezrobocia nie są w istotny sposób zniekształcane, tak jak było w czasach Związku Radzieckiego. Przede wszystkim dlatego, że ludziom zasiadającym na Kremlu i w rządzie potrzebne są te informacje do oceny rzeczywistej sytuacji. Nie oceniam ich cech moralnych, ale gospodarką w Rosji zajmują się kompetentne osoby i dla podjęcia decyzji muszą mieć obiektywne dane.
Czytaj więcej
Urzędnicy Kremla czują, że coś jest nie tak z wojenną „putinomiką”. Lekarstwem ma być więcej urzędników zajmujących się ekonomią.
Jak pan ocenia stan rosyjskiej gospodarki w piątym roku wielkiej wojny z Ukrainą?
Na początku wojny dominowały negatywne oczekiwania co do tego, co będzie się działo z gospodarką rosyjską. Nawet ekonomiści z prokremlowskich ośrodków szacowali, że gospodarka straci 4–6 proc. PKB. Zachodni eksperci wróżyli zaś spadek o 10–12 proc. W konsekwencji jednak spadek oszacowano na ok. 2 proc., a później, po przeliczeniach Rosstatu, nawet na 1,2 proc. A już od 2023 r. rozpoczął się wzrost gospodarczy. Rosyjska gospodarka okazała się być znacznie bardziej odporna, niż myśleli zachodni politycy i eksperci.
Jakim cudem Putinowi to się udało w warunkach nałożonych przez Zachód tysięcy różnego rodzaju sankcji?
Po rozpadzie ZSRR i załamaniu gospodarki planowej rosyjska gospodarka przeszła radykalną transformację i stała się gospodarką rynkową. Dzięki temu była znacznie bardziej elastyczna wobec kryzysu. Firmy rosyjskie same zaczęły szukać nowych dostawców, klientów czy rynków zbytu. To pozwoliło gospodarce i reżimowi nie upaść. Warto jednak podkreślić, że to samo działo się również w Europie. W 2021 r. Europie wróżono, że rezygnacja z zakupu surowców energetycznych z Rosji doprowadzi do załamania gospodarki w UE. Mimo wszystkich problemów do jakiegoś dramatycznego kryzysu nie doszło, bo wolny rynek potrafi się adaptować w nowej sytuacji.