Mahmood – jak podkreśla BBC – jest ze swoim żądaniem w mniejszości w rządzie, z którego w poniedziałek odeszło sześciu ministerialnych doradców, w tym Joe Morris, doradca ministra zdrowia Wesa Streetinga, potencjalnego rywala Starmera w walce o przywództwo w partii. Morris stwierdził, że premier „nie cieszy się już zaufaniem społeczeństwa”.
72 parlamentarzystów Partii Pracy chce, by premier odszedł lub zapowiedział, kiedy odejdzie
Z kolei Sally Jameson, doradczyni Mahmood, która również odeszła z rządu, stwierdziła że Starmer powinien odejść ze stanowiska we wrześniu lub niedługo później. Jak dodała, premier Wielkiej Brytanii powinien umożliwić wszystkim potencjalnym kandydatom start w wyborach na nowego przewodniczącego partii.
Doradcy albo sami podawali się do dymisji, albo zostali odwołani po wezwaniu Starmera do dymisji lub – jak Mahmood – do przedstawienia harmonogramu oddania władzy w partii i rządzie.
Starmera do dymisji lub przedstawienia harmonogramu odejścia ze stanowiska wzywa też 72 parlamentarzystów Partii Pracy (z 403). Brytyjski rząd zbierze się rano 11 maja.
Przemawiając 11 maja Starmer oświadczył, że nie poda się do dymisji i udowodni wątpiącym w niego, że się mylą. Przyznał jednocześnie, że rząd popełniał błędy, ale – jak dodał – podejmując najważniejsze polityczne wybory postępował właściwie. Starmer zapowiedział, że będzie dalej starał się o zacieśnianie relacji z UE, z której Wielka Brytania ostatecznie wyszła w 2021 roku, po referendum z 2016 roku. Starmer stwierdził też, że jego odejście ze stanowiska pogrążyłoby kraj w chaosie.
Czytaj więcej
Skrajnie prawicowy Reform UK oraz samozwańczy ekopopuliści pod nazwą Zieloni są wielkimi zwycięzcami wyborów lokalnych na Wyspach.
Mimo to przez cały dzień rosła presja na premiera ze strony zwolenników burmistrza Manchesteru Andy'ego Burnhama, by szef rządu wyznaczył harmonogram odejścia ze stanowiska. Z kolei zwolennicy Streetinga wzywali do szybszej dymisji, która uniemożliwiłaby Burnhamowi ubieganie się o stanowisko przewodniczącego partii.
Burnham cieszy się poparciem wielu parlamentarzystów Partii Pracy, ale nie zasiada w parlamencie, co uniemożliwia mu start w wyborach na przewodniczącego. Gdyby miał wystartować w wyścigu o fotel lidera Partii Pracy, musiałby wystartować w wyborach uzupełniających po rezygnacji z mandatu przez jednego z posłów.
Klęska Partii Pracy w wyborach z 7 maja. „Premier stracił autorytet”
Starmer znalazł się na cenzurowanym we własnej partii, po tym, jak w wyborach lokalnych, które odbyły się 7 maja w Wielkiej Brytanii rządząca krajem Partia Pracy straciła 1 496 mandatów radnych. Straty zanotowała też rządząca krajem przed labourzystami Partia Konserwatywna, która straciła 563 mandaty, a największym zwycięzcą wyborów okazał się Nigel Farage i jego Reform UK – ugrupowanie to zyskało 1 451 mandatów radnych. 441 mandatów zyskali Zieloni, a 155 – Liberalni Demokraci. Partia Pracy po raz pierwszy od momentu ustanowienia walijskiego parlamentu nie będzie miała w nim większości, po utracie 35 mandatów w porównaniu do poprzednich wyborów (w nowym parlamencie Walii zasiądzie tylko 9 parlamentarzystów Partii Pracy). Labourzyści zdobyli też jedynie 17 ze 129 miejsc w szkockim parlamencie, co jest ich najgorszym wynikiem w historii.
Cały dzień rosła presja na premiera Keira Starmera ze strony zwolenników burmistrza Manchesteru Andy'ego Burnhama, by szef rządu wyznaczył harmonogram odejścia ze stanowiska
Joe Morris, komentując wyniki wyborów w wydanym oświadczeniu stwierdził, że radni Partii Pracy i kandydaci na radnych „zostali obarczeni winą za decyzje, które nie należały do nich”. „Pomimo wysiłków premiera, wyborcy nie przyjmują, że może on prowadzić do zmiany, na którą głosowali” – dodał były już doradca ministra zdrowia.
Morris, parlamentarzysta z Hexham, stwierdził następnie, że w „interesie kraju i partii” premier „powinien jak najszybciej przedstawić harmonogram działań prowadzących do wyłonienia nowego lidera, który odzyska zaufanie społeczne i zapewni realizację zobowiązań podjętych przez rząd”.
Z kolei Tom Rutland, były już doradca minister środowiska, dodał, że „jest jasne dla niego, że premier stracił autorytet nie tylko wśród parlamentarzystów Partii Pracy, ale też w całym kraju i nie będzie w stanie go odzyskać”.
Z kolei Naushabah Khan, parlamentarzystka z Gillingham i Rainham, stwierdziła że „nie weszła do polityki, by bezczynnie przypatrywać się porażkom”. – Potrzebujemy jasnej zmiany kierunku, a nie gierek – dodała. – Wzywam do wyłonienia nowego przywództwa, abyśmy mogli odbudować zaufanie i zapewnić lepszą przyszłość, na którą głosowali Brytyjczycy – podsumowała.
Była wicepremier Angela Rayner mówiła 11 maja, że Partia Pracy „zasługuje na coś lepszego niż to”, czego obecnie doświadcza. Dodała, że Starmer „dostrzegł frustrację” wyborców, czego wyrazem były wyniki ubiegłotygodniowych wyborów, ale – jak dodała – partia zostanie oceniona na podstawie swoich działań, a nie tylko słów.
Rayner wezwała też do umożliwienia Burnhamowi powrotu do parlamentu (zasiadał w Izbie Gmin do 2017 roku), co umożliwiłoby mu staranie się o przywództwo.