Historia

Niespodziewany atak Węgrów

Archiwum „Mówią Wieki"
Wieczorem 9 sierpnia oddziały Ottona I stanęły obozem w lasach na zachód od Augsburga.
Następnego dnia rano, po uroczystym nabożeństwie, nakazał wymarsz. Jego armia rozciągnęła się na błoniach na południe od Augsburga w kolumnie długości aż 5 – 6 km. Maszerowała na otwartej, ale pofałdowanej pagórkami przestrzeni, między rzekami Lech i Schmutter. Teren utrudniał atak węgierskim łucznikom, zarazem jednak ograniczał pole widzenia maszerującej armii niemieckiej.
Była ona podzielona na trzy rzuty i tabor. Na szpicy szły trzy hufce bawarskie, zaprawione w bojach z Węgrami i dodatkowo mobilizowane pragnieniem zemsty na najeźdźcach ich ojczyzny. Do boju prowadził je książę Henryk. W drugim rzucie na prawym skrzydle pozycję zajął hufiec frankijski dowodzony przez księcia Konrada, na lewym zaś najsilniejszy hufiec saski, zwany też królewskim, gdzie znajdował się król. Przed nim powiewała chorągiew św. Michała, a w orszaku niesiono świętą relikwię mającą zapewnić zwycięstwo nad poganami – włócznię św. Maurycego. Trzeci rzut tworzyły dwa hufce szwabskie, które prowadził książę Burchard. Dalej jechał tabor ochraniany przez hufiec czeski. „Sprawy przyjęły inny obrót, niż się spodziewano” – napisał Widukind w swej kronice. Bulcsú zastosował wypróbowaną wielekroć przez Węgrów taktykę. Podzielił swoje wojsko, które zasadziło się na Niemców i równocześnie uderzyło z dwóch stron. Otto I dał się zaskoczyć. Kawaleria węgierska zaatakowała tyły jego rozciągniętych oddziałów, zasypała zaskoczonych wojowników gradem strzał, rozbiła hufiec czeski, wielu ludzi zabijając, wielu biorąc do niewoli. Zagarnęła też tabor.
Węgrzy zachowali jednak dyscyplinę i nie zadowolili się plądrowaniem wozów, lecz naparli na hufce szwabskie, których szyk się zachwiał, a następnie pękł. Szwabscy wojownicy rzucili się do chaotycznej ucieczki. Równocześnie druga część armii węgierskiej zaatakowała od czoła i związała walką przednie hufce bawarskie. Armia niemiecka znalazła się w krytycznej sytuacji. Ale Otto I, choć zapewne stanęło mu przed oczami widmo klęski, nie stracił głowy. Rozporządzał jeszcze rezerwami, podczas gdy Bulcsú rzucił do walki wszystkie swoje siły. Przegrupował hufce i kazał księciu Konradowi poprowadzić do kontrataku Franków.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL