Banki

Wschód kusi banki i ubezpieczycieli

PKO, PZU i Pekao zainwestowały. Dwa największe polskie banki i firma ubezpieczeniowa mają od kilku lat swoje spółki na Ukrainie
PKO BP i Pekao SA konkurują nie tylko w Polsce. Obie instytucje chcą wejść do grona bankowych liderów za wschodnią granicą. Należący do PKO BP Kredo Bank plasuje się dopiero na 29. miejscu wśród tamtejszych banków pod względem wielkości aktywów, ale jego pozycja w rankingu ma się zmienić w ciągu najbliższych trzech, maksymalnie pięciu lat. Kontrolowany przez Pekao SA UniCredit Bank Ukraina jest pięć pozycji w rankingu wyżej i ma szansę szybko poszybować w górę. Bank Austria Creditanstalt, członek włoskiej grupy UniCredit (do której też należy Pekao SA), w styczniu tego roku sfinalizował umowę kupna ok. 95 proc. udziałów w ukraińskim Banku Ukrsotsbank (czwarty na rynku). Struktura działalności grupy UniCredit na Ukrainie jest obecnie określana. Jednak trudno sobie wyobrazić, że grupa nie będzie chciała połączyć swoich dwóch ukraińskich banków.
Bardzo ambitne plany wobec Kredo Banku ma obecny zarząd PKO BP. Chce, żeby do 2012 r. portfel kredytów wzrósł do 6,9 mld dolarów, a na koniec tego roku wynosił 670 mln dolarów. Natomiast depozyty za pięć lat mają przekroczyć 4 mld dolarów. Dziś ledwie przekraczają 400 mln dolarów. Kierownictwo Kredo Banku ma także sprawić, że wskaźnik kosztów do przychodów spadnie do 45 proc., a zwrot z kapitału zwiększy się do 24 proc. Dziś ukraińska spółka PKO BP zatrudnia blisko 2,5 tys. osób, które pracują w centrali oraz 189 placówkach. Dla porównania UniCredit Ukraina ma 1000 pracowników i 61 oddziałów w całym kraju.
W 2005 r. na Ukrainie zaczął inwestować PZU. Wtedy kupił dwie istniejące już na tym rynku spółki ubezpieczeniowe: majątkową OJSC Skide West (obecnie OJSC IC PZU Ukraine) oraz życiową OJSC Skide-West Life (obecnie OJSC IC PZU Ukraine Life Insurance). Na koniec zeszłego roku PZU Ukraina zatrudniał 780 pracowników i 750 agentów. W tym roku liczba pracowników ma się zwiększyć o około 10 proc., a pracowników o jedną trzecią. PZU na Ukrainie sprzedaje ubezpieczenia poprzez sieć, która liczy 25 regionalnych biur i ponad 80 placówek. Mikołaj Oniszczuk - były radca ekonomiczny Ambasady RP w Kijowie Dla tych, którzy mają zamiar wejść na rynek, niezmiernie istotną sprawą jest wybór partnera do współpracy. Jest ich wielu, ale trzeba dobrze poznać jego wiarygodność, zwłaszcza płatniczą, jego status prawny i możliwości współpracy, ale nie te deklarowane słownie, lecz rzeczywiste. Korzystanie z ,,pośredników” powinno być ostrożne i raczej niewskazane, bo kieruje nimi tylko chęć szybkiego zysku, „prowizji”, a nie interes, na którym nam zależy. Nadal najlepszą formą jest kontakt bezpośredni. Adam Wilczęga - prezes Biotonu Zdecydowaliśmy się wejść na Ukrainę poprzez przejęcie tamtejszej firmy Indar ze względu na to, że ma ona dostęp do lokalnego rynku. To najbardziej efektywne rozwiązanie, gdyż ma ona ok. 65 – 70 proc. ukraińskiego rynku insuliny. Budowanie tam konkurencyjnej fabryki mogłoby się zakończyć niepowodzeniem. Poważną barierą dla naszej inwestycji jest jednak konieczność uzyskania wielu zgód administracyjnych i decyzji na poziomie rządowym. Pakiet kontrolny Indaru ciągle pozostaje w rękach państwa, a prywatyzacja się opóźnia. Z powodu nieustannych zmian politycznych czekamy na tę decyzję już dwa lata. Maciej Formanowicz - prezes Fabryki Mebli Forte Ukraina to duży, szybko rozwijający się rynek, ale żeby na nim być, najbardziej opłaca się prowadzić produkcję na miejscu. Import mebli z Polski jest utrudniony ze względu na wysokie, 25-proc. cło. Ogromną zaletą ulokowania inwestycji na Ukrainie jest też możliwość wysłania stamtąd towarów do Rosji bez cła. Z drugiej jednak strony Ukraina jest krajem bardzo nieuporządkowanym prawnie, przepisy są niespójne, często sprzeczne ze sobą. Trudno uzyskać jednoznaczną interpretację. Do tego kwitnie korupcja. Barierą jest także słabo rozwinięta produkcja w niektórych niszach, np. w zakresie komponentów do produkcji mebli. Grzegorz Baszczyński - prezes biura podróży Rainbow Tours Największą barierą dla biznesu na Ukrainie jest biurokracja, a więc mnogość zupełnie nieżyciowych przepisów i kontroli. Do tego dochodzą trudności ze znalezieniem odpowiednich pracowników, mają oni bowiem problem, by zidentyfikować się z firmą i pracować na 100 proc. swoich możliwości. A plusy? Brak dużych zachodnich firm. Konkurujemy praktycznie tylko z lokalnymi przedsiębiorcami, a mamy nad nimi sporą przewagę know-how. PZU inwestuje na Ukrainie od trzech lat. Prognozowaliśmy, że ten rynek ubezpieczeniowy będzie dynamicznie się rozwijał i te prognozy się sprawdziły. Należy jednak pamiętać, że biznes w tym kraju funkcjonuje w bardzo specyficznych warunkach. Do jego osobliwości należą np. rozwiązania z zakresu regulacji rynku. Zakłady ubezpieczeń otrzymują od ukraińskiego nadzoru zezwolenie na prowadzenie działalności na czas określony – trzy lata. To powoduje, że wszelkie decyzje inwestycyjne obarczone są w takich okolicznościach większym niż zwykle ryzykiem. Petro Poroszenko - szef rady Narodowego Banku Ukrainy Rz: Jaki udział w ukraińskim sektorze bankowym mają inwestorzy zagraniczni? Petro Poroszenko: Ponad 40 proc. Tendencja jest wzrostowa. Nie robimy z tego tragedii. Uważamy jednak, że banki z ukraińskim kapitałem powinny zająć bardziej aktywną pozycję w celu zachowania znaczącej części rynku. Nie zamierzamy wprowadzać restrykcji administracyjnych, które ograniczałyby działalność jednych inwestorów, a stymulowały drugich. Czy coś zmieni wejście Ukrainy do WTO? Wejście zagranicznego kapitału będzie jeszcze łatwiejsze w związku z członkostwem Ukrainy w Światowej Organizacji Handlu, a więc wywiązaniem się z zobowiązań podjętych w tym kierunku. Sektor finansowo-bankowy jest liderem pod względem zagranicznych inwestycji w naszym kraju. Inflacja na Ukrainie utrzymuje się na poziomie 15 proc. Jak chcecie z tym walczyć? Wspólnie z prezydentem Wiktorem Juszczenką opracowujemy koncepcję, która pozwoli na zmniejszenie masy pieniężnej na ukraińskim rynku. Nie mamy jednak wpływu na inflację bazową wynikającą z niekontrolowanego wzrostu cen żywności na rynku światowym. Walkę z tym zjawiskiem ułatwią zmniejszenie deficytu budżetowego, stymulowanie rozwoju gospodarczego oraz inne sposoby należące do kompetencji rządu. Rząd opracowuje właśnie program walki z inflacją. —rozmawiała Tatiana Serwetnyk
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL