fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Rewolucja w e-handlu

Rafał Tomański
Fotorzepa
E-handel kwitnie, ale model biznesowy pozostaje praktycznie niezmienny. Ma się sprzedać jak najwięcej towaru w najbardziej efektywny sposób. Czy na tym gruncie można wprowadzić jakieś przełomowe zmiany?
Okazuje się, że można. Wystarczy tylko dobry pomysł i bezkompromisowość. To miał do zaoferowania Matt Rutledge, gdy zakładał serwis Woot. Gdy w internecie zaczynał coraz szerzej dominować model wirtualnych sklepów, w których można dostać wszystko, Woot oferował każdego dnia tylko jeden towar.
Jak wymyśleć coś nowego? Rutledge stworzył ideę „One Day, One Deal", czyli każdego dnia inny towar. Codziennie o północy pojawiała się na stronie jedna oferta i nawet, gdy użytkownicy wykupywali cały oferowany zapas, na nową rzecz trzeba było czekać pełne 24 godziny. Pomysł, który z pozoru wydawałby się o wiele mniej atrakcyjny dla internautów niż oferta e-sklepu, w którym jest każdy towar, niespodziewanie się spodobał. Klientów Woot przybywało, w szaleńczym tempie wykupywali prawie wszystko, co Rutledge oferował danego dnia. Mogła to być elektronika, kuchenny gadżet czy coś do ubrania. Pierwszym towarem, który sprzedano za pośrednictwem serwisu, była automatyczna kosiarka do trawy, coś jak sprzątający robot Roomba, który sam czyści podłogi. Dla użytkowników liczyła się cena, o wiele niższa niż u konkurencji, oraz sprawnie napisana oferta.
Matt Rutledge wiedział, że serwis musi być nie tylko skutecznie nazwany, ale także musi użytkownika rozbawić. Warstwa słowna była bardzo ważnym elementem strategii. Słowo woot miało kojarzyć się z okrzykiem radości wow, jak i z angielskim określeniem na łup, loot. Korzystanie z Woot z założenia przywodziło na myśl szabrowanie z przyjemnością. Sukces już na starcie Twórca serwisu wykupił domenę woot.com w 2003 roku za 6000 dolarów. W 2010 roku Amazon przejął cały serwis za 110 mln dolarów. W szczytowych momentach popularności na Woot'cie znajdowało się ponad milion osób dziennie, a roczna sprzedaż osiągała poziom 164 mln dolarów. Prasa branżowa nagradzała Woot, który nazywano najszybciej rosnącym prywatnym sprzedawcą w całych Stanach Zjednoczonych. Sukcesem Rutledge'a stało się nie tylko przyciągnięcie osób, które robiły zakupy, ale także tych, którzy obserwowali nowe oferty. Społeczność dyskutowała o produktach, które widziała na Woot'cie, użytkownicy zastanawiali się, co zobaczą na stronie po północy. Serwis zyskał dodatkowy wymiar, który można było przełożyć na konkretne pieniądze. By rozszerzyć swoją strategię Mark Rutledge zatrudnił swojego brata, Dave'a. To on stał się odpowiedzialny za rozbawianie użytkowników serwisu żartobliwymi opisami produktów. Korzystanie z Woot stało się bardziej braniem udziału w happeningu niż robieniem tradycyjnych zakupów. Amazon nie wykorzystał tego potencjału i szybko zniechęcił się do internetowego sklepu, który przynosił zyski w kratkę. Rozbawianie klientów było skuteczne na dłuższą metę, ale księgowi Jeffa Bezosa woleli widzieć stały wzrost słupków oznaczających wysokość sprzedaży. Amazon wymógł zmianę trybu działania serwisu i szybko po przejęciu Woot stał się jednym z wielu e-sklepów dających klientom coraz szerszy wybór towarów. Nowe pomysły Twórca nie chciał na to przystać i odszedł z Amazonu. Z wcześniejszym zerwaniem kontraktu na pewno wiązała się konkretna kara finansowa, ale Rutledge nie chciał czekać. Wraz z kilkorgiem byłych współpracowników rozpoczął serię nowych przedsięwzięć pod nazwą Meh. W języku angielskim to określenie oznacza znudzenie, obojętność. To co całkowicie odwrotnego wobec filozofii stojącej za nazwą Woot. Nowa firma Rutledge'a nawiązuje do nowej linii myślenia, Mediocre Corporation oznacza bowiem dosłownie „przeciętne przedsiębiorstwo". Meh będzie zajmować się eksperymentami w e-handlu. Skoro wszyscy prowadzą sklepy o nieograniczonych ofertach, znaczy, że gdzieś jest miejsce na oferty ograniczone. Na pierwszy ogień poszedł projekt Seligman. Wykorzystano do niego karty podarunkowe Amazonu. Matt Rutledge rozesłał do tysiąca pierwszych osób, które zapisały się na stronie jego nowej firmy, karty o wartości 20 dolarów. Użytkownicy mogli z tą kwotą zrobić, co chcieli, ale Mediocre Corporation sugerowało im, by za choć część prezentu kupili wyposażenie do nowego biura Rutledge'a i 35 współpracowników. Okazało się, że aż 75 proc. obdarowanych przeznaczyło część karty poadrunkowej na rzecz Mediocre. Niektórzy składali się w kilka osób, by kupować firmie coś droższego. W rezultacie ponad połowa z kwoty 20 tys. dolarów przeznaczonej na eksperyment wróciła do pomysłodawców w postaci wyposażenia lokalu. Niektóre z rzeczy trudno byłoby nazwać ściśle biurowymi (wielka tapeta przedstawiająca laboratoryjnego szczura, fotel w kształcie hamburgera wypełniony fasolkami, czy prawie 20 kg nawozu), ale liczyły się intencje. Rutledge chce, by e-handel wzniósł się na poziom społecznych interakcji. Następnym w kolejce jest eksperyment pod hasłem Meh. Ma działać podobnie jak Woot, czyli oferować po jednej rzeczy dziennie opatrzonej humorystycznym opisem. Rutledge chciałby prowadzić serwis w stylu animowanego serialu South Park, by Meh na bieżąco sprzedawał i komentował towary związane z najważniejszymi wydarzeniami. Na stronie nie będzie jednak żadnych społecznościowych wtyczek, zapisywania się na newslettery, możliwości udostępniania w innych serwisach. Według twórcy to wszystko odciąga uwagę od istoty działania jego strony. Meh ma być tak wciągający, by jego użytkownicy sami pamiętali o tym, żeby na niego wrócić. Żadne społecznościowe mechanizmy nie zastąpią bezpośredniego zaanagażowania człowieka. Użytkownik W przypadku, gdy użytkownik nie będzie zainteresowany zakupem towaru dnia, można będzie kliknąć ikonkę z napisem „meh", która podniesie znaczenie danej osoby w społeczności skupionej wokół strony. Po Meh.com przyjdą kolejne eksperymenty na wirtualnym organizmie żywych internautów. Pracownicy Rutledge'a przygotowali serwis Crapwithfriends.com, przy pomocy którego użytkownicy będą mogli kupować przedmioty dla kolejnych użytkowników. To nowy model biznesowy. Zakupów nie będzie dokonywać się dla samych siebie, ale właśnie dla innych. Dodatkowo nie tylko zrobi się dzięki temu niespodziankę osobie, które skorzysta z serwisu po nas, ale i samemu dostanie się prezent niespodziankę od poprzedzającego nas internauty. Możemy być pewni, że firma Rutledge'a nie poprzestanie na tych
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA