fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Afera taśmowa

Bardzo tajemniczy adres Sowy

Słynna restauracja ma adres: ul. Gagarina, ale działalność gospodarczą Sowa ma zarejestrowaną we własnym mieszkaniu przy ul. Sobieskiego
PAP, Jakub Kamiński
Pomyłka urzędników sprawiła, że znany restaurator prawie został okrzyknięty rosyjskim agentem.
W aferze taśmowej co rusz pojawiają się nowe sensacyjne wątki. Na celowniku znalazł się także Robert Sowa, w którego restauracji nagrywano polityków. Kilka dni temu przypisano mu, że firmę ma zarejestrowaną w budynku należącym do Federacji Rosyjskiej. On sam tłumaczy, że winna jest pomyłka w adresie. „Rz" sprawdziła, jak sprawa naprawdę wygląda.
Uporządkujmy fakty. Rzeczywiście według rejestru przedsiębiorców w Warszawie „Studio Kulinarne Roberta Sowy" mieści się w budynku na warszawskim Mokotowie przy ul. Jana Sobieskiego 100 lok. 40.
– Budynek przy ul. Sobieskiego 100 w Warszawie jest własnością Federacji Rosyjskiej. Prowadzimy rozmowy ze stroną polską, mające na celu uregulowanie statusu prawnego tego budynku – przyznaje „Rz" Valeria Perzhinskaya, attaché Ambasady Federacji Rosyjskiej w Polsce.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych potwierdza, że „grunt przy ul. Sobieskiego 100 stanowi własność polskiego Skarbu Państwa, natomiast budynek jest własnością strony rosyjskiej".
– Budynek był przeznaczony na cele dyplomatyczne i służył jako mieszkania dla pracowników ambasady Federacji Rosyjskiej, jednak obecnie strona rosyjska nie użytkuje tego obiektu zgodnie z jego dyplomatycznym przeznaczeniem – odpowiada „Rz" MSZ.
Robert Sowa prostuje błąd i w oświadczeniu na stronie restauracji podaje, że „siedziba działalności znajduje się i zawsze się znajdowała na wspomnianej ulicy, ale w innym budynku pod adresem 100a, z podaniem numeru lokalu".
W rozmowie z „Rz" Sowa szczegółowo wyjaśnia, skąd całe zamieszanie: – Dwa lata temu kupiłem apartament przy ul. Sobieskiego 100a m. 40 i tak jest w dokumentach. Ale przy wpisywaniu do dowodu osobistego omyłkowo zgubiono „a", po prostu gdzieś zniknęło – wyjaśnia restaurator. – Wcześniej firmę miałem na ul. Gierymskiego, a teraz po przeprowadzce na Sobieskiego 100a – precyzuje.
Dlaczego nie sprostował pomyłki? – Jeśli teraz pójdę do urzędu i będę dowód zmieniał, to znowu pojawią się jakieś dziwne sugestie – mówi Sowa.  – Zrobię to, jak się uspokoi.
Dlaczego adres „Sobieskiego 100" wywołał taką burzę?
Gdyby firma miała siedzibę w budynku będącym własnością Rosji, to np. fiskus miałby problem z jej skontrolowaniem. – Jeśli nieruchomość ma status placówki dyplomatycznej, to zgodę na kontrolę musi wyrazić ambasador Rosji. Bez takiej zgody nie jest ona możliwa – przyznaje Wiesława Dróżdż, rzeczniczka Ministerstwa Finansów.
Potwierdza to gen. Nowek, były szef Urzędu Ochrony Państwa.
– Jest kłopot z wejściem do siedzib takich firm, zwłaszcza w sprawach administracyjnych, np. z niespodziewaną kontrolą skarbową. Trzeba się zwracać do ambasady Rosji o zgodę. W prosty sposób nie można tam wejść, ponieważ narusza to eksterytorialność – to praktycznie tak, jakby się ulokowało siedzibę firmy za granicą – mówi Nowek.
Abstrahując od obecnego zamieszania wokół adresu firmy, gen. Nowek wspomina, że w przeszłości, gdy był szefem UOP, „część firm próbowała uciec przed fiskusem i zakładała firmy pod adresem nieruchomości należących do ambasady Rosji". – Trzeba mieć jakieś kontakty z Rosjanami, żeby w takim miejscu firmę ulokować – dodaje.
 
Dlaczego na polskim gruncie jest budynek należący do Rosji?
– To wynika z zaniechań państwa polskiego. Tak zwany szpiegowiec przy ul. Sobieskiego 100, jak i inne nieruchomości były przedmiotem rozmów rządu Jerzego Buzka z udziałem ówczesnego Urzędu Ochrony Państwa ze stroną rosyjską. Wskazywaliśmy na rażącą niesymetryczność posiadanych nieruchomości o statusie eksterytorialnym i twierdziliśmy, że Polska powinna uzyskać w Moskwie dodatkowe nieruchomości, ponieważ Rosja miała ich u nas wiele. W przeciwnym razie chcieliśmy, by Rosjanie zwrócili część z nich. Niestety, te starania zostały zaniechane przez kolejne rządy – wyjaśnia „Rz" gen. Nowek.
Czy politycy mieli świadomość, że siedziba restauracji według oficjalnych rejestrów mieści się w nieruchomości, której właścicielem jest Federacja Rosyjska? Czy polskie służby powinny to wychwycić i ich ostrzec?
– Trudno mi się wypowiadać na temat zainteresowań operacyjnych ABW w tej kwestii – zaznacza Andrzej Barcikowski, były szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. – Ale mogę hipotetycznie powiedzieć, że w każdym kraju obiekty dyplomatyczne należące do obcego państwa, które prowadzi działalność wywiadowczą przeciwko innemu państwu – a wywiad rosyjski taką działalność u nas prowadzi, nieraz były tego świadectwa – muszą się znajdować w zainteresowaniu służb. Podobnie jak i polskie obiekty w Moskwie – dodaje.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA