fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

„Teczka” na adwokata - o portalach do oceniania prawników pisze Krzysztof Uczkiewicz

Państwo nie reaguje na wyraźne znamiona zachowań przestępczych tylko dlatego, że mogą być ścigane wyłącznie z oskarżenia prywatnego – oburza się prawnik Krzysztof Uczkiewicz.
Od kilku już lat panoszą się w internecie osobliwe portale specjalistyczne, które mają służyć wyłącznie wymianie doświadczeń i opinii o pracy profesjonalnych pełnomocników procesowych. Noszą zgoła niewinne nazwy typu „Wybierz prawnika", „Oceń fachowca" itp. Dopiero po wejściu na taki portal dowiadujemy się o rzeczywistym charakterze tej szczególnej oferty. Dla każdego praktykującego adwokata (ale często także dla radcy prawnego) prowadzona jest osobna, otwarta dla publiczności „teczka", która zawiera zbiór (wybór?) poświęconych mu wpisów pochodzących od nieujawnionych zazwyczaj korespondentów.  Bez owijania w bawełnę trzeba tu ujawnić, iż wpisy te mają z reguły charakter niewybrednych publicznych donosów mających zdyskredytować wybraną ofiarę. Teksty typu „stanowczo nie polecam" należą wśród nich do najoględniejszych. Co kryje się za tymi atakami?

Strzały ?zza węgła

Jak wiadomo każdemu, klient, który nie jest zadowolony z usługi prawniczej, ma rozliczne możliwości skarżenia się na usługodawcę, począwszy od drogi cywilnoprawnej  poprzez postępowanie dyscyplinarne przed organami danej korporacji zawodowej, skończywszy na żądaniu wszczęcia postępowania karnego. Jeśli zatem ktoś decyduje się na internetowy personalny atak z ukrycia, oznaczać to może jedynie, że nie wierzy w powodzenie wystąpienia „z otwartą przyłbicą", na ubitej ziemi obowiązującego prawa. Powtarzalna treść napastliwych wpisów po adresem adwokatów i radców prawnych przekonuje o tym najzupełniej. Obok zaczepnego grubiańskiego tonu mają inne znamienne cechy wspólne, a należą do nich wspomniana już tchórzliwa anonimowość, niezdolność do sformułowania konkretnych zarzutów i gołosłowność negatywnych ocen. Autor takiego wpisu zazwyczaj przewiduje, że nikt i tak nie przyzna mu racji, więc nawet nie próbuje precyzować swojej pretensji, zadowalając się knajackim „dokopaniem" prawnikowi na usłużnym portalu internetowym.
Gdy czyta się te perełki epistolografii, widać, że ich autorzy sami mają najwięcej do ukrycia, dlatego unikają przybliżania jakichkolwiek szczegółów spraw powierzonych swoim ofiarom.  Czytelnik pozostaje więc z suchą enigmatyczną informacją o tym, że ktoś jest np. „naciągaczem", który „za dużo wziął, a za mało zrobił".

Przecież ?się dogadamy

Lata praktyki adwokackiej pozwalają mi na odmalowanie stypizowanej sylwetki takiego donosiciela. Jest to zazwyczaj klient niezadowolony z warunków umowy zawartej z kancelarią prawniczą, a najbardziej z tego, że musiał pogodzić się z jej wykonaniem. Taka osoba nie chce widzieć w adwokacie lub radcy prawnym równoprawnego partnera umowy, a chciałaby zachować przewagę nad nim choćby poprzez uniknięcie sporządzenia wiążącej umowy na piśmie. Zbyt często słyszymy namowy w guście: „Mecenasie, przecież się dogadamy...". Taki klient często nie chce też przyjąć pokwitowania wpłaty umówionego wynagrodzenia lub jego części, a tym bardziej – obecnie – potwierdzenia wpłaty z kasy fiskalnej. Ci, których uwiera popisana umowa, nigdy nie będą zadowoleni z pełnomocnika. Czy za taką postawą kryje się stereotyp „patrona z trybunału, co milczkiem opróżniał rondel", na którego wystarczy „zadzwonić kieską pomału"? A może ujawnia się tu upowszechnione w tzw. minionych okresach wyobrażenie o adwokacie, który uniżenie przyjmie każde palmarium (łac. palma = dłoń) od jaśnie klienta? Wiele zdaje się świadczyć o takim właśnie tle niechęci klientów do adwokatów, którzy domagają się partnerskiego traktowania i mają czelność dyktować finansowe warunki swojej usługi. W donosach portalowych często czytamy o pazerności, krnąbrności i zarozumiałości adwokatów; kryje się za tym zwykła złość z powodu konieczności dotrzymania dobrowolnie przecież podpisanych umów i nieustępliwości pełnomocników w tym względzie.
Omawiane wpisy na „specjalistycznych" portalach rzeczywiście szkodzą reputacji zawodowej adwokatów i radców prawnych, i nie ma potrzeby umniejszać wagi tego problemu. Publiczne postawienie byłemu pełnomocnikowi ogólnikowych i zmyślonych post factum zarzutów nosi nader często znamiona występków zniesławienia i zniewagi.
Należy zatem zastanowić się, dlaczego możliwe jest samo funkcjonowanie portali ułatwiających anonimowym sprawcom popełnianie tych przestępstw w sieci na szkodę konkretnych osób wykonujących w końcu zawody zaufania publicznego. Pierwszą z nich jest zapewne nieuchwytność „administratorów" (jak się sami określają) portali – przynajmniej dla zwykłego użytkownika internetu. Drugą, nie mniej ważną, jest prozaiczny fakt, że oba ww. występki ścigane są w polskim prawie wyłącznie z oskarżenia prywatnego (por. art. 217 § 4 i art. 216 § 5 kodeksu karnego). Świadomość tych szczególnych „uwarunkowań" może rozzuchwalać zarówno administratorów portali, jak i bezpośrednich sprawców czynów zniesławienia i zniewagi osób trzecich na ich łamach. Warto przy tym mieć na uwadze, iż samo udostępnienie portalu do tych karalnych celów może być uznane, zależnie od okoliczności, za postać współsprawstwa, pomocnictwa lub nawet podżegania („oceń fachowca"!).

Są grubiaństwa, ?są i peany

Swobodne działanie owych dzikich giełd przynosi niestrawne etycznie owoce w postaci coraz liczniejszych niestety prób wykorzystania portali do reklamy kancelarii prawniczych, oczywiście poprzez zamieszczanie na nich pochlebnych, a nawet panegirycznych wpisów o wymienianych imiennie pełnomocnikach. Wywołuje smutek konstatacja, iż coraz więcej takich wpisów odnosi się do kancelarii istniejących niedługo, czy też wręcz początkujących. Czy adwokatowi, zwłaszcza młodemu i niedoświadczonemu, wypada godzić się na taką ledwie zawoalowaną formę reklamy, skoro wie on o zakazie reklamy wynikającym z obowiązującego go kodeksu etyki adwokackiej? Czy pochwała od klienta, który tuż obok na portalu upublicznia niesprawdzone i niesprecyzowane zarzuty wobec innych adwokatów, może dać komukolwiek osobistą satysfakcję zawodową? Co można powiedzieć o wiarygodności i autentyczności takiej pochwały?
Nie da się dłużej tolerować opisanego stanu bezładu i rozkładu. Odpowiedzialność za jego powstanie spada na państwo, które nie reaguje na widoczne z daleka znamiona zachowań przestępczych tylko dlatego, że dotyczą one czynów ściganych z oskarżenia prywatnego. Skutki tej pobłażliwości są szkodliwe dla całego krajowego systemu ochrony prawnej, którego adwokaci i radcy prawni są ważnym elementem. Rzeczą państwa jest znalezienie prawnych i technicznych środków naprawy zaistniałego zła.
Widzę celowość zmiany przepisów o trybie ścigania występków zniesławienia i zniewagi, na szkodę osób wykonujących zawody zaufania publicznego, a więc obok prawników także np. osób duchownych lekarzy, dziennikarzy czy rzeczoznawców majątkowych; zmiana powinna polegać na objęciu ww. czynów trybem ścigania na wniosek pokrzywdzonego zamiast dotychczasowego trybu prywatnoskargowego. To mogłoby skuteczniej niż inne środki odstraszyć potencjalnych sprawców od szkodliwego społecznie nadużywania swobody wypowiedzi na łamach portali internetowych.
Autor jest wrocławskim adwokatem
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA