fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Jak Platforma dzieli się stanowiskami z ludowcami

Rzeczpospolita
Izabela Kacprzak
Jerzy Haszczyński
W umowie koalicyjnej obie partie ustaliły, że biorą wspólną odpowiedzialność za wszystkie resorty
Wielkich zmian personalnych w regionach podczas pierwszych miesięcy rządów koalicji PO – PSL nie było. – To nie dlatego, że zmian personalnych nie chcemy wprowadzać. W wielu wypadkach byłyby one nawet wskazane. Kłopot polega na tym, że poprzednia ekipa wyjątkowo dobrze się zabezpieczyła, a my nie chcemy działać jak nasi poprzednicy – słyszymy od jednego z polityków PO.
Tłumaczy, że największym problemem jest likwidacja służby cywilnej, której dokonała poprzednia ekipa. W jej miejsce powstał tzw. zasób kadrowy. – W jego skład weszli głównie PiS-owscy nominaci partyjni. W efekcie, nawet gdybyśmy chcieli na większą skalę wymieniać urzędników, w praktyce nie ma ich skąd brać – dodaje polityk PO. Problem z brakiem odpowiednich kadr potwierdzają też politycy PSL. – Jeśli chodzi o zmiany personalne, to do naszego koalicjanta możemy mieć jedną pretensję. Za dużo w tym wszystkim wahań – uważa Stanisław Żelichowski, szef Klubu Parlamentarnego PSL. Wyjaśnia, że przejmując władzę, PO z PSL ustaliły, że nie będzie żadnych czystek personalnych, do jakich przyzwyczaiły wszystkich poprzednie ekipy.
– Wymianie powinni podlegać premier, ministrowie i wojewodowie. Reszta ma kompetentnie służyć krajowi. Przyjęliśmy zasadę, że jeśli ktoś chce pracować, to powinien mieć taką możliwość. Wprowadzanie na stanowiska działaczy zawsze się kończy fatalnie. Problem w tym, że zamiast angażować się w pracę, w wielu wypadkach ludzie powołani przez PiS sypią piasek w tryby i nawet nie kryją, że będą przeszkadzać – mówi Żelichowski. Jego zdaniem w wielu dziedzinach postęp mógłby być szybszy, gdyby PO zdecydowała się na bardziej stanowcze kroki. Tymczasem po wyborach wymianie uległ rząd, czyli ministrowie wraz z zastępcami. Odwołani też zostali poprzedni wojewodowie. Nowych szefów ma też część rządowych agencji, w tym podległe ludowcom agencje rolne. Wielkich czystek personalnych jednak nie widać. Ku zaskoczeniu wielu polityków opozycji w deklaracji koalicyjnej PO i PSL nie ustaliły żadnego parytetu obsady stanowisk, jak czyniły wszystkie poprzednie rządy. – Jesteśmy skazani na współpracę, dlatego nie musimy tworzyć dokumentu, który buduje szczegółowe gwarancje – tłumaczył Donald Tusk. W deklaracji znalazł się tylko zapis, że obie partie biorą wspólną odpowiedzialność za wszystkie resorty. „Uważamy za niedopuszczalne próby wpływania przez polityków na niezależne instytucje publiczne i wykorzystywanie ich do poszerzenia własnych wpływów” – ogłosili koalicjanci w deklaracji. Dla porządku partie zawarły tylko ustną umowę, że PSL dostanie trzy ministerstwa i trzech wojewodów. Resztę zaś obsadzi PO. Tam, gdzie jedna partia ma szefa, zastępca pochodzi ze wskazania partnera. Co do reszty, decydować miały kompetencje. Zarówno zdaniem PO, jak i PSL taka właśnie umowa dobrze się sprawdza. – Może tego nie widać, ale z moich obserwacji wynika, że tam, gdzie tylko koalicjanci mogli kogoś wymienić, to szybko to zrobili – tak działania PO i PSL komentuje Zbigniew Girzyński z PiS. Zauważa, że zmiany szybko następują także w spółkach Skarbu Państwa. – Zaskakujące jest tylko to, że na stanowiska nie wchodzą ludzie związani z PO czy PSL, lecz wracają przeważnie ci z SLD-owskiego układu – mówi Girzyński. Rz: Ilu ludzi z poprzedniej ekipy rządzącej straciło już pracę? Eugeniusz Grzeszczak: Nie prowadzimy takich statystyk. Na pewno wszyscy ministrowie i wiceministrowie. Zmianom uległo też kierownictwo kilku agencji. Co do reszty – po prostu nie wiem. Ale generalnie nie jesteśmy chyba nadmiernie pazerni na władzę. Szczególnie jeśli nas porównać z poprzednikami, bo z całą pewnością wygląda to inaczej niż dwa lata temu, kiedy wszyscy zostali wycięci w pień. Zgadza się pan z opinią, że zmiany kadrowe przebiegają zbyt wolno? Owszem, w niektórych przypadkach trudno się z tym nie zgodzić. Zdarza się, że kadra urzędnicza pochodząca z nadania poprzedniej ekipy po prostu przeszkadza w pracy. Ale z drugiej strony to dobrze, że zmian personalnych nie dokonujemy zbyt nerwowo. Jeśli już do nich dochodzi, to jak wyglądają uzgodnienia z koalicjantem? Nie ma konfliktów? Podpisując deklarację koalicyjną, umówiliśmy się, że będziemy działać na zasadzie partnerstwa. I proszę sobie wyobrazić, że to naprawdę działa. Nie żałuje pan, że w deklaracji nie został jednak zawarty jakiś parytet w podziale rządowych stanowisk? Absolutnie. Szczegółowe zapisy byłyby zarzewiem konfliktów. My tymczasem po prostu negocjujemy i konfliktów jakoś nie ma. Przyznam, że początkowo nawet myślałem, że będzie ich więcej. Kandydatów na stanowiska dobieramy po prostu wedle kompetencji, a nie przynależności partyjnej. rozmawiał Karol Manys Rz: Ma pan rozeznanie, ilu urzędników straciło już posady po waszym dojściu do władzy? Grzegorz Dolniak: A skąd ja to mogę wiedzieć? Ale jedno chyba widać – w zmianach personalnych staramy się być powściągliwi. Nie robimy żadnych czystek. Jeśli dochodzi do zmian, za każdym razem decydują kompetencje kandydatów. Dajemy człowiekowi zadanie, które ma wykonać, a co do doboru osób, z którymi chce je wykonywać, dajemy mu całkowicie wolną rękę. W ten sposób skończył się czas politycznych politruków, którzy dostawali stanowiska tylko ze względu na przynależność partyjną. Można się spotkać ze zdaniem, że zmiany personalne przebiegają zbyt wolno, zgadza się pan z tym? Nie dążymy do tego, by dawać stanowiska nominatom partyjnym. To się skończyło. Wręcz zdarza się, że lokalni działacze mają o to pretensje. Za każdym razem odprawiam ich wtedy z kwitkiem i tłumaczę, że sama legitymacja partyjna bez kompetencji powinna być obciążeniem, a nie argumentem. Jak dogadujecie się co do obsady stanowisk z ludowcami bez uzgodnionych wcześniej parytetów przy ich podziale? Takie szczegółowe parytety byłyby tylko kością niezgody. W naszej koalicji tego problemu nie ma. My uzgodniliśmy jedynie, że wszędzie będziemy się wzajemnie przenikać i tego pilnujemy. Na jedne stanowiska lepszych kandydatów ma PSL, na inne – my, a decyduje fachowość danej osoby. rozmawiał Karol Manys Ludowcy wzięli górnictwo Choć PSL na Śląsku z kretesem przegrał wybory (z listy ludowców nie wszedł do Sejmu ani jeden poseł!), świetnie poradził sobie z przejmowaniem władzy w strategicznym dla Śląska górnictwie. Waldemar Pawlak uczynił wiceministrem ds. górnictwa Eugeniusza Postolskiego, byłego prezesa Katowickiego Holdingu Węglowego, kolegę z PSL. Po tej nominacji zmiany w spółkach węglowych nastąpiły błyskawicznie. Do zarządu Kompanii Węglowej weszli znajomi Postolskiego: Mirosław Kugiel i Włodzimierz Mikoda (z KHW) oraz Jacek Korski (kolega jeszcze z kopalni Makoszowy). W Kompanii dzięki temu padł rekord, jeśli chodzi o wiceprezesów: obecnie jest ich aż siedmiu (wcześniej było pięciu). Zmiany nastąpiły też w Jastrzębskiej Spółce Węglowej i Polskim Koksie. Ludowcy sięgnęli po posady w rolnictwie – przejmują ośrodki doradztwa rolniczego, a radny PSL Stanisław Gmitruk został dyrektorem w śląskim oddziale Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Częstochowie. – Nie chcieliśmy robić czystek, bo to wbrew naszej polityce, a okazało się, że PSL nie miało skrupułów i zrobiło to poza nami – przyznaje osoba z władz regionalnych PO. Platforma obsadzała przede wszystkim urzędy. Ma tu swojego marszałka województwa Bogusława Śmigielskiego, radnego PO z Jaworzna, oraz członka zarządu Mariusza Kleszczewskiego, radnego z Myszkowa. Na wicewojewodę Platforma rekomendowała Adama Matusiewicza, odpowiedzialnego za ostatnią kampanię PO na Śląsku. Drugim wicewojewodą jest związany z ludowcami Stanisław Dąbrowa. Z Platformy pochodzą też Gabriela Lenartowicz, nowa prezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska, oraz Zygmunt Klosa, nowy szef śląskiego NFZ. Rekomendację PO mają także Krzysztof Rejman, nowy dyrektor śląskiej Poczty Polskiej, i Krzysztof Stachowicz, członek rady nadzorczej Koksowni Przyjaźń. Śląscy działacze Platformy mogą jednak czuć się zawiedzeni, bo... prezesem zarządu strategicznej jeśli chodzi o energetykę katowickiej spółki Tauron został Dariusz Lubera z Tarnowa w Małopolsce, skąd pochodzi minister skarbu Aleksander Grad. Lubera był prezesem tamtejszych zakładów energetycznych. Izabela Kacprzak Trzydziestolatki atakują Po zwycięstwie w wyborach parlamentarnych 2007 r. otworzyły się ścieżki kariery dla pokolenia 30-latków z PO. Jarosław Wojcieszek, 33-letni pracownik naukowy Uniwersytetu Łódzkiego, zamienił mandat radnego na fotel wiceprezydenta Łodzi, a 29-letni wówczas absolwent wydziału prawa Tomasz Kacprzak został przewodniczącym rady miejskiej. Objął też stanowisko zastępcy dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego. Po szczeblach władzy wspinają się również 26-letni Bartosz Domaszewicz, który dostał posadę w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, oraz 24-letni Rafał Reszpondek – pracownik zarządu nieruchomości urzędu marszałkowskiego. PO brakuje kadr w regionie, gdyż najważniejsi jej przedstawiciele zdobyli mandaty poselskie i senatorskie. ma.go. Na lotnisku człowiek Ziobry W Małopolsce nie ma skoku koalicjantów na posady. Wojewodą został rekomendowany przez PO Jerzy Miller, a jego zastępcą działacz PSL Stanisław Sorys. Na nowe stanowisko Miller wziął ze sobą tylko trzy osoby: rzecznika prasowego i dwóch asystentów. Powolność zmian denerwuje nawet ludowców. – W niektórych instytucjach rządzą nadal PiS, Samoobrona i LPR – irytuje się szef małopolskiego PSL Wiesław Woda. Powoli przeprowadzane są też zmiany władz spółek. Na stanowisku pozostaje uważany za człowieka byłego ministra Zbigniewa Ziobry prezes krakowskiego portu lotniczego Kamil Kamiński. – Skończyło się wpychanie niekompetentnych, ale swoich – mówi szef małopolskiej PO Andrzej Czerwiński. Media ujawniły jednak, że prezesem Zakładów Azotowych w Tarnowie został Jerzy Marciniak, członek gabinetu politycznego ministra skarbu. j.sad. PiS trzyma się mocno Platforma i PSL nie dokonały na razie zmian w spółkach Skarbu Państwa na Warmii i Mazurach. W wielu z nich najważniejsze stanowiska nadal zajmują ludzie Aleksandra Szczygły (PiS). – Nie wymieniamy ich z dwóch powodów. Po pierwsze, nie mamy kadr, a po drugie, PO jest na Warmii i Mazurach podzielona. Szefem oficjalnie jest Jacek Protas, marszałek województwa, ale w sprawach kadrowych najwięcej do powiedzenia mają posłowie Krzysztof Lisek i Sławomir Rybicki – mówi polityk z zarządu PO w regionie. Na razie Platforma obsadziła tylko stanowisko dyrektora Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Olsztynie. Została nim Jolanta Marozas, była działaczka SKL. Za jej nominacją u prezesa ARiMR lobbował m.in. Rybicki. W innych agendach i spółkach nadal zasiadają ludzie PiS. Prezesem Warmińsko-Mazurskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej jest Adam Puza, były poseł PiS, dziś radny tej partii w sejmiku wojewódzkim. Jego zastępca Paweł Markiewicz również działa w PiS – w tym samym kole partyjnym co Aleksander Szczygło. Na stanowisku dyrektora ds. pozyskiwania nowych inwestorów w strefie pracuje Paweł Lulewicz, były rzecznik wojewody i były asystent Aleksandra Szczygły. Z kolei radą nadzorczą spółki kieruje Adam Supeł, były wojewoda warmińsko-mazurski i bliski kolega byłego ministra obrony. Dyrektorem w Wojskowej Agencji Mieszkaniowej jest Zbigniew Żujewski, były dyrektor biura poselskiego Szczygły. Agencji Mienia Wojskowego w Olsztynie szefuje z kolei Sławomir Moćkun, były asystent ministra obrony. Ludzie PiS zasiadają też w Przedsiębiorstwie Usług Hotelarskich i Mieszkaniowych. – Na razie mogą pracować. Nikogo lepszego na ich miejsce nie mamy – mówi polityk PO. Mariusz Kowalewski Kadrowa karuzela ruszyła Bez większych zgrzytów przebiega współpraca PO i PSL w Wielkopolsce. Wojewodą został Piotr Florek, który jest liderem Platformy w Koninie. Jego zastępcą jest związany z PSL Przemysław Pacia. Tymczasem przymierzany do fotela wojewody Michał Łagoda z PO został nowym szefem rady nadzorczej grupy energetycznej ENEA – jednej ze spółek Skarbu Państwa. W radzie nadzorczej spółki zasiadł też Marian Janas z PSL. Z kolei na czele Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa stanął Piotr Łykowski, członek PSL z Gniezna. Kadrowa karuzela prawdopodobnie na tym się nie zakończy. Wkrótce bowiem poznamy nowego dyrektora kopalni Konin. Będą też zmiany w radach nadzorczych Międzynarodowych Targów Poznańskich oraz Portu Lotniczego Poznań-Ławica. zal Konkursy ze wskazaniem Przed wyborami podkarpaccy politycy PO i PSL zapewniali, że przy obsadzie stanowisk będą stosowane wysokie standardy, a liczyć się będą kompetencje i fachowość. Po wyborach te standardy zdaniem opozycji odłożono do lamusa. PO się chwali, że stanowiska obsadzane są w drodze konkursów. Opozycja grzmi jednak, że koalicjanci nie patrzą na kompetencje, a ustawiane pod konkretnych kandydatów konkursy są fikcją. Zarzuty takie pojawiały się w przypadku szefa ARiMR i wiceszefa Agencji Nieruchomości Rolnych. Na Podkarpaciu wojewodę wskazali ludowcy. Mirosław Karapyta szybko przystąpił do zmian w urzędziei podległych mu instytucjach. Stanowisko stracił m.in. podkarpacki kurator oświaty Maciej Karasiński. Zgodnie z podziałem politycznych łupów nowy kurator ma być z konkursu, wskazany przez PO. mat Centrala musiała interweniować Nie było trzęsienia ziemi w urzędzie wojewódzkim przejętym przez Rafała Jurkowlańca, zaufanego człowieka Grzegorza Schetyny. Fotel wicewojewody zajął działacz PSL Zdzisław Średniawski, wieloletni burmistrz Żmigrodu. Najbardziej wyczekiwane są zmiany w KGHM. W piątek zakończyło się przyjmowanie aplikacji do konkursu na prezesa spółki. Bez konkursu obyło się za to w powiązanym z KGHM pierwszoligowym klubie piłkarskim Zagłębie Lubin. Pokieruje nim 38-letni Paweł Jeż, który w wyborach samorządowych startował z listy PO. Jeż w biznesowym CV ma m.in. plajtę firmy budowlanej, którą kierował. Państwową Stadniną Koni w Strzegomiu kieruje od niedawna Lechosław Chruścielewski, tutejszy działacz PO. Najwięcej kontrowersji wzbudza nominacja do rady nadzorczej Totalizatora Sportowego Jerzego Kubary. To niezwiązany formalnie z PO właściciel „Wiadomości Świdnickich” i „Tygodnika Wałbrzyskiego”. Według PiS to nominacja za zasługi dla PO z okresu kampanii wyborczej. O wiele sprawniej od PO poczyna sobie na Dolnym Śląsku PSL. Karuzela stanowisk rozpoczęła się, gdy prezesem centrali KRUS został tu Roman Kwaśnicki, który w 2006 r. kandydował z ramienia PSL na prezydenta Jeleniej Góry. Prawdziwy desant przeprowadzono w styczniu na radę nadzorczą Dolnośląskiego Centrum Hurtu Rolno-Spożywczego, największej spółki rolniczej w regionie. Sześciu z siedmiu jej członków to ludzie związani z PSL. Podczas głosowania nad wymianą rady doszło do takiego zamieszania, że odwołano przedstawiciela Skarbu Państwa, a ten podlega PO. Przywrócono go po upomnieniu z Warszawy. Kilka dni temu dyrektorem ARiMR we Wrocławiu został Andrzej Stram, szef wałbrzyskiego PSL. Jarosław Kałucki Ludzie Pawlaka bez stanowisk Pomorscy działacze PSL zostali po wyborach parlamentarnych całkowicie pominięci przy obsadzaniu stanowisk. PO odpłaciła w ten sposób ludowcom za sojusz „Solidarne Pomorze” zawarty z PiS i Samoobroną przed wyborami samorządowymi w 2006 r. Z tego właśnie powodu PSL nie otrzymało stanowiska wicewojewody. Został nim Michał Owczarczak, były sekretarz pomorskiej PO i były asystent Donalda Tuska. – To koniunkturalne podejście kładzie się cieniem – mówi „Rz” lider PO na Pomorzu Jan Kozłowski. Deklaruje jednocześnie chęć współpracy i zapowiada spotkanie z zarządem PSL. – Pokuta się skończyła, ale miłości jeszcze nie ma – dodaje. Politycy PSL ubolewają, że nie otrzymali dotąd żadnych stanowisk. Liczą, że po spotkaniu z PO to się zmieni. pek PSL cicho przejmuje władzę Na Lubelszczyźnie targi co do obsady stanowisk cały czas trwają. Rozmowy, jakie toczą koalicjanci, przebiegają po linii: administracja rządowa dla PSL, samorząd dla PO. Na razie zmiany nastąpiły tylko na najważniejszych stanowiskach w regionie. Władzę po cichu usiłują zaś przejąć ludowcy. Wojewodą została Genowefa Tokarska (PSL). Jedną z jej pierwszych decyzji była zmiana zarządcy komisarycznego lubelskiego PKS. Stanowisko objęła Teresa Królikowska z PSL. Ludowiec jest też szefem lubelskiego oddziału ARiMR. PSL szykuje się do objęcia szefostwa w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska. PO chce za to przejąć Wojewódzką Inspekcję Transportu Drogowego i inspekcję weterynaryjną. Ma też zakusy na Agencję Nieruchomości Rolnych. Wiodącą siłą polityczną PO jest też na Podlasiu. tom
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA