fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Orange Ekstraklasa: Barany prowadzą lwa, czyli pożegnanie z trenerami

Remisy Wisły i Groclinu, zwycięstwo Legii l Odra Wodzisław będzie jedyną drużyną, której Wisła nie pokonała w drodze do mistrzostwa. Legia znów jest wiceliderem. Liga zaczęła nadrabiać zaległości w zwalnianiu trenerów: kto następny po Lenczyku i Jabłońskim?
W szalonym meczu w Krakowie goli nie było, za to kartkę zobaczył co drugi piłkarz który biegał po boisku, a dwóch zostało wyrzuconych do szatni - Cleber za cios wyprostowaną nogą w rywala i Jakub Biskup za bezmyślność (odkopnął piłkę po gwizdku, choć miał już żółtą kartkę). Dwóch następnych piłkarzy też mogłoby się tam znaleźć: Jacek Kuranty za wślizgi nie w porę i Paweł Brożek za popchnięcie Bartosza Hinca. To już trzecie z kolei ligowe spotkanie w którym Odra pokazuje Wiśle, że się jej nie boi. W rundzie wiosennej poprzedniego sezonu pokonała ją 2:1, jesienią zremisowała 2:2. Zespół z Wodzisławia prowadziło w tych meczach trzech różnych trenerów - Jacek Zieliński, Mariusz Kuras, Janusz Białek - ale każdy wybierał ten sam sposób na Wisłę: deptanie jej piłkarzom po odciskach przy każdej okazji. I tym razem znów się sprawdziło. Co z tego, że lider zagrał być może najładniej tej wiosny, miał mnóstwo okazji, skoro Paweł Brożek był tak pochłonięty walką o sprawiedliwość na boisku, że nie potrafił pokonać Adama Stachowiaka nawet, gdy był przed nim sam. Boisko też piłkarzom Wisły nie pomagało. Jest w takim stanie, że najrozsądniej byłoby tam teraz coś zasadzić i wrócić za pół roku.
Po raz pierwszy w tym roku punkty stracił Groclin, remisując bezbramkowo z Cracovią. Dzięki temu na drugie miejsce w tabeli wróciła Legia, która wygrała z Widzewem po meczu niegodnym dwóch klubów, które razem zapisały kilka rozdziałów historii ligi. Przesunięty na lewą stronę pomocy Roger (jak twierdzi "Wprost" już za dwa tygodnie ma dostać polski paszport), czuł się tam jak ryba na piasku, Takesure Chinyama psuł akcje kolegom z taką ostentacją, że trener mniej wyrozumiały od Jana Urbana pomyślałby o jakiejś karze finansowej, a Widzew w drugiej połowie miał problemy z kopnięciem piłki w kierunku bramki Legii. Przerwą w tych cierpieniach piłkarzy i widzów był ładny gol Piotra Gizy. Gol znaczący, bo Giza - wyszydzany nawet przez własnych kibiców za nieskuteczność - mimo wielu sytuacji nie potrafił strzelić bramki od pół roku. Radość w Łodzi była wielka, a wyłamali się z niej tylko bramkarz Legii Jan Mucha i kapitan Aleksandar Vuković. Po meczu nie pobili się tylko dlatego, że koledzy mocno ich trzymali. Poszło prawdopodobnie o to, czy podziękować kibicom za doping, czy nie. Bramkę kolejki, a pewnie i sezonu, zdobył Tomasz Hajto, strzałem z 60 metrów za plecy bramkarza Polonii Bytom Michała Peskovicia. Ten gol dał Górnikowi zwycięstwo, a rywali zepchnął niebezpiecznie blisko miejsca spadkowego. ŁKS ma już do Polonii tylko dwa punkty straty.
Zagłębie Sosnowiec z ostatniego miejsca w tabeli już się raczej nie wydostanie, ale jego szefowie jeszcze walczą, co może oznaczać kolejną zmianę trenera. Już czwartą w tym sezonie: po Jerzym Kowaliku był Andrzej Orzeszek, po Orzeszku Romuald Szukiełowicz, a po Szukiełowiczu znów Orzeszek. Herbata jednak wciąż nie robi się słodsza, więc poszukiwania trwają. To nie jest liga dla trenerów. Można mieć wrażenie, że ktoś pracujący z drużyną dłużej niż dwa-trzy sezony to dla prezesa powód do wstydu. Po wyrzuceniu z GKS Bełchatów Oresta Lenczyka jedynym, który w swoim obecnym klubie przepracował choć jeden sezon od pierwszej do ostatniej kolejki, jest Franciszek Smuda z Lecha. Jak w takich warunkach można myśleć o nauczeniu czegoś piłkarzy, nie wiadomo. Akurat dwaj zwolnieni w ubiegłym tygodniu, Lenczyk i Mirosław Jabłoński, lubili uczyć. Dziś wytyka się Lenczykowi wysoką pensję w GKS (rzeczywiście oburzające - przecież zdobyć wicemistrzostwo z klubem, który nigdy wcześniej nie był wyżej niż na dziesiątym miejscu, każdy by potrafił), ale zanim trener podczas negocjowania kontraktu poprosił o podwyżkę dla siebie, zażądał zbudowania porządnych boisk treningowych. Myślał o tym, co będzie za kilka lat, ale nie przypuszczał, że piłkarze obrócą się przeciwko niemu dużo wcześniej. Mirosław Jabłoński, przy którym kiedyś uczył się zawodu Maciej Skorża, przynajmniej nie miał czasu pielęgnować złudzeń. W ŁKS pracował przez 12 kolejek, do tego średnio co tydzień wrzucano mu do zespołu nowego piłkarza. Jabłoński to porządny człowiek, świetny taktyk, ale trener nie na te czasy. Zbyt łatwo daje sobie wchodzić na głowę a piłkarze tę słabość wyczuwają bezbłędnie. Radosław Matusiak o Oreście Lenczyku powtarzał często jedno zdanie: lepiej jak lew prowadzi stado baranów, niż baran stado lwów. O sytuacji, gdy barany postanawiają, że lew im niepotrzebny i poprowadzą same, Matusiak już nie wspominał, ale zdaje się, że jest w lidze najczęstsza.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA