fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Amerykanie muszą pozostać w Iraku

Rzeczpospolita
– Walka w Iraku jest szlachetna, konieczna i sprawiedliwa – przekonywał w piątą rocznicę rozpoczęcia operacji „Iracka wolność” prezydent George W. Bush. Dlaczego nie należy wycofywać wojsk z Iraku, tłumaczy w rozmowie z „Rz” ekspert ds. bezpieczeństwa w amerykańskiej Radzie Stosunków Zagranicznych.
Eksperci i politycy oceniają sytuację w Iraku diametralnie różnie. Czym to tłumaczyć?
Stephen Biddle: To zrozumiałe, gdy mamy do czynienia z tak złożoną rzeczywistością i natłokiem sprzecznych doniesień. Z jednej strony mamy ogólny spadek poziomu przemocy, z drugiej wciąż zdarzające się zamachy bombowe, co do których nie jest jasne, czy są jedynie pojedynczymi przypadkami, czy świadczą o trwałej tendencji. Z jednej strony spada liczba ofiar wśród cywilów, z drugiej postęp polityczny jest wciąż wolniejszy od oczekiwanego. Co jest w tym wszystkim najważniejsze?
Jeśli jest szansa na w miarę trwałą stabilizację w Iraku, jedyna droga do niej wiedzie przez porozumienia o zawieszeniu broni między stronami konfliktu w różnych rejonach. Ich trwałość to dla mnie główny wyznacznik sukcesu. W 2007 roku doszło do zmian strategicznych, które skłoniły wszystkich głównych aktorów wydarzeń w Iraku – świeckich bojowników sunnickich, bojówki szyickie i rząd – do zmiany stanowiska i przyjęcia serii porozumień o zawieszeniu broni. To przyczyniło się do opadnięcia fali przemocy, szczególnie w środkowej części kraju. Kluczem do sukcesu jest utrwalenie już zawartych porozumień i rozciągnięcie ich na regiony południowe. Jeśli to się uda, jaki powinien być następny krok USA: szybkie wycofanie czy pozostanie na dłużej? Raczej to drugie. Jeśli USA wycofają zbyt wiele oddziałów zbyt szybko, jest mało prawdopodobne, by dało się utrzymać stabilizację. Ta misja jest w coraz mniejszym stopniu misją bojową, a w coraz większym pokojową. Jak jednak nauczyło nas doświadczenie bałkańskie, misje pokojowe wymagają ogromnego wysiłku. Jeśli zachowamy wystarczająco wysoki poziom obecności w Iraku, by udało się utrwalić kruchy stan zawieszenia broni w większości regionów, istnieje duża szansa na utrzymanie równowagi w Iraku. Jeśli nie, wszystko posypie się jak domek z kart. Hillary Clinton i Barack Obama mówią, że z Iraku trzeba wyjść jak najszybciej... Nowy prezydent będzie musiał odciąć się od polityki Busha i zmniejszyć liczebność wojsk. Ale po znalezieniu się w Białym Domu otrzyma serię informacji, które uświadomią mu (czy jej), jaki koszt i ryzyko niesie szybkie wycofanie się z Iraku. Każde zmniejszenie obecności pociągnie za sobą bolesne następstwa strategiczne. Nowy prezydent będzie musiał wziąć to pod uwagę i zestawić na przykład z obietnicami podczas kampanii wyborczej. Dlatego kandydaci starają się wypowiadać w sposób jak najmniej wyrazisty. Gdyby jednak Obama czy Clinton zobowiązali się w sposób niedwuznaczny do szybkiego wyjścia z Iraku, to po objęciu urzędu każde z nich zderzyłoby się z bolesną rzeczywistością. Ludzi da się wyprowadzić znad Eufratu w ciągu paru tygodni, ale wywiezienie sprzętu zajęłoby około dwóch lat. Można go zostawić, ale koszt, także polityczny, byłby ogromny.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA