fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Grammy dla Polaka. I co dalej?

Włodek Pawlik z nagrodą Grammy
AFP
Dostawali je nie tylko muzycy i kompozytorzy, ale także prezydenci Stanów Zjednoczonych. Barack Obama ma na przykład dwie Grammy za najlepsze nagranie mówione. Jimmy Carter i Bill Clinton też mają po jednej za audiobook. Jeżeli nagrodzono tylu prezydentów, to jaka masa złotych gramofonów musiała trafić do muzyków! Od niedzieli mamy także kolejnego Polaka uhonorowanego tą nagrodą – jazzmana, Włodka Pawlika.
Z jazzem jest problem. Niby wszyscy się nim zachwycają, kojarzą Komedę i Stańkę, ale jak przychodzi co do czego, to trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby namówić klub do zorganizowania jazzowego koncertu. Nawet, jak już się uda, to łatwiej wygrać w totka niż mieć z biletów zwrot kosztów podróży. Co dopiero, żeby na graniu jazzu zarabiać i żyć z tego, co się umie.

Czy warto zdobyć Grammy?

Bardzo trudno jest dotrzeć do konkretnych danych z polskiego rynku. Włodek Pawlik jest pierwszym polskim jazzmanem, ale nie pierwszym Polakiem, który zdobył nagrodę Grammy. Oprócz niego czterokrotnie triumfował kompozytor Krzysztof Penderecki, dwukrotnie skrzypek Henryk Szeryng, po statuetce zdobyli także dyrygent Antoni Wit, producenci muzyczni Andrzej Sasin i Aleksandra Nagórko. Najbardziej utytułowanym Polakiem z dziesięcioma statuetkami na koncie jest pianista Artur Rubinstein.
Teoretycznie zdobycie tak prestiżowej nagrody powinno otwierać wszelkie drzwi do koncertowania po całym kraju, ale rzeczywistość muzyczna w Polsce jest trudna i rządzi się nie do końca logicznymi zasadami.
Mateusz Ryman, redaktor naczelny serwisu Jazzsoul.pl, mówi otwarcie: - Zdobycie Grammy przez Włodka Pawlika w Polsce może nie dać za wiele, prócz tego, że przez pewien czas jego płyty na pewno zaczną się lepiej sprzedawać, zacznie grać więcej koncertów, ale raczej nie będzie trwało to za długo. Jeśli chodzi natomiast o Amerykę, tam mogą otworzyć się dla niego drzwi. Wydaje mi się, że nie będzie musiał długo czekać na zaproszenia koncertowania za Oceanem oraz na zaproszenia do wspólnych nagrań – dodaje.
Za granicą nagroda ma prestiż i jej laureat, podobnie jak zdobywcy filmowych Oskarów, może życzyć sobie za występy więcej. Zeszłoroczne badania przeprowadzone przez magazyn Forbes na rynku amerykańskim pokazują, że zwycięzca Grammy w rok po otrzymaniu nagrody odnotowuje wzrost o co najmniej 55 proc. pod względem sprzedaży biletów na koncerty i inkasowanych stawek.
Dla przykładu Rihanna po wygranej w 2008 roku podwoiła honorarium ze 150 tys. na 300 tys. dolarów. Bruno Mars podniósł je w 2012 roku o dokładnie 55 proc., ze 130 tys. do 202 tys. dolarów. Reguły jednak nie ma, ponieważ Taylor Swift zyskała aż 380 proc. po wygranej w 2010 roku. Ale zdobycie Grammy nie pomaga jedynie wokalistom.

Zysk dla producentów

Zyskują także producenci muzyczni, reżyserzy dźwięku oraz producenci teledysków. Andrzej Sasin, producent muzyczny nagrodzony w ubiegłym roku Grammy w kategorii najlepsze klasyczne kompendium nie kryje szczerości.- Nagroda Grammy niewiele zmieniła. Nie mamy większej liczby zleceń, owszem, pojawiają się miłe komentarze i gratulacje, nowi kontrahenci również, ale chyba to nie statuetka była dla nich magnesem - mówi. I dodaje - zmieniło się to, że jako laureat zostałem członkiem The Recording Academy, mogę zgłaszać płyty i biorę udział w głosowaniach.
Jan Smoczyński, muzyk jazzowy i producent uważa, że sama nominacja pomaga. - Jest to element na którym może zawiesić oko potencjalny organizator koncertu. To ważne, bo często bywa kryterium niemal tak istotnym jak sama muzyka. Często słyszy się: ludzie muszą coś usłyszeć znaczącego o danym artyście, by wyrazili chęć przybycia na koncert, czy kupienia płyty. Taka nominacja, czy też otrzymany laur zdecydowanie wspomaga naszą działalność, a na graniu koncertów nam - muzykom, w zdecydowanej większości, zależy najbardziej – dodaje Smoczyński.

Jazzman ma pod górę

Według badań 80 proc. ludzi nie lubi tej muzyki, więc jazzman ma pod górę już na starcie. Granie na najwyższym poziomie nie przychodzi samo z siebie. Jazzowa wirtuozeria to lata codziennych ćwiczeń, godzin spędzanych w ćwiczeniówkach. Ta nauka trwa od małego – jazzman to nie muzyk rockowy, który w pewnym momencie stwierdzi, że rzuca swój zawód i rusza w trasę z zespołem. Nie można być jazzowym muzykiem na pół etatu.
Do tego zawsze ma się poczucie, że nie jest się dość dobrym, że znajdą się lepsi technicznie i pod względem wyobraźni. Im dłużej jazzman będzie grał, tym więcej będzie miał pokory przed innymi muzykami. A i tak jedynie co piąta osoba stwierdzi, że jej się to w miarę podoba.
Jeżeli już pokonamy pierwsze przeszkody, może być tylko lepiej. Pozostaje przekonać do siebie wytwórnię muzyczną – prędzej tą skupioną na muzyce improwizowanej, niż mainstreamową – i nagrywać. Jazzman na brak pomysłów nie będzie narzekać, więc o nowe koncepcje, nagrania wymyślane pod kątem swoim i dodatkowych muzyków już łatwo.
Pani Galewska, wokalistka i muzyk mówi: - Praktycznie każdy dźwięk, każda fraza w przypadku muzyka jazzowego jest czymś nowym, za każdym razem innym, więc trudno mówić tu o piosenkach. W przypadku muzyki popowej utwór  zamyka się w trzech minutach, a potem, jeśli stanie się hitem, zarabia na siebie - najlepiej jeśli jest grany na koncertach jeden do jednego, bo ludzie chcą go słyszeć w takiej formie, w jakiej znają go na pamięć. W przypadku jazzu każdy koncert jest inny, każdy utwór zagrany będzie z innym uczuciem, ekspresją, w innej formie. To właśnie sprawia jazzmanom największą frajdę – brak ram. Dlatego płyta jazzowa jest w pewnym sensie pojęciem abstrakcyjnym – nigdy nie usłyszysz drugi raz tak samo zagranego materiału.  Dobrze, że nagradzane są płyty jazzowe, ale wśród takich kategorii cała filozofia jazzu jest spłycana do kolejnej kategorii. A powinno się poświęcić temu tematowi trochę więcej kategorii niż tylko Best Improvised Jazz Solo, Best Jazz Vocal Album, Best Jazz Instrumental Album, Best Large Jazz Ensemble Album, czy Best Latin Jazz Album – dodaje.
Potem droga do muzycznego Oskara, czyli Grammy, staje otworem. Już sama nominacja do Grammy dla Polaka to wielki zaszczyt - mówi Mateusz Ryman. - Wydaje mi się, że gdyby Włodek Pawlik nagrał sam ten album, bez pomocy zagranicznego muzyka nie byłoby zbyt wielkiej szansy aby Akademia ją dostrzegła. Rzadko albumy polskiego muzyka czy artysty wydawane są za Oceanem – dodaje.
Nagroda dla Włodka Pawlika to pierwsze takie wyróżnienie dla Polaka. Ogromny zaszczyt, że wyróżnienie trafiło do tak utalentowanego artysty. Być może uda się dzięki temu dotrzeć do szerszej publiczności, ponieważ jazz to muzyka, o której wciąż mówi się zbyt mało wobec możliwości, jakie ma do zaoferowania.
Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA