fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Pokaźna liczba bohaterów

Beata Zubowicz
Fotorzepa, Ryszard Waniek Ryszard Waniek
Julia Potępiak zamarła z przerażenia. (...) Czyżby teraz miało się to skończyć? Ponad trzy lata ukrywania dwóch Żydówek, zachowywania maksymalnej ostrożności i oto na koniec taka głupia wpadka? Gestapowiec szedł w stronę łóżka, żeby się zdrzemnąć, a tam pod pierzyną leżały przykryte Salomea z Bronką.
Julia w myślach przywoływała Matkę Bożą, prosząc o cud. To przecież Matka Boża nakazała jej przyjąć pod dach dwie uciekinierki. Kiedy 27-letnia Salomea Helman zapukała do jej okna, tuląc do piersi pięcioletnią córeczkę, nie wypowiedziała ani słowa. »Nigdy nie przypuszczałam, że wzrokiem można tak zniewalająco prosić«, opowiadała po latach Julia i wspominała, że w tym momencie stanęła jej przed oczami Maryja uciekająca z Dzieciątkiem przed Herodem. Ukryła matkę i córkę w stodole" – to fragment tylko jednej z wielu historii Polaków ratujących Żydów w czasie II wojny, które Grzegorz Górny zebrał w swojej najnowszej publikacji „Sprawiedliwi".
Akurat ta historia skończyła się dobrze. Kobiety przeżyły wojnę. Julia Potępiak zmarła w 1971 roku. W 2000 roku pośmiertnie została odznaczona medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Instytut Yad Vashem w Jerozolimie uhonorował w ten sposób ponad 6 tysięcy Polaków, tj. około 25 procent wszystkich nagrodzonych. Część historyków – nie tylko polskich zresztą – twierdzi, że na medal zasługuje znacznie więcej osób. 100 tysięcy, może 300 tysięcy, a może nawet pół miliona.
A ilu było szmalcowników? To pytanie pada zawsze, gdy wspomina się o Polakach ratujących Żydów. Trudno zaprzeczyć, że ich nie było. Ale gdyby na serio brać obowiązującą od pewnego czasu wizję niemieckiej okupacji, trzeba by uznać, że było ich znacząco więcej niż Sprawiedliwych. Że ludzie pomagający Żydom to był margines, a żądni żydowskiej krwi i żydowskich pierzyn siepacze stanowili dominującą część polskiego społeczeństwa.
Pół biedy, jeśli takie wspomnienia snują ocaleni z Holokaustu. Nikt z nas nie jest chyba w stanie wyobrazić sobie, co czuje ktoś zaszczuty, uznany za nieczłowieka, z jakim strachem się zmaga i jak patrzy na świat. Ja nie potrafię, a ponieważ nie zamierzam uprawiać marnego psychologizowania, uznaję prawo tych ludzi do ich traum. Nawet jeśli bywa to dla nas krzywdzące. Gorzej, jeśli taką wizję Holokaustu na polskich ziemiach – bez kontekstów i uwarunkowań – lansują historycy. I jeśli bezrefleksyjnie powielają ją dziennikarze i filmowcy. W efekcie – godny oczywiście potępienia – mord w Jedwabnem zostaje zrównany z na zimno zaplanowaną przez nazistowskie Niemcy machiną ludobójstwa i staje się symbolem stosunku Polaków do Żydów. Powstaje też wrażenie, że jest antysemityzm i „polski antysemityzm", kto wie, czy nie gorszy i bardziej porażający.
Na Zachodzie ten mit „polskiego antysemityzmu" zakorzenił się dość dawno temu. Norman Davies, który napisał wstęp do „Sprawiedliwych", jego początki wiąże z narodzinami syjonizmu, czyli żydowskiego nacjonalizmu (utworzonego zresztą dokładnie w tym samym czasie co Narodowa Demokracja Romana Dmowskiego). Otóż, członkowie ruchu syjonistycznego nakłaniający Żydów do emigracji do Palestyny straszyli ich „polskim antysemityzmem". Hałaśliwa propaganda syjonistów – twierdzi brytyjski historyk – była przesadzona.
Problem powrócił w latach 70. ubiegłego wieku, gdy Żydzi zaczęli kultywować pamięć o Holokauście. Ponieważ działo się to pod auspicjami syjonistycznymi, unikano jakichkolwiek odniesień do cierpień innych narodów oraz sowieckich zbrodni. „Znaczną część winy za to ponoszą filmowcy z Hollywood, którzy kręcili popularne filmy o Polsce w czasie wojny, takie jak »Wybór Zofii« (1982) czy »Lista Schindlera« (1993), nie zająknąwszy się nawet o ogromnych stratach poniesionych wtedy przez katolików i Polaków" – twierdzi Davies. Uczyniono za to poważny problem z „polskiego antysemityzmu".
Górny, pisząc „Sprawiedliwych", pokazuje więc to, czego nie znajdziemy w słynnych filmach amerykańskich ani w mniej słynnych polskich. Pokazuje kontekst. Zbiera i porządkuje fakty: plan zagłady wymyślili Niemcy, realizowały go niemieckie formacje nazistowskie, które w okupowanej Polsce zaprowadziły trudny do pojęcia terror. U jednych wyzwolił on najgorsze instynkty, u innych – pokłady bezprzykładnego bohaterstwa. U nas za ukrywanie Żydów płaciło się życiem – i to całej rodziny, w Holandii za pomoc żydowskim obywatelom nie zginął nikt. Mimo to odsetek ocalonych w Polsce i Holandii jest niemal identyczny. I tak dalej.
Zdawałoby się wiedza podstawowa, a jednak coraz mniej powszechna. Skutecznie wypierana jest bowiem przez politycznie poprawną wersję historii każącą nam wciąż na nowo rozliczać się z przeszłością i ciągle odczuwać za nią wstyd. I mamy to robić wszyscy - bez wyjątku. Prawda tymczasem jest, jak wiadomo,  dużo bardziej złożona.Tylko żeby się o tym przekonać, najpierw trzeba odzyskać pamięć. Choćby dlatego tylko, że - jak pisze Norman Davies -"Żaden naród nie składa się z samych bohaterów i Polacy nie stanowią wyjątku, chociaż przypadła im w udziale całkiem pokaźna ich liczba". Warto o tym pamiętać.
Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA