fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Eurolewica ma problem z historią

Fotorzepa, RP Radek Pasterski
Części eurodeputowanych nie podoba się zrównywanie komunizmu z nazizmem. Przekonał się o tym Marek Migalski.
Anna Słojewska z Brukseli
Komisja Kultury i Edukacji Parlamentu Europejskiego będzie jutro głosowała nad raportem autorstwa Marka Migalskiego (Polska Razem) o pamięci historycznej w kulturze i edukacji. Sprawozdanie nie podoba się europejskiej lewicy, która zapowiedziała, że zagłosuje przeciw. Krytykuje ona m.in. zrównywanie komunizmu z nazizmem oraz podawanie „niemieckiej zbrodni w Katyniu" i „polskich obozów śmierci" jako przykładów kłamstw historycznych.
O tym, że zrównywanie komunizmu z nazizmem może budzić duże opory, Migalski dowiedział się, gdy przedstawił pierwszy projekt raportu na spotkaniu z tzw. sprawozdawcami cieniami, czyli przedstawicielami wszystkich pozostałych frakcji wyznaczonym do wspólnego poprawiania jego raportu. – Posłanka grupy komunistów po prostu wyszła z sali na znak protestu – mówi „Rz" europoseł.
Część europejskiej lewicy gotowa byłaby ewentualnie rozważyć potępienie stalinizmu. Taka zawężająca definicja zbrodni komunizmu to nic nowego w dyskursie europejskiej lewicy. Ale mija się ona z faktami.
– Kto strzelał do powstańców w Budapeszcie w 1956 r.? Przecież to było po śmierci Stalina. A kto wprowadził wojska Układu Warszawskiego do Czechosłowacji w 1968 r.? Kim był Pol Pot? Kto rządzi w Korei Północnej? Staliniści? – pyta retorycznie historyk Wojciech Roszkowski.
Nie dziwią go jednak problemy Migalskiego z treścią raportu. Roszkowski był eurodeputowanym w latach 2004–2009, gdy po raz pierwszy w ławach zasiedli wspólnie przedstawiciele wyswobodzonej po drugiej wojnie światowej Europy Zachodniej i ci ze zniewolonej przez komunistów przez dziesięciolecia Wschodniej. – Znam te debaty. Ale i tak jest lepiej, że w ogóle udaje mu się to wpisać i nie musi wysłuchiwać złośliwości – mówi historyk.
Według niego wiele się zmieniło, gdy eurodeputowanym z naszej części Europy udało się w poprzedniej kadencji uchwalić dzień walki z komunizmem i nazizmem w rocznicę podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow.
Migalski postanowił też w sprawozdaniu zawrzeć wątki ważne dla Polaków. Ponieważ raport mówi, jak ważna jest prawda w pamięci historycznej Europejczyków, podał przykłady kłamstw. Jedno to przypisywanie Niemcom zbrodni w Katyniu. Drugie to pojawiające się w zachodnich mediach określenie „polskie obozy śmierci". Nawet to budzi kontrowersje.
– Słyszę od kolegów, że raport powinien być ogólny, że nie warto podawać przykładów, bo zaraz inni zaczną wrzucać kolejne i zrobi się problem – mówi Migalski. Z zapisów jednak nie rezygnuje i ma nadzieję, że w głosowaniu zostaną one przyjęte.
Dla drugiego przykładu dostał zresztą nieoczekiwane wsparcie. Według TVN 24 w rocznicę wyzwolenia Auschwitz, 27 stycznia, Kneset ma zaakceptować specjalną rezolucję. Izraelski parlament zaapeluje w niej o nieużywanie określenia „polskie obozy śmierci", lecz „niemieckie nazistowskie obozy na terytorium Polski". – Zamierzam to wykorzystać jako argument na rzecz moich zapisów – zapowiada Migalski.
Różnice w interpretacji najnowszej historii ujawniają się także przy projekcie Domu Historii Europejskiej, który ma powstać w 2015 r. w Brukseli z inicjatywy Parlamentu Europejskiego. Wojciech Roszkowski jest członkiem rady tej nowej instytucji, która ma być nowoczesnym multimedialnym muzeum.
– Też dyskutujemy o komunizmie i o tym, jak ma być tam pokazany – mówi historyk.
Jego zdaniem, o ile różna interpretacja historii jest uprawniona, o tyle już ze świadomymi kłamstwami trzeba walczyć. – Dlatego na miejscu Migalskiego w sprawie Auschwitz bym nie ustępował – podpowiada Roszkowski.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA